36-letni Łukasz Fabiański oficjalnie pożegnał się z piłkarską reprezentacją Polski. W meczu z San Marino, wygranym przez Biało-Czerwonych 5:0, zaliczył 57. i ostatni występ w drużynie narodowej. Schodził żegnany owacją na stojąco, koledzy z kadry i rywale utworzyli dla niego szpaler.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łukasz Fabiański urodził się w Kostrzynie nad Odrą, ale całe jego życie jest związane ze Słubicami. Tutaj chodził do szkoły, stawiał pierwsze kroki w piłce nożnej w młodzieżowych drużynach Polonii.

- Doskonale znamy jego historię - mówili nam kilkunastoletni chłopcy, gdy odwiedzaliśmy Słubice. Jeden z nich miał dla nas szczególną historię. - Też mam na imię Łukasz i również gram w Polonii Słubice. Co prawda nie jestem bramkarzem, ale widziałem wszystkie mecze reprezentacji. Pan Fabiański to dla nas wielki wzór do naśladowania.

„Fabian" zadebiutował w kadrze w 2006 r. Był z reprezentacją dwa razy na mundialu i trzy razy na mistrzostwach Europy.

Przed meczem z San Marino otrzymał z rąk prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej koszulkę z okazji 57. występu w kadrze. 58 tysięcy kibiców skandowało nazwisko polskiego bramkarza. Tak samo było, gdy w 57. minucie opuszczał murawę.

– Koniec końców chciałem się skupić na meczu, by zagrać na odpowiednim poziomie - opowiadał Łukasz Fabiański. - Zdawałem sobie sprawę, że nie będę miał za dużo pracy, niemniej chciałem, żeby moja postawa była na pierwszym miejscu. Zamierzałem emocje odłożyć na bok. Jednak przed wyjściem na boisko wybito mi to z głowy. Zrobiono mi niesamowitą niespodziankę w szatni. To było piękne i jestem za to niezmiernie wdzięczny wszystkim. Trzymałem się mocno, bo wychodząc na rozgrzewkę i podczas hymnów myślałem, że jest okej, ale gdy kibice skandowali moje nazwisko i przyszła ta minuta: łzy same mi poleciały - dodał „Fabian", który odchodzi z kadry z 27 „czystymi kontami".

Zapewne teraz będzie miał nieco więcej czasu, aby częściej porzucać też piłką do kosza, bo koszykówka to jego wielka pasja. Jak Fabiański sam przyznał, trafienie do kosza sprawia mu taką samą radość jak obrona strzału. Marzenie? Chciałby kiedyś spotkać Michaela Jordana, a w sercu nosi miłość do legendarnej drużyny Chicago Bulls, sześciokrotnych mistrzów NBA.

– Czego najbardziej będzie mi brakować? Ludzi i atmosfery. Myślę, że cały splendor, który się wiąże z reprezentowaniem kraju jest czymś, czego nie można z niczym porównać. Atmosfera zgrupowań, ludzie, cała otoczka wokół, zawodnicy, to coś wspaniałego. Przeżyłem wiele chwil, poznałem wspaniałych ludzi i to jest dla mnie na pierwszym miejscu – mówił Fabiański.

Fabiański nie myśli jeszcze o końcu kariery, teraz chce się skupić na występach klubowych. Od lat jest czołowym bramkarzem w Wielkiej Brytanii. Od 2018 r. reprezentuje West Ham United: - Mam takie marzenie, żeby grać do 40. roku życia i utrzymywać się na wysokim poziomie. Nie wiem, czy będę bramkarzem, który będzie grał regularnie, ale mam nadzieję, że zdrowie mi dopisze. Jeśli chodzi o moje podejście emocjonalne, to mogę powiedzieć, że piłka nożna sprawia mi ogromną radość i cieszę się każdego dnia, że mogę wykonywać ten zawód. Nie czuję żadnego zmęczenia psychicznego. Na pewno przyjdzie moment w życiu, że decyzje będę podejmował przez pryzmat rodziny, a nie mój.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej