Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wszystko zaczęło się 12 marca 2020 r., kiedy minister zdrowia ogłosił gorzowską lecznicę jednym z kilkunastu jednoimiennych szpitali zakaźnych w Polsce. - Musieliśmy przygotować miejsce dla pacjentów covidowych. Rozwiązaliśmy oddział reumatologii, zakłady opiekuńczo-lecznicze i ewakuowaliśmy z nich w ciągu dwóch dni blisko 130 pacjentów. Już 16 marca przyjęliśmy pierwszych pacjentów do rozpoznania. Na szczęście wśród tych czterech pierwszych pacjentów nikt nie był chory na COVID-19. Jednak już 23 marca 2020 r. mieliśmy pierwszego pacjenta z pozytywnym wynikiem - wspomina Jerzy Ostrouch, prezes szpitala.

Koronawirus już w Gorzowie

Od tej chwili można mówić, że koronawirus oficjalnie dotarł do Gorzowa. Od marca 2020 do marca 2021 r. przez różne oddziały szpitala przy ul. Walczaka i Dekerta przewinęło się łącznie 2733 pacjentów covidowych. Wtedy zaczęła się walka o zdrowie i życie pacjentów. Na początku przygotowano 100 miejsc, docelowo planowano, że będzie ich 200, w tym również 20 miejsc intensywnej terapii z respiratorami. Dzisiaj łóżek na zakaźnym jest ponad 300. - Właśnie dostaliśmy kolejną decyzję wojewody o zwiększeniu liczby o kolejne 30 łóżek. Tak więc obecnie mamy już zapewnionych 306 miejsc covidowych, z czego zajęte są 223 łóżka - mówił prezes Ostrouch w minioną środę.

Raport z zarażonego miasta

Zarząd szpitala zaprezentował tego dnia raport, podsumowanie 15 miesięcy walki z covidem prowadzonej przez gorzowską lecznicę. Dlaczego 15 miesięcy, skoro od utworzenia jednoimiennego szpitala zakaźnego minął rok? Okazuje się, że przygotowania zaczęły się już wcześniej. - Dokładnie 20 stycznia 2020 r. zwróciliśmy się do wojewódzkiego sanepidu z prośbą o informację, jak mamy się przygotować do działań na wypadek pomocy pacjentom z objawami podobnymi do tych, jakie mieli chorzy w Wuhan. Od tego momentu miesiąc po miesiącu podsumowujemy, co było robione, jakie podejmowaliśmy działania, przytaczamy dokumenty, wystąpienia do instytucji. Opisane jest również uruchamianie własnej bazy laboratoryjnej do wykonywania testów i powody, dlaczego doszło w tym wypadku do trzech miesięcy opóźnienia - tłumaczy Jerzy Ostrouch. Okazuje się, że realizacji planów powiększenia bazy sprzętowej do szybkiego testowania nie ułatwia opinia konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej, który testowanie chciał pozostawić wyłącznie sanepidowi. - Wymiana pism między lecznicą, urzędami wojewódzkim i marszałkowskim ciągnie się miesiącami - czytamy w raporcie.

Mimo tych przeszkód szpitalny zakład mikrobiologii przeprowadzał testy, a lecznica we współpracy z miastem przetestowała m.in. pracowników gorzowskich żłobków i przedszkoli. - Zdecydowaliśmy o modernizacji zakładu mikrobiologii i dzięki temu jesteśmy wśród nielicznych szpitali w Polsce, które w ubiegłym roku wykonały blisko 50 tys. testów PCR na podstawie własnej bazy - mówi prezes Ostrouch.

Leczenie trwa, inwestycje też

Na podsumowanie roku w pandemii zarząd szpitala zaprosił media do nowego pawilonu. - Pod koniec marca zostanie oddany do użytkowania pacjentom onkologicznym. To dzienny oddział chemioterapii z 32 stanowiskami. Dobrze zorganizowane, funkcjonalne pomieszczenia. Ważne jest to, że przez ten cały czas pandemii nie pozostawiliśmy pacjentów onkologicznych, pomagaliśmy im. Wykonaliśmy nawet więcej operacji onkologicznych niż w ubiegłych latach, a były też takie operacje onkologiczne, które po raz pierwszy w historii szpitala wykonywaliśmy w takiej liczbie. Dotyczyło to m.in. raka prostaty, raka żołądka, jelita grubego. To był wielki wysiłek całego zespołu lekarskiego, szczególnie urologów, chirurgów, a także anestezjologów - podkreśla prezes Ostrouch.

