Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

I tak, i nie. Historia pomysłów, zwłaszcza tych udanych, podobnie jak historia słynnych wynalazków zwykle nie jest zero-jedynkowa.

„Ludzkie czyny łatwo ulatują z pamięci, jeśli nie są zawarte w świadectwie pism” - głosi akt lokacyjny Gorzowa. A pisma, niestety, mówią, że trzeba oddać sprawiedliwość Jackowi Bachalskiemu i jego stowarzyszeniu Tylko Gorzów. Jeśli, jak mówi dziś Robert Surowiec, matką chrzestną tego pomysłu miała być Krystyna Sibińska, to Bachalski powinien być przynajmniej ojcem chrzestnym. To właśnie on pierwszy rzucił w Gorzowie pomysł budżetu partycypacyjnego. Ba, była z tego powodu nawet mała awanturka, bo szybki triumwirat klubów miał „wykraść” całą sprawę radnemu Krzysztofowi Kochanowskiemu, który był związany ze stowarzyszeniem Tylko Gorzów. A potem pod wodzą PO kluby radnych zgłosiły projekt budżetu obywatelskiego jako swoją inicjatywę uchwałodawczą.

Ojców sukcesu może być więc wielu, choć z pewnością nie należą do nich radni PiS, którzy całej inicjatywie zarzucali wówczas nawet bezprawność.

Wszystko zaczęło się w 2012 r. Jesienią tuż przed uchwaleniem budżetu na kolejny rok powstała inicjatywa przekazania 1 mln zł na projekty obywatelskie.

W sprawie budżetu obywatelskiego dogadały się trzy kluby radnych: PO, SLD i Nadzieja dla Gorzowa. Między sobą i z prezydentem, który obiecał ten milion w projekcie budżetu miasta. Outsiderami byli radni PiS, radny Krzysztof Kochanowski (SLD i stowarzyszenie Tylko Gorzów) oraz niezależni Paweł Leszczyński i Grażyna Wojciechowska.

Jeszcze w tym samym roku przeprowadzono nabór wniosków, a potem w grudniu głosowanie. Gorzowianie wybierali spośród 38 inwestycji w trzech kategoriach: chodniki, place zabaw i inne, np. murale. Mieszkańcy wybrali 15 i te zostały uwzględnione w budżecie.

Najwięcej głosów oddano wtedy na budowę placu zabaw na terenie Szkoły Podstawowej nr 12 przy ul. Dobrej na Wieprzycach. Radny Robert Surowiec wspomina, że tworząc gorzowski budżet obywatelski nie dało się uniknąć "błędów wieku niemowlęcego”. Takim przykładem było np. to, że w pewnym momencie, w pierwszych edycjach „szkolne” inwestycje całkowicie zdominowały obywatelskie wybory. Z jednej strony był to wynik ogromnych potrzeb w szkołach, z drugiej największych możliwości mobilizacji społeczności szkolnej w głosowaniach.

Trzeba jednak też wspomnieć o innej chorobie, którą na szczęście udało się przezwyciężyć w zarodku. A mianowicie takiej, że budżet obywatelski na samym początku mógł zamienić się w budżet prezydencko-rajcowsko-urzędniczy. W przepychankach między radnymi a prezydentem, kto tu będzie rządził, obywatel na chwilę zaczął się oddalać w niebyt. Owszem mieszkańcy mieli prawo zgłaszać swoje potrzeby, ale o końcowej selekcji miał decydować urzędnik lub radny. Na szczęście te zakusy spaliły na panewce.

Wysadzić barykadę

Radnym PO trzeba oddać to, że jako pierwsi rozpoczęli też w 2013 r. fachową dyskusję o kształcie i celach budżetów partycypacyjnych, organizując ciekawe spotkania m.in. z Jarosławem Makowskim, ówczesnym szefem Instytutu Obywatelskiego.

