Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Siatkówka stała się pasją i życiem Andrzeja Stanulewicza od najmłodszych lat. Najpierw jako zawodnika, potem trenera. Łączył pracę w siatkarskiej „siedemnastce” w Gorzowie z prowadzeniem drużyn ligowych.

„Kiedy Andrzej Stanulewicz trafił do Międzyrzecza, a było to jesienią 2006 r., wówczas nasz zespół znajdował się na ostatnim miejscu w drugoligowej tabeli. W ciągu kilkunastu tygodni trener dokonał niebywałego wyczynu, tzn. wyciągnął zespół z dna i awansował z nim do pierwszej ligi! W kolejnym sezonie spokojnie utrzymał drużynę na zapleczu ekstraklasy, a także poprowadził ją do udziału w play-off i czwartej lokaty. Dziękujemy trenerze za wszystko co dla nas zrobiłeś!” – tak wspominają zmarłego szkoleniowca w Międzyrzeczu.

Przez wiele lat prowadził również gorzowski GTPS. Tu też były sukcesy, wysokie miejsca na zapleczu ekstraklasy, ćwierćfinał Pucharu Polski. Nazwisko Stanulewicz znajdujemy także w notce o Sebastianie Świderskim, jednym z najsłynniejszych wychowanków Gorzowa. „Świder” współpracował z nim w Zniczu, na poziomie młodzieżowym, a więc gdy przygotowywał się do wielkiej siatkarskiej kariery.

To niestety nie były pojedyncze sygnały. Stanulewicz prosto z hali musiał zostać odwieziony do szpitala, zdarzyło się też, że zasłabł w czasie konferencji prasowej. Dawał siatkówce całego siebie, a jego serce nie było na to gotowe. W końcu, parę lat temu, musiał zrezygnować z pracy z siatkarzami. Niestety dziś Andrzej Stanulewicz odszedł od nas na zawsze.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.