Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Samorządowcy są podłamani. W ciągu ostatnich czterech lat do funkcjonowania państwa dopłacili 22 mld zł. Rządowa subwencja oświatowa pokrywa coraz mniejszą część wydatków, pandemia przydusiła przedsiębiorców i służbę zdrowia, którym samorządy też muszą pomagać. Obecny i przyszły rok skończą z ogromnymi deficytami. Wśród dużych miast najmniejszy zaliczy Lublin - 114 mln zł.

- Jakby tego było mało, PiS zapowiada weto dla unijnego budżetu i chce jeszcze obciąć udział samorządów we wpływach z podatków PIT i CIT - denerwują się samorządowcy.

- Udziały są poważnie zagrożone. Rocznie możemy stracić 1,4 mld zł. Do tego w przyszłym roku nie będziemy mieć funduszy unijnych już bez względu na to, jak się zachowa polski rząd, bo zamykamy dobiegająca końca perspektywę. Rok 2021 będzie naprawdę trudny. Szukamy recepty i strategii na kryzys - mówiła lubuska marszałek Elżbieta Polak, otwierając Forum Gospodarcze.

Ile zabrał rząd

- Już przed pandemią, w 2019 r. rząd zabrał samorządom 1,8 mld zł, obcinając wpływy z podatków. Tylko na marginesie wspomnę, że chyba pierwszy raz w historii zmiany podatkowe weszły w trakcie roku podatkowego - mówił Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku i prezes Unii Metropolii Polskich. Wyliczał, że Białystok straci 27 mln zł rocznie, a w perspektywie paru najbliższych lat to ponad 100 mln zł mniej na inwestycje. - A rekompensaty od rządu żadnej - podkreślał.

Forum Gospodarcze Zielona Góra 2020Forum Gospodarcze Zielona Góra 2020 lubuskie.pl

Dochody majątkowe Białegostoku w tym roku spadły o połowę. W przyszłym tylko 12 proc. budżetu przeznaczy na inwestycje. - Mija 14 lat, jak zostałem wybrany na prezydenta. Budżet zawsze rósł, w tym roku po raz pierwszy będzie niższy. A mieliśmy budżety, gdzie było po 30-35 proc. na inwestycje. Będziemy rozwijać się za pożyczone, bo nie ma innego wyjścia - wyjaśniał Truskolaski. - Do oświaty dokładamy 100 mln zł więcej niż cztery lata temu. Oświata zjada nam 37 proc. całego budżetu, subwencje rządowe pokrywają coraz mniejszą część wydatków - wyliczał.

Ma żal, bo rząd zabrał pieniądze, a sam wydaje je nierozsądnie. - 2 mld na media publiczne, 70 mln ma niezorganizowane wybory, 214 mln na instytucje ojca Rydzyka, 5 mln zł na maseczki bez certyfikatów, 86 milionów na zakup chryzantem, które będą zutylizowane. Wreszcie 400 mln dla wybranych artystów, w tym braci Golec i zespołu Bayer Full. Niezły bajer, można powiedzieć. Nie mówię, żeby nie wspierać kultury, ale powinno się to zrobić z głową - stwierdził prezydent Białegostoku.

- Samorządy krwawią - powiedział Truskolaski. - Rząd lubi się chwalić, że ogółem samorządy dostały 22 mld zł więcej z podatków PIT i CIT, ale o tym, że w tym samym czasie wydatki wzrosły o 44 mld zł, tego od premiera już nie usłyszymy. My nadal chcemy podpowiadać rządowi, ale on nie chce nas słuchać - narzekał.

Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, wyliczał, że tylko "piątka" Kaczyńskiego i wydatki na pandemię zjadły w tym roku 20 mln zł w budżecie jego miasta. - Skoro rząd zabiera kasę samorządom, to powinien to jakoś zrekompensować. I premier nawet to obiecał, po czym w Sejmie wylądowała ustawa, która chce zabrać nam kolejne półtora miliarda rocznie z PIT. A przecież już na początku tego roku 800 gmin wiejskich w Polsce nie mogło złożyć swojego budżetu - pomstował Karnowski.

Forum Gospodarcze Zielona Góra 2020Forum Gospodarcze Zielona Góra 2020 lubuskie.pl

I też wspominał o oświacie: - My też dokładamy prawie połowę, do samych pensji nauczycielskich 15 proc.  Dokładamy, bo jeszcze nas stać i dlatego mamy najlepsze wyniki matur na Pomorzu. Ale biedniejszych gmin na to nie stać i wyniki mają o połowę gorsze - przekonywał prezydent Sopotu.

Weto to pomyłka

W kontekście fatalnej sytuacji finansowej kraju zupełnie nie rozumie zachowania rządu PiS, który zamierza wetować unijny budżet do spółki z Węgrami. Z tego powodu wraz z innymi samorządami będzie protestował. 1 grudnia na godzinę symbolicznie zgaszą światła w miastach. Do akcji włączyły się Białystok, Warszawa czy Wrocław, ale też mniejsze gminy jak Sosnowiec czy Wieliczka. - Część gmin się śmiała, że co my im proponujemy, jak oni już teraz na noc wyłączają światło, bo ich nie stać - opowiadał Karnowski.

Chcemy i środków unijnych, i praworządności. Z samymi pieniędzmi, bez praworządności, zostaniemy na końcu oszukani we własnym kraju

- mówił Karnowski.

