To najlepszy sezon w moim życiu. Cieszę się, że tak wszystko się układa. Teraz chcę powalczyć o miejsce w osadzie olimpijskiej - mówił pochodzący z Ukrainy kanadyjkarz Alex Koliadych, który w Polsce reprezentuje Admirę Gorzów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cofnijmy się do 2015 r. Wtedy urodzony w lutym 1998 r. Alex Koliadych przyjechał do Polski, zaczął w naszym kraju studia.

– Szczerze mówiąc, to nie myślałem wtedy o profesjonalnym sporcie – opowiadał Koliadych, od paru dni mistrz świata i brązowy medalista mistrzostw Europy w konkurencji C1 na 200 metrów. – Miałem jednak to szczęście, że akurat trafiłem do Gorzowa, do Admiry. Pokochałem to miejsce, rozwinąłem tu skrzydła.

Czerwiec 2019 r. Na przejściu dla pieszych w Inowrocławiu Koliadycha potrącił samochód. Wypadek wyglądał tragicznie.

– Uderzenie było bardzo mocne, odrzuciło mnie daleko od pasów – wspominał gorzowski kanadyjkarz. – Obrażenia były bardzo poważne, byłem strasznie poobijany. Życie uratowała mi napakowana rzeczami osobistymi walizka. Akurat byłem w drodze na zgrupowanie kadry Polski, do której już dołączyłem. Kolejne miesiące, a właściwie lata, to żmudny powrót do zdrowia, po drodze pandemia koronawirusa, która przyniosła dodatkowe komplikacje. Były chwile zwątpienia, gdy nie układało się choćby pod względem finansowym. Przetrwałem i wiem, że warto walczyć ze wszystkich sił o swoje marzenia.

Na początku sierpnia 2022 r. Koliadych pokazał się całemu kajakarskiemu światu, gdy w Kanadzie niespodziewanie zwyciężył w nieolimpijskiej konkurencji C1 na 200 metrów.

– Jestem bardzo szczęśliwy, to był mój bardzo dobry występ – cieszył się reprezentant Polski po wygranej. – Dziękuję całej ekipie, rodzinie, mojej dziewczynie.

Prosto z Kanady kanadyjkarze zjechali do Niemiec na mistrzostwa Europy. Tu w finale jedynek, po bardzo zaciętej rywalizacji, reprezentant Admiry Gorzów był trzeci.

– To najlepszy sezon w moim życiu, cieszę się, że tak wszystko się układa. Dwa medale na tak dużych imprezach w tym roku bardzo cieszą. Nastawiałem się w Monachium na złoto, ale troszeczkę zabrakło i cieszę się z brązu – mówił Koliadych.

Co się stało, że polski kanadyjkarz ukraińskiego pochodzenia tak wyskoczył z formą? – Przede wszystkim zmienił się trener kadrowy. Mamy teraz trenera Marka Plocha i z pracy z nim jestem bardzo zadowolony. Praca daje efekty, a do tego zmieniłem technikę wiosłowania. Dziękuję też Marcinowi Grzybowskiemu, który cały czas z nami pracuje na pomoście. Dobrze się czuję na wodzie i jest moc – dodał Koliadych. – Kanadyjkarze nie mają łatwo, bo na igrzyskach startują jedynie w dwóch konkurencjach. Każdemu wolno jednak marzyć. Nabrałem rozpędu i będę walczył, aby wystartować w 2024 r. w Paryżu.

Nasz kanadyjkarz cieszy się z medali, ale jednocześnie drży o najbliższych, bo cała jego rodzina mieszka w Chersoniu w Ukrainie, gdzie od pół roku trwa wojna.

– Chersoń jest pod rosyjską okupacją. Chciałem rodziców i dziadków ściągnąć do Polski, ale z różnych względów nie jest to możliwe. Mamy stały kontakt i liczę, że wkrótce to wszystko się skończy. Nie jest łatwo, bardzo ich kocham i bardzo za nimi tęsknię. Wielką pracę wykonał ze mną mój trener mentalny, który na ile się da, pomaga mi oddzielać zawodowy sport i życie prywatne. Bardzo mu za to dziękuję – zakończył Koliadych.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej