Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zazwyczaj mówi się po prostu o spłaszczaniu krzywej. Wicewojewoda Perczak wniknął w temat głębiej.

– Z matematycznego punktu widzenia jesteśmy na rosnącej krzywej spłaszczonej. Tylko nie wiadomo, w jakim kierunku ta krzywa będzie się zmieniać – próbował tłumaczyć radnym.

Na razie sytuacja jest stabilna, zmiany, które występują, są krótkookresowe. Służby martwią się jednak zbliżającą się jesienią, a więc i sezonem grypowym. – To czynnik, który zmienia sytuację, która miała miejsce dotychczas. Należy liczyć się z tym, że wzrośnie liczba zakażeń i zgonów – stwierdził Perczak.

Wielkie wątpliwości dotyczą ciągle rozpoczęcia roku szkolnego. Są już wytyczne sanepidu i decyzja ministerstwa, by 1 września dzieci poszły do szkół. Rząd zastrzega sobie przy tym możliwość przejścia na warianty awaryjne, tzw. naukę hybrydową lub zdalną.

– Początkowo uważano, że dzieci nie chorują albo chorują na tyle łagodnie, że nie ma potrzeby tworzenia dla nich specjalnych miejsc. Wiemy już, że tak nie jest – mówił pediatra dr Tomasz Jarmoliński, konsultant wojewódzki. Przypomniał, że odsetek najmłodszych wśród ogółu zakażonych koronawirusem jest znaczny. Na szczęście tylko niektóre przypadki wymagają hospitalizacji, zazwyczaj choroba przebiega bezobjawowo. – W Lubuskiem mieliśmy do tej pory ponad 70 zakażonych dzieci, co stanowi ok. 10 proc. wszystkich zdiagnozowanych – dodał lekarz.

Wicewojewoda wskazywał, że w kraju potrzeba większego systemu selekcji. W walkę z pandemią trzeba mocniej włączyć podstawową opiekę zdrowotną. Tak zakłada strategia ministerstwa. – W tej chwili szpitale w zbyt wysokim stopniu pełnią funkcję selekcji, później transportu osób chorych i zakwalifikowanych do wymazów – mówił Perczak.

Dr Bożena Chudak, dyrektorka wydziału zdrowia w urzędzie wojewódzkim, zwracała uwagę na problemy z kadrą. – W kwietniu m.in. do okręgowych izb lekarskich i Krajowej Rady Fizjoterapeutów wystosowano apele, by stworzyć bazę potencjalnych osób, które mogłyby wesprzeć szpitale. Nie wpłynęła żadna pozytywna odpowiedź. Podobnie dzieje się obecnie. Wojewoda ponownie zwrócił się z prośbą do tych izb o wsparcie. Apel został skierowany do lekarzy pediatrów, do studentów UZ, aby w zakresie ich kompetencji rozważyli pomoc – wyjaśniła.

– Na tę chwilę województwo lubuskie nie posiada żadnego powiatu, który został strefą żółtą lub czerwoną. Na razie pomimo wzrostu aktywnych zachorowań na tle kraju sytuacja województwa lubuskiego pozostaje w miarę stabilna – uspokajała Dorota Konaszczuk, nowa szefowa lubuskiego sanepidu.

Podkreślała, że do czasu opracowania szczepionki kluczowa pozostaje profilaktyka: zakrywanie ust i nosa, unikanie skupisk ludzi, zachowanie dystansu i częste mycie rąk. Lubuskie chce też robić więcej testów. – Jesteśmy w trakcie starań o nowe urządzenie, które już funkcjonuje w Polsce. Zwiększy ono znacząco przepustowość naszego laboratorium. Mamy nadzieję, że zakupimy sprzęt jeszcze w tym roku – mówiła Konaszczuk.

Bardziej krytyczna wobec sytuacji była Elżbieta Polak, lubuska marszałek. – To pół roku, jak trwa pandemia. W Lubuskiem nie jest źle, ale w Polsce sytuacja się pogarsza – stwierdziła. Wyliczała, że samorząd wojewódzki na walkę z pandemią od marca przeznaczył 50 mln zł z unijnych funduszy.

– Zabezpieczenie zdrowotne to zadanie rządowe i to wojewoda odpowiada za nie w regionie. Samorząd powinien tylko wspierać te działania. A z rozliczenia finansowego wygląda to tak, że pomagamy dużo więcej niż rząd – narzekała Polak.

Ostrzegała, że za chwilę problemem będzie brak odczynników w laboratoriach, które robią testy na koronawirusa. Równie szybko topnieje liczba testów zakupionych przez samorząd województwa. Lubuskie zgłosiło to do ministerstwa. Czeka na odpowiedź.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.