Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sobotę posłowie kolejny raz zmienili zapisy tzw. ustawy covidowej. Do tej pory personel medyczny szpitali, które leczą chorych na COVID-19, mógł liczyć na dodatek za trudne warunki pracy. NFZ płacił drugie tyle za godzinę, ile mieli lekarz, pielęgniarka, ratownik czy opiekunka medyczna w umowie. Teraz ma się to zmienić. Posłowie znieśli ten przywilej, o ile pracownik służby zdrowia nie zostanie skierowany przez wojewodę tzw. nakazem pracy. Lekarzy i szpitale wspiera lubuska marszałek.

– Nowelizacja może oznaczać bardzo trudną sytuację dla naszych marszałkowskich szpitali, które tworzą fundament placówek, w których leczy się chorych na COVID w całym województwie. Szpitale mają zobowiązania wobec już zatrudnionych pracowników, zatrudniają nowych do tworzenia kolejnych łóżek zakaźnych w regionie. Właśnie kończymy tworzenie szpitala w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka. Tam trzeba zagwarantować pracę personelu, który zaopiekuje się 170 pacjentami. Prezesi szpitali muszą mieć gwarancję, jak pracownicy będą opłacani – mówi Elżbieta Polak, lubuska marszałek. Szpitale zarządzane przez Polak wkrótce będą leczyć blisko 600 pacjentów. – W szpitalu w Gorzowie jest 250 łóżek, w Zielonej Górze 52 [wkrótce będzie ponad 200 - red.], w Torzymiu 115. Cały czas łóżka są zajęte. Minister zdrowia ogłosił dziś na Twitterze, że nadal będą otrzymywać dodatki. Pytanie: czy tylko w listopadzie, do czasu aż wejdzie nowela, czy do końca pandemii. Chcemy mieć gwarancje na piśmie – tłumaczy marszałek. – Szpitale zaciągnęły zobowiązania, zostały podpisane umowy z medykami. A tymczasem nie ma jasnej interpretacji.

Szefowa lubuskiej Okręgowej Izby Lekarskiej: To nie do przyjęcia

Marzena Plucińska, szefowa Okręgowej Izby Lekarskiej, uważa, że nowela ustawy wprowadza chaos.

– To duże nieporozumienie. Pierwsza nowela ustawy z października zabezpieczała interesy lekarzy, nie została opublikowana, choć została podpisana przez prezydenta. Kolejna jej wersja nie jest do przyjęcia. Nie można różnicować lekarzy, którzy pracują z pacjentami chorymi na COVID, na tych, którzy są powołani przez wojewodę, i na tych, którzy nie są, bo zgłosili się do pracy na ochotnika. Dodatki należą się wszystkim, bo to bardzo trudna praca, odpowiedzialna, zagrożona zakażeniem – mówi Marzenia Plucińska.

Prezes gorzowskiego szpitala: personel się boi

Jerzy Ostrouch, prezes szpitala w Gorzowie, wyliczył, że wg szacunków programem dofinansowania osób pracujących na pierwszej linii walki z COVID-19 zostanie objętych ok. pół tysiąca osób.

– Także pielęgniarki, ratownicy, laboranci, koszty tych ich wynagrodzeń sięgają ok. 1,5 mln zł brutto. Ich praca pozwala nam na bieżące funkcjonowanie szpitala zakaźnego, bo cały czas mamy na oddziale ok. 230-250 chorych na COVID, w tym ok. 15 wymaga intensywnej opieki medycznej – wylicza prezes Ostrouch. – Zapowiadane zmiany w ustawie spowodowały niepokój wśród pracowników. My sami także nie wiemy, jak będzie wyglądać przyszłość, a przecież pierwotne ustalenia pozwoliły nam zaciągnąć zobowiązania, liczyliśmy, że w przyszłych miesiącach finansowanie tych pracowników będzie odbywać się na podobnych zasadach – mówi prezes i przyznaje, że prezes lubuskiego NFZ Piotr Bromber zapewniał go, że na razie umowy zostaną zachowane. – Pytanie na jak długo? Co jeśli nowela wejdzie w życie? – pyta Ostrouch i wylicza, że trzeba przyjąć, że pandemia nie odpuści w ciągu najbliższych pięciu miesięcy.

Gwarancji na piśmie chciałby także Antoni Ciach, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.

– Wierzę dyrektorowi NFZ, ale napisałem oficjalne pismo do Funduszu, by deklarację mieć na piśmie. Zapewnia się nas, że umowa obowiązuje bezterminowo, ale to nas nie uspokaja, bo można ją rozwiązać z wyprzedzeniem zaledwie trzech dni. Oczekiwałbym, by minister zdrowia jasno określił, że umowa będzie obowiązywać w kolejnych miesiącach – mówi Antoni Ciach. Co do samej ustawy ma więcej pytań niż odpowiedzi. Priorytetowe? Szpital za chwilę uruchomi szpital tymczasowy w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka, na jakich zasadach ma zatrudniać lekarzy, pielęgniarki i ratowników? Jeśli zaoferuje dodatek, a NFZ nie będzie go wypłacać, zadłuży szpital, jeśli dodatku nie zaproponuje, nikt nie będzie chciał w nim pracować.

 – A musimy się wesprzeć ludźmi z zewnątrz. W tej chwili do pracy w szpitalu tymczasowym przesunęliśmy ok. 30 lekarzy, na więcej nas za bardzo nie stać, chyba że zaczniemy zamrażać oddziały i przestaniemy leczyć ludzi na inne choroby – mówi Ciach i przyznaje, że są chętni do pracy spoza szpitala, ale mają pewne oczekiwania, także takie, by nie rezygnować zupełnie z pracy w macierzystej jednostce. Nakaz wojewody to wyklucza.

Pandemia jeszcze przez pięć miesięcy

Emil Korczak, naczelny lekarz Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze: – Mówimy o pięciomiesięcznym horyzoncie, a nie tylko o samym listopadzie. Potrzebna jest nam stabilność decyzji, a jej nie ma, skoro posłowie kwestionują dodatki, które ustalił minister. Jak długo więc jego decyzja może się utrzymać? – pyta Korczak i alarmuje. – Skończy się tak, że nikt nie będzie chciał pracować w tych szpitalach.

Marszałek Polak jeszcze dziś wyśle zapytania do ministra zdrowia, premiera i dyrektora NFZ, by określić, jakie będą skutki finansowe noweli. – Nie chciałabym, żeby zapewnienia na Twitterze były tylko formą gaszenia pożaru medialnego. Chcemy twardych zapewnień na piśmie – mówi marszałek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.