Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W 2015 r. Andrzej Pogorzelski odsłonił swoją tablicę w Alei Sław Stali Gorzów na stadionie im. Edwarda Jancarza.

- Przyszedłem do Gorzowa w 1962 roku i nigdy nie żałowałem tej decyzji - opowiadał Andrzej Pogorzelski, który po zakończeniu kariery zamieszkał w Gnieźnie. - Pewnie niewielu pamięta, że kosztowałem... parę motocykli. Razem ze Stalą rosłem w siłę, mogłem cieszyć się z pierwszych medali, sukcesów międzynarodowych. Poznałem tu wielu wyjątkowych przyjaciół. Odsłonięcie tej tablicy to jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu.

DANIEL ADAMSKI

Znakomity zawodnik, jeżdżący pięknie technicznie, dobry człowiek, wychowawca młodzieży, który wypuścił spod swoich skrzydeł m.in. Bogusława Nowaka, Jerzego Rembasa, Zenona Plecha czy lesznianina Romana Jankowskiego. „Puzon” - tak nazwali pana Andrzeja kibice - lubił dużo czytać, zgłębiać nie tylko sportowe tajemnice. - Potem w drodze na mecz uczył nas geografii, abyśmy odróżniali Odrę od Obry - wspominał Roman Bukartyk, niestety też już nieżyjący kierownik tamtej Stali.

Jazda Pogorzelskiego wzbudzała takie emocje, że fani pisali dla niego wiersze i wysyłali na adres klubu. „Oj poczekaj, już w niedzielę, wyprawimy ci wesele. Każdy o tym marzy skrycie, by ci sprawić mordobicie" - czytamy w wydawnictwie z okazji jubileuszu 25-lecia Stali. Tak pan Andrzej podpadł kibicom po słabym występie przeciwko Częstochowie. Za chwilę znów jednak był skuteczny i cały stadion bił mu brawo... - Przecież to były żarty - śmiał się Pogorzelski. - Kibice czasami potrafią się zdenerwować, ale generalnie zawsze czuliśmy, jak stoją za nami murem, a coraz lepszy żużel w Gorzowie był dla wszystkich bardzo ważny. To wsparcie niezwykle pomagało w walce na torze.

DANIEL ADAMSKI

Trener polskiej żużlowej kadry Marek Cieślak przedstawiał legendy polskiego żużla. Co napisał o Andrzeju Pogorzelskim?

„Dla mnie to on jest jednym z tych wielkich, co nigdy nie zdobyli tytułu mistrza Polski. Był trzykrotnym brązowym medalistą, ale złota nigdy nie wywalczył, choć wielokrotnie był najlepszy w Polsce. I sukcesów miał sporo. Był trzykrotnym Drużynowym Mistrzem Świata, raz zdobył srebro, wygrał Złoty Kask, a jeszcze ze dwa razy był w trójce bardzo prestiżowego kiedyś turnieju. Był też czterokrotnym finalistą indywidualnych mistrzostw świata. Co prawda nie zbliżył się do strefy medalowej, lubiły go miejsca koło dziesiątego, ale i tak uważam, że Pogorzelski to była firma.

DANIEL ADAMSKI

Pogorzelski był świetnym trenerem i miał olbrzymie zasługi. Jak w Gorzowie pracował, to spod jego ręki wyszła grupa bardzo utalentowanych chłopców. Ja pamiętam, jak kiedyś przyjechałem na Srebrny Kask do Gorzowa. To był mój pierwszy wygrany turniej, w dodatku z kompletem punktów. Wtedy Andrzej chodził po parkingu i doradzał. Przed decydującym wyścigiem przyszedł do mnie. Ja już siedziałem na motocyklu, a on mi tłumaczył, jakie są możliwe warianty. Mówił, co mam zrobić przy wygranym starcie, a co przy przegranym. To mi utkwiło w pamięci, bo moim głównym konkurentem był Rysiek Dziatkowiak, którego trenerem był właśnie Pogorzelski. W tym ostatnim biegu jechałem z czwartego pola i wygrałem, a wszystko, co mówił Pogorzelski, sprawdziło się".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.