Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

27-latka Olga Michałkiewicz z AZS AWF Gorzów oraz trzy wioślarki Lotto Bydgostii - 29-letnie Monika Chabel i Joanna Dittmann, a także 26-letnia Maria Wierzbowska  w 2017 r. wsiadły razem do czwórki bez sterniczki i zdobyły srebrny medal mistrzostw świata. Przez kolejne lata już płynęły razem aż na igrzyska w Tokio, gdzie wywalczyły sobie miejsce w finale A. Dzisiaj w nocy czasu polskiego w wyścigu medalowym zajęły ostatnie, szóste miejsce.

- Pewnie trafimy do internetowej galerii niesławy, bo zostałyśmy bez medalu - mówiły nasze zawodniczki po swoim ostatnim starcie w Japonii.

Ci, którzy lekceważą takie osiągnięcia wioślarek czy innych sportowców, powinni wiedzieć, że to nie są imprezy dla każdego. Tu raz na cztery lata, a tym razem przez pandemię koronawirusa, raz na pięć lat walczą o kwalifikację i przyjeżdżają najlepsi z najlepszych, sama śmietanka danej dyscypliny, aby bić się o najcenniejszy medal w karierze.

Czwórka bez sterniczki ostatecznie na szóstym miejscu. - Gdy już jesteś w olimpijskim finale, w jakimkolwiek wyścigu medalowym dużej imprezy, zawsze masz nadzieję na walkę o jak najwyższe lokaty, o podium - opowiadała Olga Michałkiewicz z gorzowskiego klubu. - W dzisiejszych warunkach, w których nie miałyśmy okazji wcześniej się spróbować, nie złapałyśmy swojej szybkiej jazdy, nie poczułyśmy się komfortowo.

Wcześniej Polkom zupełnie nie wyszedł wyścig eliminacyjny, za to repasaż był naprawdę świetny. To właśnie wtedy pojawiła się nadzieja na równie udany finał A.

- Repasaż to już był wyczyn, jak mówiłyśmy w wywiadach, stanęłyśmy na rzęsach, aby znaleźć się w finale A - mówiła Michałkiewicz. - I dzisiaj na rozgrzewce naprawdę czułyśmy, że może być dobrze. To już tak jest. Czujesz, że za chwilę możesz przenosić góry. Niestety ostatecznie z warunkami panującymi dziś na torze w Japonii, z wiatrem, technicznie sobie nie poradziłyśmy.

Finały były niezwykle szybkie, co chwilę najlepsze osady biły rekordy olimpijskie, zbliżały się do najlepszych wyników w historii. Dla jednych wiatr był wielkim sprzymierzeńcem. Niestety polska osada nie do końca te mocne podmuchy zamieniła na moc i prędkość swojej łodzi.

- Wywracały się łódki, latały banery. Tak mocno wiało - dodała nasza wioślarka. - Powtarzam, gdybyśmy wcześniej mogły się sprawdzić w tak warunkach, dogadać się z nimi. Takiego pływania jednak w tym sezonie jeszcze nie było. Dałyśmy wszystko, co miałyśmy, ale dzisiaj nie potrafiłyśmy zabrać się z osadami, które znalazły się przed nami. Jest szóste miejsce i trzeba przyjąć, że dzisiaj na tyle było nas stać. Z drugiej strony widzimy na czwartym miejscu Brytyjki, które w finale A do końca toczyły bój o brązowy medal, a przecież my minimalnie przegrałyśmy z nimi w repasażu. W tym momencie pojawia się niedosyt, że jednak można było zdziałać więcej.

Rywalizacja czwórek bez sterniczki po wielu latach przerwy wróciła do programu igrzysk i będzie też w 2024 r. we Francji.

- Za chwilę zaczynamy walkę o nowe cele. Za trzy lata mamy następne igrzyska olimpijskie w Paryżu. Tam sobie wszystko odbijemy. Dziękuję, że zarywaliście w Polsce noce. Ta niezliczona ilość wiadomości, słów wsparcia to było coś niesamowitego - zakończyła Olga Michałkiewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.