Nie oszczędzał władzy PiS. - Mamy centralizm demokratyczny. Po drodze część pieniędzy jest gubiona. Na przykład rząd utworzył dwa fundusze rozwojowe po 6 mld zł, jeden rozdał w miarę uczciwie, a drugi nie wiadomo, gdzie jest. Fundusz Dróg Samorządowych wykorzystano w 10 proc. To charakterystyczne dla krajów wschodnich i czasu komunizmu w Polsce. To nie ma nic wspólnego z zasadą pomocniczości, subsydiarności, zasadami przyjętymi w UE, gdzie samorządy wykorzystują u siebie środki wypracowane przez mieszkańców - tłumaczył.

Prowadzący debatę Wojciech Pelowski, naczelny działu gospodarczego "Gazety Wyborczej", wtrącał: - Rząd może sobie pozwolić na zamknięcie gastronomii w piątek po południu. Gdyby jakiś samorządowiec to zrobił, to miejsca w urzędzie długo by pewnie nie zagrzał. Reakcje rządu są chaotyczne, niespodziewane. Pieniądze nad gospodarką są rozrzucane helikopterowo, bez żadnego klucza - zauważał.

- Możemy wypracować razem rozwiązania i przeżyć. Biednie, ale przeżyć, a nie sprowadzać jakiegoś wielkiego Antonowa z maseczkami bez atestów albo kupować respiratory od handlarza z bronią - denerwował się Karnowski. 

Od złego do gorszego

- Te liczby biją po oczach - stwierdziła Elżbieta Bieńkowska po wysłuchaniu samorządowców. Była wicepremier, minister, a także komisarz UE ds. rynku wewnętrznego i usług w latach 2014-19, oceniła, że państwo w ostatnich latach wydało całą poduszkę finansową. - Nawet bez pandemii sytuacja finansowa byłaby zła. Pandemia tylko przyśpieszyła kryzys i go uwypukliła - przekonywała.

Jej zdaniem jako państwo idziemy od złego do gorszego. - Specjalnie nie widzę recepty. Należałoby rozmawiać z samorządami, społeczeństwem, przedsiębiorcami. Nie da się centralnie zarządzać krajem wielkości Polski - uderzała w rząd PiS Bieńkowska. Długo opowiadała o tym, jak fatalne będą efekty polskiego weta dla budżetu UE. Stracimy pieniądze, inwestorów, a wszystko tylko po to, by móc powoływać sędziów, którzy są dla PiS wygodni. Wypominała, że nie ma takiego instrumentu finansowego w Polsce, w którym nie ma żadnych unijnych pieniędzy. - Nawet jeśli wyjdziemy jakimś cudem z tego impasu, to jesteśmy krajem zmarginalizowanym - podsumowała Bieńkowska.

Elżbieta Polak, lubuska marszałek: - Kiedy zostałam marszałkiem, byliśmy w czarnej dziurze po kryzysie w 2008 r. Uratowały nas szybko uruchomione pieniądze unijne. Teraz jesteśmy w podobnej sytuacji i szybko potrzebujemy pieniędzy z funduszu odbudowy. Jak tlenu dla chorych na COVID-19. Zarzuca mi się, że histeryzuje pisząc do Niemców z prośbą o butle z tlenem i leki, a niestety chwilę potem okazuje się, że w Szprotawie umarł pierwszy lekarz, bo nie dostał tlenu. Nie chcemy takich rzeczy zamiatać pod dywan - mówiła Polak. Podkreślała, że od 2004 r. Lubuskie z UE dostało aż 17,3 mld zł. - Bez tych pieniędzy bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Polskie weto dla budżetu UE to tragedia. Za grzeczni jesteśmy, za cicho o tym mówimy - stwierdziła marszałek.

- Od jednego z polityków opcji rządzącej usłyszałem, że my nie potrzebujemy pieniędzy z UE. Nie mam pojęcia, co na to odpowiedzieć. Chyba powinniśmy większe tablice robić. Bez tych pieniędzy nie istniejemy - mówił Marek Cebula, burmistrz Krosna Odrzańskiego, prezes stowarzyszenia, które zrzesza wszystkie 82 lubuskie gminy. - Możemy przegapić szansę dziejową. Co z tego, że mamy pięknie rozpisane strategie, skoro zaczynamy żyć z dnia na dzień. My, samorządy, już leżymy pod respiratorem. Boję się, że zabraknie tlenu i nastąpi zapaść. Prezesi regionalnych izb obrachunkowych już to widzą, mówię, że cała nadwyżka budżetowa została przejedzona. Może nie uświadamiamy sobie celu tego wszystkiego, a jest nim doprowadzenie do sytuacji, w której władza centralna będzie mogła powiedzieć, że samorządowcy sobie nie radzą i przeprowadzić reformę, która odbierze im kompetencje. Może to realizacja szerzej zakreślonego planu - ocenił Cebula.

Jakie widzą rozwiązania? Solidarność między samorządami, docieranie do Polaków, żeby nie pozwolili sobie wmówić, że samorząd jest zły. - Wytrzymajmy ten okres, nie dajmy się sprowokować. Rząd chce mieć powód, żeby wprowadzić komisarzy do miast. W występach publicznych jesteśmy powściągliwi, bo przy tej propagandzie, która teraz jest, łatwo byłoby udowodnić - a oni tylko na to czekają - że prezydent X czy Y złamał prawo. To nie jest walka o nas samych. Prezydentem się bywa. Chodzi o mieszkańców, żeby nie zmarnować dorobku ostatnich 30 lat. Naszymi instrumentami są cierpliwość i ciężka praca - stwierdził Truskolaski.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.