Chociaż przez cały miniony rok praca szpitala została podporządkowana przeciwdziałaniu COVID-19, co wymuszało przerwy lub zmiany w pracy oddziałów i poradni, ani na chwilę szpital nie zaprzestał działalności leczniczej. - Staramy się pracować bez zakłóceń, nie ograniczając pracy innych oddziałów. Problemem jest jednak zapewnienie kadry medycznej dla tworzonych oddziałów covidowych. Dlatego stanęliśmy przed konieczności łączenia oddziałów, np. internistycznego z kardiologicznym, aby w ten sposób kadrę medyczną z interny przeprofilować do pracy w oddziale covidowym. To są trudne decyzje, ale spotykamy się z akceptacją dla tworzenia tych oddziałów - mówi prezes lecznicy.

Podobnie jak szpital leczy mimo COVID-19, tak też nie stanęły prowadzone przez placówkę inwestycje. Budowa nowoczesnego pawilonu dla oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, Kliniki Hematologii oraz Banku Komórek Macierzystych zmierza ku końcowi, ale też paradoksalnie pandemia umożliwiła pewne przedsięwzięcia. - Często musieliśmy działać w pośpiechu. To trudne, ale też stymulujące. Przetarg na budowę dziennego oddziału chemioterapii został rozstrzygnięty we wrześniu, a za chwilę będziemy otwierać. Przy SOR-ze w październiku rozpoczęła się budowa nowej poczekalni. Nigdy by pewnie nie powstała, gdyby nie COVID-19. Konieczność stworzenia poczekalni była dla wszystkich oczywista, a sytuacja pandemii umożliwiła odstępstwa w zakresie nadzoru budowlanego. W starym parkingu w krótkim czasie powstała 600-metrowa, wygodna i bezpieczna poczekalnia. Ubiegły rok to była walka z COVID-19, pomoc dla pacjentów, którzy nie chorują na COVID-19, a jednocześnie kontynuacja mimo pandemii poważnego programu inwestycyjnego. Na inwestycje wydaliśmy w zeszłym roku około 70 mln - opowiada prezes Ostrouch.

Na początku był strach

Co było najtrudniejsze dla szpitala w ciągu tego minionego roku od początku pandemii?

- Największym wyzwaniem było przygotowanie techniczne i przygotowanie personelu. Przekonanie ludzi. Pamiętam do dziś, że był wtedy duży strach. Musiało trochę czasu upłynąć, aby okazało się, że umiemy sobie z tym radzić. Mieliśmy przecież chwilę, kiedy ponad sto osób z personelu było w izolacji, nasi pracownicy chorowali. Dzisiaj sytuacja jest znacznie lepsza - mówi Robert Surowiec, wiceprezes szpitala. - Myślę, że najtrudniejszy był początek. To był proces oswajania się z COVID-19. Był wtedy duży lęk - potwierdza Jerzy Ostrouch. - Teraz kadra medyczna i pracownicy w większości są już zaszczepieni. Mamy też zapewnione środki ochrony osobistej - dodaje.

Obaj podkreślają, że to był bardzo trudny rok, w którym wszyscy musieli zmierzyć się z ogromnymi problemami związanymi z organizacją pracy szpitala i przystosowaniem go do potrzeb pacjentów covidowych. To wszystko również kosztowało. Zorganizowanie szpitala zakaźnego, wynagrodzenia personelu, nie licząc kosztów hospitalizacji, to łącznie 47 mln zł. Pieniądze pochodziły również ze źródeł zewnętrznych, ale ponad 22 mln zł szpital wyłożył z własnych środków. To wszystko było jednak konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom. - Za ten rok powinniśmy podziękować całemu personelowi medycznemu i niemedycznemu, wszystkim pracującym w naszym szpitalu. Szczególne podziękowania należą się tym, którzy wspierali działania szpitala i naszej kadry darowiznami, naszym dobroczyńcom. I chcę zapewnić mieszkańców naszego regionu, że tak jak w zeszłym roku staraliśmy się pomagać chorym na COVID-19 i wszystkim pacjentom, tak będziemy dalej pomagać - deklaruje prezes Ostrouch.

Koronawirus w liczbach:

2407 pacjentów z SARS-CoV-2 (od 1 marca 2020 r. do 11 marca 2021 r.)

52 743 pobrane wymazy (od marca 2020 r. do lutego 2021 r.)

48 760 testów wykonanych przez szpital (od marca 2020 r. do lutego 2021 r.), w tym 13 255 z wynikiem pozytywnym

47 767 728  - koszty przeciwdziałania COVID-19 w 2020 r. (bez kosztów hospitalizacji), w tym: 22 057 445 - z budżetu szpitala, 25 710 283 - fundusze zewnętrzne

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.