Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po tym jak w piątek skasowano pierwszy dzień Speedway of Nations 2020, patrząc na prognozy pogody, nie postawilibyśmy złotówki, że te zawody w ogóle pojadą.

Dziś jednak Phill Morris, dyrektor mistrzowskich, żużlowych zmagań, 15 minut przez planowanym startem drugiego dnia SoN zarządził próbę toru dla wszystkich reprezentacji, a po niej zdecydował: jedziemy ten turniej!

Jak kto? Przecież pada, nawierzchnia mimo olbrzymiej pracy, którą wykonali organizatorzy, wyglądała fatalnie. Jeśli dziś mielibyśmy mecz ligowy w Polsce, to żużlowcy nawet nie pojawiliby się na stadionie, bo zmagania zostałyby odwołane parę godzin wcześniej. Ściganie rangi światowej też chcielibyśmy oglądać w zupełnie innych warunkach. Przez obostrzenia związane z epidemią koronawirusa mieliśmy też zupełnie puste trybuny. Zobowiązania licencyjne i telewizyjne ktoś tu jednak chciał koniecznie wypełnić...

Na koniec pozostał niedosyt, bo Polacy czy Australijczycy mieli przed sobą jeszcze wyścig z Czechami, których Rosjanie zdążyli pokonać 7:2. Liderzy musieli też obowiązkowo wypuścić swojego juniora Jewgienija Sajdullina, a u nas na wyjazd przeciwko Czechom czekał młodzieżowiec znacznie wyższej klasy - Dominik Kubera. Widzieliśmy też, że mimo bardzo kiepskich warunków ten tor był podobny po 1., jak i po 14. biegu.

Z drugiej strony może i faktycznie te 14 rozegranych biegów to było wystarczające igranie z losem. Wystartował jeszcze 15. wyścig, na końcu którego mieliśmy groźny wypadek. Na wyjeździe z ostatniego łuku nagle upadł Szwed Fredrik Lingren, a na jego motor wpadli Szymon Woźniak i drugi z reprezentantów Szwecji Oliver Berntzon. W tym momencie zawody zakończono, a ekipa rosyjska zaczęła świętowanie trzeciego złota w SoN z rzędu.

Gdzie w tym zwariowanym turnieju, który bez przerw został przejechany w nieco ponad godzinę, w naprawdę trudnych warunkach, zgubiliśmy złote medale?

Bartosz Zmarzlik był bezbłędny. Woźniak przede wszystkim w 8. wyścigu, w bezpośrednim starciu z Rosjanami, nie utrzymał trzeciego miejsca. Wygrał Zmarzlik przed Emilem Sajfutdinowem i Artiomem Łagutą. Mieliśmy wynik 5:4 dla Rosji, bo od tego roku zmieniła się punktacja. Zwycięzca otrzymywał 4 pkt, drugi - 3 pkt, trzeci - 2 pkt, a czwarty - 0 pkt. W ten sposób zostały wyeliminowane remisy.

Do historii z pewnością przejdzie też jazda Sajfutdinowa w 13. biegu, na pierwszym okrążeniu pojedynku z Australią. Na wjeździe w drugi łuk Max Fricke i Jason Doyle już właściwie mijali Rosjanina! On jednak do końca trzymał gaz. - Prawie już nic przez to błoto nie widziałem - opowiadał Sajfutdinow. - Odparłem atak Fricke'a, który mocno pode mnie podjechał, a dalej widziałem już tylko bramę przy bandzie na prostej, gdzie muszę wjechać i wyprzedzić Doyle’a. Nie dziwicie się chyba, że za metą trzymałem się za serce. Ogromnie się cieszę, że znów jesteśmy najlepsi.

Te zawody pokazały jedno: żużlowcy to wielcy kozacy. Nie bali się arcytrudnej nawierzchni, prawie za każdym razem próbowali się ścigać. Oczywiście lepiej, żeby w takich warunkach jak te dzisiejsze nie musieli startować.

