Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Nie jestem złą wróżką, ale epidemiologiem. Analizuję dostępne dane z pandemii koronawirusa. Czeka nas armagedon. W Polsce dzieje się po cichu model szwedzki z ograniczoną kontrolą koronawirusa - przestrzega prof. Maria Gańczak, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych Collegium Medicum Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Prof. Gańczak brała udział w Konwencie Marszałków, który odbył się w Zielonej Górze. Jednym z bloków tematycznych była ochrona zdrowia w czasie pandemii. Liczba zakażeń w Polsce dochodzi do 85 tys. Z związku z COVID-19 zmarły 2392 osoby.

Koronawirus i grypa

Prof. Gańczak rozwiewa jeden mitów rozpowszechnianych w sieci przez zwolenników teorii spiskowych i tzw. plandemii. - Śmiertelność wirusa SARS-CoV-2 jest 10-20 razy większa niż grypy - mówi epidemiolożka.

Jesienią druga, rosnąca fala koronawirusa nałoży się na sezon grypowy. - Moment jest niebezpieczny. Oba wirusy atakują układ oddechowy. Można przewidywać cięższe powikłania i wzrost liczby zgonów. Tymczasem szczepionek na grypę wystarczy dla 5 proc. Polaków. Jedna przypada na 18-20 obywateli. Zapotrzebowanie wzrosło dwukrotnie. Polacy się obudzili! - tłumaczy prof. Gańczak.

Do tej pory na grypę szczepiło się 3 proc. Polaków. Rynek nie jest w stanie sprostać popytowi.

- Pozostaje pytanie: kogo szczepić? Jaki rozdzielnik zastosować? Priorytetem powinny być grupy najwyższego ryzyka - tłumaczy proc. Gańczak.

Marszałków województw zachęca się do akcji promujących szczepienia antygrypowe. - Z doświadczenia wielu państw wynika, że przykład idzie z góry. Trafia pod strzechy. Tak jak apele o noszenie maseczek i mycie rąk.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.