Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Przeszłam tu rehabilitację dwukrotnie. Razem cztery tygodnie. Zajmowali się mną po mistrzowsku – chwali pani Aneta, która właśnie zakończyła ćwiczenia. – Miałam problemy z barkami. Zapalenie stawów barkowych. Pracowałam w fabryce na trzy zmiany, dużo dźwigałam, podnosiłam ręce. Po tym wszystkim ręce były całkiem zablokowane. Przyszłam na rehabilitację całkiem pokurczona, nie byłam wtedy w stanie podnieść kartonu mleka. Rehabilitacja pomogła mi w stu procentach – opowiada. Ale 20-latka odzyskała nie tylko sprawność. Udział w programie pozwolił jej podjąć życiowe decyzje i inaczej spojrzeć na swoją przyszłość. – Dzięki rozmowom postanowiłam zmienić plany. Będę się znów uczyć, zapisałam się do szkoły. Zaczęłam zmieniać swoje życie – mówi z przekonaniem.

Rehabilitację mogła przejść dzięki projektowi pod nazwą „Rehabilitacja szansą na aktywność zawodową”, który jest realizowany w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie.

– Mamy tutaj możliwość rehabilitowania osób nie na NFZ, nie z kolejki, bez skierowań. Za to z określonymi problemami zdrowotnymi. Nasi pacjenci to osoby, które są w wieku produkcyjnym, kobiety do 60. roku życia, mężczyźni do 65. roku życia. Podczas pracy nabyli schorzenia, które utrudniają im teraz życie i pracę. Są to głównie schorzenia narządów ruchu, grupa przeciążeń stałych, uszkodzenia mięśni, ścięgien. Bardzo duża grupa pacjentów cierpi też na schorzenia i problemy związane z kręgosłupem. To pacjenci, którzy przebyli uszkodzenia kości: martwicę kości z powodu przeciążenia. Mamy też możliwość rehabilitacji pacjentów, którzy stali się niepełnosprawni na skutek wypadków w pracy – wylicza Irena Sosińska-Małyszko, kierownik Oddziału Rehabilitacji Neurologicznej i Oddziału Rehabilitacji Ogólnoustrojowej. Program nie obejmuje natomiast rehabilitacji przewlekłych schorzeń reumatycznych, po udarach, w SM.

Lasery, krioterapia i… lockdown windy

Szpital kompleksowo wyremontował i urządził drugie piętro pawilonu nr 6 w kompleksie przy ul. Walczaka. Jest szatnia, gdzie każdy pacjent ma swoją szafkę i może się przygotować do ćwiczeń. Są gabinety lekarskie, WC i łazienka z prysznicem przygotowane też dla niepełnosprawnych, gdzie swobodnie można poruszać się wózkiem. Do prowadzenia ćwiczeń są dwie wyposażone w konieczny sprzęt sale gimnastyczne. – Jest duża sala ogólna, a także sala indywidualna, bo nie każdy pacjent chce ćwiczyć na widoku – wyjaśnia Irena Sosińska-Małyszko.

Są na tym piętrze sale z urządzeniami do hydroterapii (do kończyn, nie baseny typowe, bo to nie jest balneologia). Również sale do terapii laserami, polem elektromagnetycznym, do miejscowej krioterapii na ciekły azot. W gabinecie psychologa można spokojnie porozmawiać z pacjentem. A w sali szkoleniowej były zajęcia grupowe nawet dla kilkunastu osób, np. na temat zdrowego stylu życia czy ergonomii pracy. Obecnie grupowych spotkań prowadzić nie można, a terapeutki prowadzą indywidualne rozmowy z pacjentami.

Winda, którą bez problemu wjeżdżali pacjenci, obecnie jest zamknięta, bo przejeżdżałaby piętro niżej przez oddział rehabilitacji, aktualnie przeznaczony dla ewentualnych chorych na COVID-19 i czekający na nich w gotowości. Jednak rehabilitacja w ramach programu działa, mimo obostrzeń.

– Program bardzo dobrze funkcjonował w 2019 r. i do marca 2020 r. Potem w czasie pandemii na trzy miesiące został zatrzymany, a ponownie ruszył w zupełnie nowych warunkach. Mamy gwarancję, że zostanie utrzymany do połowy 2022 r. Teraz trzeba zachowywać reżim sanitarny, odpowiednio planować zabiegi. Pacjent przechodzi triage, jest ankietowany, zachowywany jest dystans, maseczki. W tej chwili po okresie świątecznym na turnusie jest 40–50 osób dziennie, przed pandemią pacjentów była nawet setka. Nie można sobie też pozwolić na spotkania w grupach. Jesteśmy nastawieni na indywidualną pracę z pacjentem, i to w różnych aspektach. W programie uczestniczy zespół pięciu lekarzy różnych specjalności, fizjoterapeutki pracują z pacjentem, mają dla niego czas: zarówno na rehabilitację, jak i na ukierunkowanie, na przekonanie do zmiany stylu życia – opowiada Irena Sosińska-Małyszko.

Od kręgosłupa po łokcie

Obecnie oddział oferuje dwutygodniowy cykl rehabilitacji. Większość schorzeń, z którymi przychodzą tu pacjenci, wynika z przeciążenia narządów ruchu. Dlatego najlepiej, jeśli w tym czasie pacjent otrzyma zwolnienie lekarskie. Wtedy leczenie i odciążenie tych narządów będzie kompleksowe. Pacjent jest poddawany zabiegom i wykonuje ćwiczenia pod okiem specjalisty.