- Wiem, że moich punktów zabrakło, ale położyłem dzisiaj na tym ekstremalnym torze wszystkie siły i całą moją ambicję - powiedział Woźniak. - Nigdy nie miałem przyjemności jeździć w takich warunkach.

W 1977 r. gazety pisały, że Stal Gorzów została drużynowym wicemistrzem świata, bo żółto-niebiescy żużlowcy (Edward Jancarz, Bogusław Nowak, Jerzy Rembas, Ryszard Fabiszewski) zdominowali wtedy biało-czerwoną kadrę. Dziś mieliśmy srebrną powtórkę z historii, bo ostatecznie Dominik Kubera z Unii Leszno nie pojawił się na torze.

43 lata temu w żużlowej kadrze zdobywającej we Wrocławiu srebrny medal DMŚ był jako piąty jeszcze zawodnik - Marek Cieślak. Dzisiaj drugim miejscem w SoN jako 70-latek żegnał się z reprezentacją jako trener. Odchodzi z całą masą sukcesów na koncie, ale bez złota w Speedway of Nations. - Nie udało się, choć cały czas było blisko i my dziś chcieliśmy dalej jechać - mówił Cieślak. - Może i jednak lepiej, nie trzeba dalej narażać chłopaków. Jest srebro, z którego też trzeba się cieszyć. Teraz będę miał więcej czasu na rower, a kadrze cały czas będę dopingował. Mój następca Rafał Dobrucki ma wszelkie atuty, aby przejąć tę reprezentację. Życzę mu, aby przede wszystkim kierował się swoim sercem i rozumem.

 

Na koniec jeszcze o tych, którzy zdobyli brązowy medal, czyli Duńczykach. Mają go, bo w bezpośrednim biegu pokonali Szwedów 5:4. Z Leonem Madsenem startowali dwaj żużlowcy, którzy w 2021 roku mają się ścigać dla Stali Gorzów. Możliwości Andersa Thomsena już zdążyliśmy poznać, choć dzisiaj wycofał się po dwóch startach. Zastąpił go 17-latek Marcus Birkemose i prezentował się w błocie naprawdę wyśmienicie. Świeżo upieczony mistrz Europy juniorów ma za kilka miesięcy dostać szansę w polskiej ekstraklasie i z każdym tygodniem ten młodzian udowadnia, że to może być ryzykowny, ale ciekawy wybór.

WYNIKI FINAŁU SPEEDWAY OF NATIONS 2020 W LUBLINIE:

  • 1. ROSJA - 23 pkt: Emil Sajfutdinow 15 (4, 4, 3, 4), Artiom Łaguta 8 + 3 (3, 3, 2, 0), Jewgienij Sajdullin - nie startował.
  • 2. POLSKA - 23 pkt: Bartosz Zmarzlik 15 + 1 (4, 3, 4, 4), Szymon Woźniak 8 (2, 4, 0, 2), Dominik Kubera - nie startował.
  • 3. DANIA - 19 pkt: Leon Madsen 10 + 1 (0, 4, 2, 4), Anders Thomsen 4 (2, 2, -, -), Marcus Birkemose 5 (3, 2).
  • 4. SZWECJA - 19 pkt: Fredrik Lindgren 14 (3, 3, 4, 4), Oliver Berntzon 5 (0, 2, 0, 3), Alexander Woentin - nie startował.
  • 5. AUSTRALIA - 17 pkt: Jason Doyle 5 (2, t, -, 3), Max Fricke 12 + 1 (4, 3, 3, 2), Jaimon Lidsey 0 (0).
  • 6. WIELKA BRYTANIA - 12 pkt: Robert Lambert 6 (t, 2, 4, t), Drew Kemp - nie startował, Daniel Bewley 6 + 1 (3, 0, 3, w).
  • 7. CZECHY - 11 pkt: Vaclav Milik 11 (2, 4, 2, 3), Eduard Krcmar 0 (0, d, -, d), Petr Chlupac 0 (0).
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.