Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na piątkowej, popołudniowej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosili, że w sobotę, 31 października, niedzielę, 1 listopada i poniedziałek, 2 listopada cmentarze będą zamknięte. Zakaz nie dotyczy uroczystości pogrzebowych i czynności z nimi związanych.

„W związku z tą decyzją, urząd miasta wstrzymuje się z wprowadzeniem zmian organizacji ruchu wokół cmentarza komunalnego przy ulicy Żwirowej. W ten weekend nie będą też kursować specjalne linie komunikacji miejskiej C i D, które miały tam dojeżdżać. Komunikacja miejska w tych dniach będzie kursować zgodnie z rozkładem jazdy; w sobotę - sobotnim, w niedzielę - niedzielnym, a w poniedziałek - jak w każdy dzień roboczy.” - to najświeższy komunikat od władz Gorzowa.

W innych miejscach znajdujemy znacznie bardziej dosadne komentarze. Trudno się z nimi nie zgodzić. Tak ważne decyzje powinno się podejmować z dużym wyprzedzeniem, pozwolić się na nie przygotować, a nie zwlekać do ostatniej chwili.

„1 mln zł kosztowało miasto przygotowanie komunikacji miejskiej i nowej organizacji ruchu na 1 listopada, wydaliśmy setki decyzji na handel przedsiębiorcom, dla których to kluczowy dzień w roku. Od tygodni prosiliśmy o decyzję. A rząd dopiero teraz decyduje o zamknięciu cmentarzy. Kpina.” - to słowa Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy.

„Dziś pod hurtownią zniczy widziałem drobnych przedsiębiorców, kupujących zapas zniczy by sprzedawać je jutro pod cmentarzami. Pakowali kartony do swoich dostawczaków szykując się na jutro. Ci ludzie w kryzysie walczą o przetrwanie, z trudem wiążą koniec z końcem. Do tego kwiaciarnie, które przyjęły duże zamówienia na jutro/pojutrze. Co z tymi kwiatami ludzie mają zrobić, wyrzucić do śmieci i bankrutować?” - napisał Krzysztof Brejza, senator.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.