Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z ostatniego spisu rolnego w Polsce, przeprowadzonego w 2010 r., wynika, że mamy ok. 1,6 mln gospodarstw o powierzchni powyżej 1 ha. To był pierwszy spis w czasach unijnych (Polska wstąpiła do UE w 2004 r.) Ostatni przedunijny odbył się w 2002 r. Już wtedy statystyki pokazały zmiany, do jakich dochodzi na polskiej wsi.

Przez dekadę liczba gospodarstw skurczyła się aż o jedną piątą. Znikały mniejsze, a rosły większe gospodarstwa. – Polska pod tym względem się europeizuje – oceniali eksperci. Liczba gospodarstw o powierzchni od 30 do 50 ha, wzrosła o 11 proc., a tych największych – ponad 50-hektarowych – aż o prawie 30 proc.

Co zmieniło się na wsi po ostatniej dekadzie? O tym pewnie dowiemy się z wyników spisu, który rusza 1 września i potrwa do 30 listopada.

Roman Fedak, dyrektor Urzędu Statystycznego w Zielonej GórzeRoman Fedak, dyrektor Urzędu Statystycznego w Zielonej Górze Fot. Artur Łukasiewicz/AG

– Spis odbywa się tradycyjnie, co 10 lat. Jest obowiązkowy, podobnie jak we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Forma zmienia się o tyle, że będzie niemal w całości zinformatyzowany, rolnicy nie zobaczą już u swoich furtek rachmistrzów z teczką i plikami formularzy, lecz ze smartfonem wraz z aplikacją spisową – mówi Roman Fedak, dyrektor Urzędu Statystycznego w Zielonej Górze. – To jest spis z natury.

23 tysiące gospodarstw

W województwie lubuskim spisowi rolnemu podlega ponad 23 tys. użytkowników gospodarstw. – Pod pojęciem użytkownik kryją się osoby fizyczne i prawne oraz jednostki bez osobowości prawnej, które faktycznie użytkują gospodarstwo. Warto podkreślić, że na pytania zawarte w formularzu spisowym odpowiedzieć powinni wszyscy użytkownicy gospodarstwa rolnego, o powierzchni 1 ha i więcej użytków rolnych, jak również użytkownicy gospodarstw o powierzchni poniżej 1 ha użytków rolnych prowadzący działy specjalne produkcji rolnej lub produkcję rolną o znaczącej skali, określonej w Ustawie o Powszechnym Spisie Rolnym 2020 – tłumaczy Robert Wróbel, wicedyrektor zielonogórskiego US. – Dotyczy to m.in.: pszczelarzy, sadowników, właścicieli plantacji owoców i warzyw, szkółek roślin ozdobnych, uprawiających tytoń lub chmiel czy prowadzących chów i hodowlę ryb.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Lubuskie rolnictwo należy do najmniejszych w kraju. Poprzedni spis mówi o 23,5 tys. gospodarstw i 451 tys. hektarów o tzw. dobrej kulturze rolnej, czyli uprawianych stale oraz 82 tys. hektarów łąk. Przeciętna wielkość gospodarstwa sięgała 10,5 ha (przy 8,8 ha w 2002 r.). Najwięcej ubyło wówczas gospodarstw do 5 ha, o blisko 40 proc. O tyle samo wzrosła liczba gospodarstw powyżej 40 ha. To była wyraźna różnica między Polską wschodnią a zachodnią, która odziedziczyła kształt rolnictwa z PRL i dominującymi PGR-ami.

– Spis sprzed dekady pokazał zmianę. Niedużą, ale bardzo zauważalną. Wyniki świadczyły o zmieniającej się strukturze i odejściu od rolniczych niewielkich powierzchni na rzecz większych areałów. Już wtedy dało się dostrzec tzw. kierunek farmerski. Najnowszy spis zweryfikuje zapewne poprzednie dane i potwierdzi pojawiające się tendencje – dodaje Roman Fedak.

Lubuscy rolnicy najczęściej obsiewali pola żytem, pszenicą i jęczmieniem. Mniej rzepakiem. Z roślin pastewnych dominowała kukurydza. Ziemniaki uprawiało co trzecie gospodarstwo.

W oborach, chlewniach i stajniach stało 28 tys. krów, 164 tys. świń i 6 tys. koni. Drastyczny spadek odnotowano w hodowli trzody chlewnej. Ze względu na kryzys na rynku i tzw. świński dołek pogłowie spadło aż o 40 proc. To jednak typowe dla chwiejnego rynku krajowej wieprzowiny. Spis z 2010 r. potwierdzał, że w Lubuskiem kurczy się produkcja rolna.

Rolnik nie pokaże zarobków

Robert Wróbel, zastępca dyrektora Urzędu Statystycznego w Zielonej GórzeRobert Wróbel, zastępca dyrektora Urzędu Statystycznego w Zielonej Górze Fot. Artur Łukasiewicz/AG

Użytkownicy i właściciele gospodarstw pokażą swoje dochody. – Nie znaczy to, że zapytamy o zarobki. Bez obaw, nie zajrzymy do rolniczych portfeli. Pytani sami określą procentowo, jaka część dochodów pochodzi z produkcji rolnej w gospodarstwie, jaka z innej działalności np. pracy najemnej – tłumaczy Robert Wróbel. – Odpowiedzi pokażą realnie, z czego utrzymują się małe gospodarstwa, średnie i te największe. Zapytamy też, czy gospodarstwo prowadzi sprzedaż produktów rolnych i podobnie jak przy źródłach dochodu nie interesuje nas wartość sprzedaży wyrażonej w konkretnych kwotach, a jedynie jaki udział sprzedaży stanowiła sprzedaż bezpośrednia konsumentom.

Spisy rolne dostarczają więc ogólnej wiedzy o ekonomicznej sytuacji na wsi – o źródłach dochodów mieszkańców. Na ile utrzymują się z działalności rolniczej, na ile z pracy poza gospodarstwem rolnym, czy z rent i emerytur. Wreszcie o stopniu aktywności zawodowej mieszkańców wsi.

Czekając na dopłaty

Spis rolny obrazuje stan mechanizacji rolnictwa i jego „uprzemysłowienia”. Jedno z pytań w spisie dotyczy ciągników i maszyn rolniczych, działających w systemie GPS. A nowoczesnego sprzętu na wsi jest coraz więcej. 10 lat temu po lubuskich polach jeździło ok. 20 tys. ciągników i ponad 3 tys. kombajnów. Tyle że zdecydowana większość starej przedelektronicznej generacji. Dziś rolnicy dzięki dotacjom z Unii Europejskiej unowocześnili park maszyn. Ich symbolem stał się właśnie GPS. Maszyn jest mniej, tyle że są nowoczesne i bardziej wydajne.

To jeden z ważniejszych parametrów, prócz ziemi i przemysłowej produkcji, które wpływają na kondycję rolnictwa. I one też decydują nie tylko o lokalnej i krajowej, ale o europejskiej polityce rolnej.

Od nich zależy głównie wysokość dopłat unijnych oraz pieniędzy z programów wsparcia wsi, takich jak PROW.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.