Mówił wtedy, że budżet obywatelski pozwala zbliżyć władzę i obywateli, wysadzić tę barykadę między nimi. Pokazuje też, że wspólnie można projektować miasto, uwzględniając jego całościowy, zrównoważony rozwój. - Przy tym trzeba jednak rozmawiać z mieszkańcami. Bo to oni znają tu każdą dziurę. Pytam jednego z prezydentów, kiedy ostatnio jechał transportem publicznym. Nie pamięta. I on ma rozumieć, jak ważny jest ten transport? Jak ma zrozumieć kogoś, kto co rano dojeżdża tramwajem do pracy? A przecież nowoczesne społeczeństwo poznaje się nie po tym, że biedny jeździ samochodem, ale że bogaty jeździ metrem - mówił Jarosław Makowski.

Droga do kompromisu

Później, w następnej kadencji – kiedy do rady miasta weszli Ludzie dla Miasta – rozpoczęła się bardzo gorąca debata o przyszłym kształcie budżetu partycypacyjnego.

Bo w idei takiego budżetu oczywiście sam efekt jest ważny, ale również ważna jest droga, jaką się do niego dochodzi. Przede wszystkim cenna jest demokracja bezpośrednia i dyskusja od najniższego szczebla. Tak naprawdę więc najważniejsza jest rozmowa społeczności o jej problemach i poszukiwanie sposobu ich rozwiązania, a nie konkurs wniosków i partykularnych chciejstw. - Sedno budżetu partycypacyjnego jest w tym, że mieszkańcy rozmawiają ze sobą. To jest demokracja, ścierają się różne poglądy spojrzenia, zdania. Przecież mieszkając w domku jednorodzinnym, ktoś może nie dostrzegać, że w bloku obok sa dużo większe problemy - mówiła wtedy na jednym ze spotkań Alina Czyżewska z LdM.

Taki właśnie model – wzorcowy dziś w Polsce – wypracowano przez kolejne lata w Gorzowie. Pozostawiono oczywiście możliwość głosowania, ale premiowane są te projekty, które na spotkaniach w dzielnicach są efektem kompromisu i własnej decyzji uczestników.

Zielony budżet

Tak więc gorzowski budżet obywatelski cały czas się zmienia, dostosowuje do potrzeb mieszkańców i aktualnej sytuacji. Właśnie wystartowało głosowanie w edycji na 2021 r. Ze względu na pandemię konsultacje i zebrania w rejonach były ograniczone. Jest też nowość: głosowanie całkowicie odbywa się drogą elektroniczną.

Być może za rok, dojdzie kolejna kategoria w BO (dziś są to projekty rejonowe, oświatowe, ogólnomiejskie). Radni Koalicji Obywatelskiej zaproponowali wprowadzenie kategorii zielony budżet obywatelski.

- W lipcu złożyłam interpelację o utworzenie kategorii zielony budżet obywatelski. Chodzi o to, że takie małe projekty, jak dodatkowe nasadzenia, skwery nie mają szans przebić się wobec projektów remontów ulic, chodników, parkingów – mówi radna Paulina Szymotowicz.

Władze miasta poinformowały w odpowiedzi na interpelację, że kolejna ewaluacja zasad BO odbędzie się w październiku. Wtedy będzie można podyskutować i zdecydować o zmianach w regulaminie. Wiceprezydent Agnieszka Surmacz zwraca też uwagę, że w ramach istniejących już kategorii, np. rejonowych, mieszkańcy mają możliwość zgłaszania takich projektów. I niektóre z nich są realizowane, jak np. zagospodarowanie skarpy przy ul. Ikara, projekt „Zakanale przyjazne dzieciom” czy rewitalizacja skweru Bauera. Te inicjatywy w części zakładają również nasadzenia i pielęgnację roślinności.

A do „normalnego” budżetu?

Radni KO przypominają też, że jak co roku (niezależnie od budżetu obywatelskiego) zbierane są wnioski do budżetu miasta na 2021 r. I jak co roku chcę być w tym pomocni mieszkańcom. - Miasto zachęca do składania wniosków, a z końcem sierpnia my też rozpoczęliśmy nasze własne działania dotyczące zbierania wniosków do budżetu. Na spotkaniach z mieszkańcami, ale też podczas rozmów na ulicach, aby potem zgłosić te wnioski zbiorowo. Zachęcamy do kontaktu z nami. Te najbliższe dwa tygodnie to dobry czas, aby dowiedzieć się, czego oczekują gorzowianie. Powinniśmy jak najczęściej pytać się mieszkańców o ich potrzeby – mówi radny Radosław Wróblewski.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.