Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polska zaliczana jest do krajów ubogich w zasoby wodne. A te w dorzeczu Odry kształtują się na poziomie niższym niż średnia krajowa. Do tego w ostatnich latach obserwuje się deficyt opadów atmosferycznych, co powoduje dalsze ubożenie zasobów wodnych. Grożą nam wyschnięte rzeki i jeziora.

Poziom wody w Jeziorze Głębokim opada. Tafla wody obniżyła się w ciągu ostatnich lat o ponad metr.

– Co kilka lat lustro wody opada, a potem powoli się podnosi. Nigdy jednak nie wraca do poprzedniego poziomu – przyznają mieszkańcy Międzyrzecza, którzy chętnie nad jeziorem wypoczywają.

Nad jeziorem znajduje się jedno z największych i najbardziej znanych kąpielisk na lubusko-wielkopolskim pograniczu.

W tym roku pomost stał w większości na piasku, zniknął brodzik do kąpieli dla dzieci. – Zostały kałuże – przyznaje czytelniczka „Wyborczej”. – Szkoda, bo jezioro jest czyste i świetne do wypoczynku.

Burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz, choć jezioro podlega staroście, martwi się o nie. Liczy na pomoc Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Burmistrz zaproponował, by wpisać do strategii woj. lubuskiego jako jedno z kluczowych zadań to dotyczące zapobiegania skutkom suszy w regionie.

Czy jest dla jeziora ratunek? Blisko 10 lat temu naukowcy z Wrocławia proponowali, by jezioro zasilać wodą ze studni głębinowych.

– Przy wydajności 17 metrów na godzinę w ciągu trzech i pół roku poziom wody podniesie się o 80 centymetrów – wyliczał wtedy prowadzący badania doc. dr hab. Stanisław Kościelniak.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.