Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ta historia wydarzyła się w ubiegłym tygodniu. Rozpoczęła się w jednym ze świebodzińskich marketów, gdzie doszło do kradzieży.

- Na miejsce skierowano będącego w pobliżu doświadczonego dzielnicowego. Pod koniec czynności, gdy sprawca kradzieży został ukarany mandatem karnym, do policjanta podszedł ochroniarz. Oświadczył, że na monitoringu ujawnił drugiego mężczyznę, który ukradł butelkę alkoholu i uciekł ze sklepu. Po obejrzeniu nagrania policjant objechał okolice sklepu, aby odnaleźć złodzieja - opowiada młodszy aspirant Marcin Ruciński, rzecznik policji w Świebodzinie.

Poszukiwania nie trwały zbyt długo. Spragniony uciekinier pił piwo przy bloku na pobliskim osiedlu. Na nic zdało się nawoływanie go. Dzielnicowy próbował go zatrzymać, ale w odpowiedzi otrzymał kilka ciosów rękoma i był szarpany za mundur. Ostatecznie policjant został uderzony butelką w tył głowy. Oszołomiony przewrócił się. Po chwili wstał i ruszył za agresorem. Obezwładnił go, zakuł w kajdanki, zamknął w radiowozie i wezwał wsparcie. Gdy dotarli jego koledzy, pojechał do szpitala. Lekarze stwierdzili krwiaka. Na szczęście niegroźnego.

Napastnik pochodził z Częstochowy, miał 38 lat. Został aresztowany na trzy miesiące. Następnie stanie przed sądem. - Postawiono mu zarzuty związane ze zmuszaniem przemocą umundurowanego funkcjonariusza do zaniechania czynności służbowej, tj. z art. 224 § 2 Kodeksu karnego. Mężczyzna działał w warunkach recydywy. Oznacza to, że kara może być wyższa - tłumaczy Ruciński.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.