Działacze żużlowi potrafią wprawić w osłupienie. Właśnie pierwszy raz w historii zdyskwalifikowali mistrza świata, bo na trening włożył zły kevlar, z logo wojego sponsora, a nie z logo cyklu Grand Prix. - Nie ma tłumaczenia, to ja popełniłem fatalny błąd, pomyliłem stroje. Regulamin mówi, że jury może mnie wyrzucić z turnieju, ale nie musi. Widocznie nie chcieli, żebym pojechał - powiedział Bartosz Zmarzlik.

Za nami pierwsze mecze o złoto i brąz w żużlowej PGE Ekstralidze w Polsce. Motor Lublin w starciu o mistrza pokonał mocno osłabioną Spartę Wrocław 51:39 (rewanż w niedzielę, 24 września). W pojedynku trzecie miejsce Apator Toruń wygrał z Włókniarzem Częstochowa 50:40 (rewanż w sobotę, 23 września).

Również w trakcie tych spotkań wszyscy, którzy interesują się żużlem, wracali do sytuacji, która wydarzyła się w sobotę w Vojens w Danii. Bartosz Zmarzlik, gorzowski wychowanek, obecnie zawodnik Lublina, miał sobie tam zapewnić czwarty tytuł mistrza świata. Stało się jednak inaczej. Jury tego turnieju postanowiło przełożyć emocje na ostatnią rundę GP w Toruniu, przy zielonym stoliku odebrało Zmarzlikowi większość przewagi nad Szwedem Fredrikiem Lindgrenem. Czy musiało do tego dojść?

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.

Aleksandra Sobczak
Czytaj teraz
Więcej