Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wracamy na bieżnię w Toruniu, bo wciąż buzują w nas emocje z niedzielnego wieczoru, z ostatniej konkurencji halowych mistrzostw Europy seniorów w lekkiej atletyce. Takie imprezy zwykle oglądaliśmy jako kibice reprezentacji Polski. Tym razem jednak było zupełnie inaczej, bo do grona „Aniołków Matusińskiego” dołączyła Kornelia Lesiewicz z gorzowskiego klubu. Wielka pozytywna niespodzianka  właśnie kończącego się lekkoatletycznego sezonu halowego.

Pierwsza informacja: Kornelia na pewno zadebiutuje na takiej wielkiej, seniorskiej imprezie, pobiegnie w polskiej sztafecie 4 x 400 metrów. - Od razu zaczął się przyspieszony kurs biegania w drużynie, bo przecież w sztafecie startowałam wcześniej bardzo rzadko - opowiadała Lesiewicz. - To było dla mnie spełnienie marzeń, bo jak byłam młodsza, oglądałam, jak dziewczyny odnoszą wielkie sukcesy, potem je na różnych imprezach poznawałam osobiście, a wreszcie miałam z nimi wystartować. Poczułam ogromną odpowiedzialność, bo przecież tu nie odpowiadałam za siebie, ale za całą drużynę. Tu na wynik składa się występ czterech osób.

Tuż przed biegiem emocje sięgnęły zenitu, gdy okazało się, że na rozgrzewce drobnej kontuzji doznała liderka tej ekipy, srebrna medalistka z Torunia w biegu indywidualnym na 400 metrów Justyna Święty-Ersetic, która choć bardzo chciała pobiec, musiała zrezygnować ze sztafety. Natychmiast zmienił się cel. Nikt nie mówił już o obronie złota HME, a każdy medal miał być sukcesem.

Zaczęła Natalia Kaczmarek, nasza dobra znajoma, bo przecież wychowanka ALKS AJP Gorzów, od paru lat lekkoatletka AZS AWF Wrocław. Z samymi klasowymi rywalkami przebiegła pierwszą zmianę w 52,5 sekundy, na czwartym miejscu.

Nie byłoby tego brązu bez wspaniałej drugiej zmiany, gdzie szalała najbardziej utytułowana i najstarsza Małgorzata Hołub-Kowalik. Najpierw odrobiła stratę do trzech pierwszych, prowadzących, a potem wysunęła się na drugie miejsce. Zmierzono jej czas 51,4 sekundy.

- Właściwie to wydawało mi się, że biorę pałeczkę jako pierwsza. Usłyszałam tylko: dawaj mocno, i jakby wstąpiła we mnie dodatkowa energia - mówiła Kornelia Lesiewicz.

Polska sztafeta 4 x400 metrów na trzecim miejscu w halowych mistrzostwach Europy w Toruniu. Od lewej: Kornelia Lesiewicz, Natalia Kaczmarek, Małgorzata Hołub-Kowalik i Aleksandra GaworskaPolska sztafeta 4 x400 metrów na trzecim miejscu w halowych mistrzostwach Europy w Toruniu. Od lewej: Kornelia Lesiewicz, Natalia Kaczmarek, Małgorzata Hołub-Kowalik i Aleksandra Gaworska Fot. Darko Vojinovic / AP

900 metrów: 1. Polska - 1.55,68, 1000 metrów - 1. Polska - 2.08,33...

- Prowadziłam, nikogo nie miałam przed sobą, ale to nie była dla mnie nowość, bo w młodzieżowych kategoriach nauczyłam się właśnie biegać sama, dyktować sobie tempo - opowiadała lekkoatletka z gorzowskiego klubu. - W końcu jednak Brytyjka mnie mocno zaatakowała.

Amarachi Pipi wysunęła się na czoło, a na ostatnim wirażu Kornelią mocno zachwiało: - Przebiegła myśl, żebym nie wypadła z bieżni, ale nic takiego się nie stało. Dałam z siebie 150 procent, biegłam ile sił w nogach. W końcówce trochę zabrakło, ale to dlatego, że w tym biegu nie kalkulowałam, zaatakowałam od początku. Dostałam tak wielką szansę od trenera. Nie mogłam trenera, dziewczyn i siebie zawieść. Myślę, że nie zawiodłam.

Aleksandra Gaworska zabrała pałeczkę od Lesiewicz na trzeciej pozycji i przybiegła z brązem do mety.

- Przed startem powiedziałam moim małym dziewczynkom, że muszą się uspokoić i skupić - zdradziła Małgorzata Hołub-Kowalik. - Byłam starowinką w składzie i widziałam, że muszę wziąć na siebie odpowiedzialność. Dziewczyny pokazały klasę. Wyszłyśmy z naprawdę dużych kłopotów, mamy brązowy medal, który smakuje jak złoto. I wiemy też, że mamy osiem zawodniczek gotowych do walki o skład na igrzyska w Tokio. Z tego da się wybrać sztafetę gotową na 800 procent do walki o medale.

Igrzyska? Tokio? Od tego może zakręcić się w głowie. - Przecież ja parę miesięcy temu skończyłam dopiero 17 lat, rano mam lekcje zdalne w liceum. Nie wyobrażam sobie, aby z tego, co właśnie robię, co się wokół mnie dzieje, nie czerpać wielkiej radości. Tym bardziej że już teraz spełniło się moje największe marzenie - taka jest właśnie Kornelia.

Kornelia Lesiewicz potrzebuje teraz kilku tygodni na regenerację, a dalej rozpoczną z trenerem klubowym Sebastianem Papugą pracę, aby łapać następne cele i marzenia. My możemy mocno trzymać kciuki, aby zdrowie jej dopisywało i takich emocji jak w Toruniu było jeszcze bardzo wiele.

Gorzów dumny z Kornelii Lesiewicz

W naszym mieście powstaje tak długo wyczekiwany, nowoczesny stadion lekkoatletyczny. Kornelia Lesiewicz idealnie pasuje, aby być twarzą czegoś nowego, wielkiego, które nadchodzi w gorzowskim sporcie.

Miasto przekazało dzisiaj, że po wyjątkowych występach w Toruniu Kornelia zostanie zaproszona do udziału w kampanii GORZÓW #Stąd Jestem, by wspólnie z pozostałymi ambasadorami promowała Gorzów.

- Jestem przekonany, że kariera sportowa Kornelii dopiero zaczyna się i jeszcze przez wiele lat będzie ona w kraju i na świecie promować nasze miasto, osiągając tak spektakularne sukcesy, jak choćby ten w Toruniu – powiedział prezydent Jacek Wójcicki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.