Celem jest jednak nie tylko poprawienie wydolności narządów ruchu, ale też odpowiednie wyedukowanie pacjenta. W takich schorzeniach najistotniejsze jest bowiem odciążenie chorego stawu. Oprócz profesjonalnej porady lekarza, specjalisty rehabilitacji, pacjent korzysta również z konsultacji lekarza medycyny pracy. On może doradzić, jak zmienić stanowisko pracy, jakie pozycje przyjmować, jak unikać przeciążeń. A ponieważ choroba i stan niepełnosprawności odbijają się na psychice, pacjenci mogą korzystać też z konsultacji psychologa.

Oddział Rehabilitacji Neurologicznej i Oddział Rehabilitacji Ogólnoustrojowej w gorzowskim szpitaluOddział Rehabilitacji Neurologicznej i Oddział Rehabilitacji Ogólnoustrojowej w gorzowskim szpitalu FOT. DARIUSZ BARAŃSKI / GAZETA WYBORCZA GORZÓW WLKP.

Wśród pacjentów korzystających z programu jest grupa osób z problemami zdrowotnymi, obecnie bezrobotnych, ale poszukujących pracy. Temu właśnie służy ten projekt: po rehabilitacji mają szansę wrócić na rynek pracy.

Wśród pacjentów zdecydowanie przeważają ci, którzy mają problemy z kręgosłupem, zarówno z odcinkiem szyjnym, jak i lędźwiowym. Jeśli na zmiany, zwyrodnienia, dyskopatię nałoży się przeciążenie, pacjent odczuwa promieniujący ból w kręgosłupie, wpada w panikę. – Wiele osób cierpi na przeciążenie stawów, zwłaszcza osoby pracujące przy taśmie produkcyjnej, wykonujące te same ruchy kończynami górnymi. My określamy to zespołem bolesnego barku. Ludzie mają też problemy ze stawami łokciowymi. A osoby wykonujące pracę w pozycji stojącej i przenoszące ciężary, często mają problemy ze stawami kolanowymi – tłumaczy szefowa oddziału.

– Moglibyśmy mieć więcej pacjentów i chcemy to zwiększyć, jak tylko minie okres zagrożenia epidemicznego. Zauważamy jednak, że pacjenci się boją. Potrzebują pomocy, ale nie potrafią przełamać lęku przed kontaktem z placówką służby zdrowia. To też trzeba uszanować i przeczekać. Mamy natomiast możliwości i szkoda by było ich nie wykorzystać. To, co wykorzystamy ze środków przeznaczonych na ten program, to jest zainwestowane w pacjenta i jego lepsze życie – dodaje.

Rehabilitacja po wirusie

– Marzy mi się, żeby po zakończeniu programu można było tu dalej prowadzić rehabilitację dzienną na NFZ – mówi Irena Sosińska-Małyszko.

A specjalistyczna rehabilitacja przyda się z pewnością, bo coraz częściej mówi się o zespole pocovidowym. Niektórzy ozdrowieńcy będą potrzebować pomocy, bo zmagają się potem z różnymi problemami i powikłaniami.

– Chciałabym się nastawić na oddziale rehabilitacji na rehabilitację pacjentów po COVID-zie. I nie chodzi o to, żeby to było sanatorium dla osób po tej chorobie. Pacjenci, którzy przeszli COVID-19, często mają szereg innych problemów. Są po jakichś operacjach, urazach, złamaniach, udarach. Pakiet rehabilitacji musi więc nie tylko zawierać rehabilitację ich podstawowych problemów, ale też zostać rozszerzony o rehabilitację powikłań pocovidowych. Dla nas, rehabilitantów i fizjoterapeutów, to jest dodatkowe wyzwanie. Jeśli bowiem pacjentowi rehabilitowaliśmy np. kończyny, ale poza tym był wydolny, to teraz będziemy mieć np. pacjentów po złamaniu kończyny i po COVID-zie. Tacy pacjenci mają gorszą wentylację, saturację, być może wymagają terapii wspomaganej tlenem. Nie chodzi o respiratory, ale wspomaganie dla pacjenta, który ma tak ograniczoną wydolność, że nie możemy zrobić normalnego programu rehabilitacyjnego – tłumaczy Irena Sosińska-Małyszko. Wskutek COVID-19 program rehabilitacji trzeba więc jeszcze bardziej dostosować do indywidualnych możliwości pacjenta, trzeba mieć do dyspozycji urządzenia do terapii oddechowej, spirometry. – Mam nadzieję, że ruszą też jakieś kursy, szkolenia dla nas, bo zmieniamy filozofię patrzenia na pacjenta wymagającego rehabilitacji. Mówi się, że pacjent pocovidowy powinien się rehabilitować w domu. Jednak często ma bardzo niewielkie możliwości tej domowej rehabilitacji.

Wyobrażam sobie, że pacjenci po COVID-zie, ci bardziej niesprawni, z różnymi dolegliwościami, powinni przejść cykl rehabilitacji stacjonarnej. A dla bardziej sprawnych, z mniejszymi powikłaniami, powinniśmy tworzyć oddziały rehabilitacji z przygotowanym, odpowiednio przeszkolonym personelem i odpowiednim wyposażeniem. Ktoś powiedział, że teraz nie czas na rehabilitację pacjentów po COVID-zie, bo przecież musimy na razie ratować życie. Z drugiej strony ratujemy życie, ale nie można pozwolić na utrwalenie niepełnosprawności wyleczonych – zauważą Irena Sosińska-Małyszko.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.