Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst ukazał się w gorzowskiej "Gazecie Wyborczej" w listopadzie 2007 r.

- Kiedyś jeden lepszy tu mieszkał. O, tu, w tym domu za moimi plecami i to był gość nie byle jaki. Człowiek legenda, bo nie tylko tu o nim mówili. Cała Polska go znała. Znała? Ba. Kochała. Był słynny nawet za granicą - stary żulik zagaduje dziewczynkę, która wyszła na spacer z psem. Tak kończy się pierwsza strona komiksu o życiu Edwarda Jancarza, najsłynniejszego gorzowskiego żużlowca.

Akcja toczy się współcześnie, na ul. Chodkiewicza w Gorzowie, gdzie Jancarz mieszkał i został zamordowany przez żonę. Gdy dziewczynka przyznaje, że dopiero się tu wprowadziła, żulik czuje potrzebę opowiedzieć o najsłynniejszym mieszkańcu ul. Chodkiewicza. Cały komiks to więc opowieść żulika, a życie Jancarza pojawia się jedynie w retrospekcjach. Opowiedziane jest zresztą dość pobieżnie. Od pierwszego sukcesu w 1968 r. żulik przeskakuje do wypadku z 1984 r., który przyczynił się do zakończenia kariery. - Jeździł ostro, ale zawsze fair, tak że dżentelmenem torów go zwali - opowiada żulik.

Na obrazkach wyścigi, wiwatujące tłumy, Jancarz na motorze i w szpitalu. A potem kilka scen po zakończeniu kariery: Jancarz w mieszkaniu, na stole butelka wódki, na koniec tylko jeden obrazek: nóż w rękach żony.

- Początkowo historia Jancarza miała służyć za preludium do opowieści o ul. Chodkiewicza, na której wydarzyło się mnóstwo dziwnych przypadków. Wiem o nich, bo na tej ulicy, naprzeciwko domu Jancarza, wychowała się moja żona - opowiada Paweł Piechnik, pochodzący z Poznania autor komiksu. - Skrótowość historii wynika z prozaicznego powodu - określonej objętości prac wysyłanych na konkurs komiksowy do Łodzi, na międzynarodowy Festiwal Komiksu.

Stąd komiks liczy jedynie sześć stron. - Może kiedyś powstanie z tego większa historia - mówi Piechnik. Z wykształcenia jest architektem. Porzucił jednak zawód, żeby zająć się rysowaniem komiksów i ilustracji. Dzisiaj mieszka w Hiszpanii. Jego prace można było oglądać na wystawach w Poznaniu i irlandzkim Belfaście.

- Nie jestem kibicem żużla. Na stadionie w Gorzowie byłem po raz pierwszy w 2007 roku - opowiada rysownik. - Do zrobienia komiksu przekonało mnie to, co zobaczyłem na stadionie. Ludzie starsi i młodsi, całe rodziny. Wszyscy wyglądali na pozytywnie zaangażowanych. Uświadomiłem sobie, że tutaj bycie kibicem nie oznacza biegania z kijem bejsbolowym. A historię Jancarza wybrałem, bo po pierwsze wydała mi się ważna dla gorzowian, a po drugie była prawdziwa, a przecież nie od dziś wiadomo, że najbardziej interesujące są właśnie prawdziwe opowieści.

Piechnik o swoim pomyśle napisał na forum internetowym. Od ludzi dostał spis podstawowych lektur, a na skrzynkę pocztową przyszły archiwalne zdjęcia Jancarza. Razem ze scenarzystą, Tomkiem Kontnym, stworzyli krótką historię życia Jancarza. - Czas przy takich projektach jest raczej trudny do zmierzenia. Zbieranie materiałów, szukanie, czytanie, to praca rozłożona w czasie. Samo rysowanie i pokolorowanie całości zajęło dwa tygodnie - opowiada Piechnik.

Pomysł, by to starszy mężczyzna, spotkany na ulicy, opowiedział historię Jancarza, też miał swój sens. - Facet, który nie ma nic oprócz wspomnień, przekazuje je młodszemu pokoleniu, by o nich nie zapomniano - mówi rysownik. - Często my, Polacy, zapominamy o naszej historii, szczególnie teraz, kiedy rozpierzchliśmy się po całej Europie. I nie chodzi nawet o jakąś wielką historię, tylko o tę zwyczajną z naszych ulic.

Ogłoszono już wyniki konkursu i Piechnik nie dostał nagrody. Dlatego swój komiks pokazał w internecie. - Poza tym chciałem, żeby te kilka stron trafiło do właściwego odbiorcy, czyli do gorzowian - mówi rysownik.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.