Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lubuskie uchodzi za białą plamę w krajowym futbolu. Działa ok. 300 klubów na różnych szczeblach, ale głównie na tych najniższych. Najwyżej dziś stoją akcje Warty Gorzów i Lechii Zielona Góra. Obie ekipy grają w trzeciej lidze, czyli na czwartym szczeblu krajowych rozgrywek. I niewiele wskazuje, patrząc po początku ligi, by mogły liczyć na awans.

Kiedy osiem lat temu Robert Skowron, uchodzący za zwolennika Zbigniewa Bońka, zostawał prezesem lubuskiego PZPN, dziennikarze zapytali go, co może prezes. - Dużo - odpowiedział.

Przez lata zyskał uznanie wśród działaczy, ale jednego nie zmienił. Lubuscy kibice wciąż nie widzą na stadionach nawet drugiej ligi. Nawet gdyby któraś z drużyn awansowała na ten poziom, to i tak miałaby problemy. Lubuskie nie ma tak dobrego stadionu.

Na zjeździe wyborczym w zielonogórskim Drzonkowie ponad 200 delegatów wybierało szefa wojewódzkiego PZP. 52-letni Skowron dostał 173 głosy, jego konkurent Marcin Hakman - 36.

Przeciwnicy Skowrona zdecydowanie liczyli na więcej. Hakman to ciekawa postać w świecie piłki.

- Nasza lubuska piłka uwiędła – mówił Hakman na portalu sport.onet.pl przed wyborami. Pochodzi z Żar, był związany z tamtejszym Promieniem. Menedżer piłkarski z licencją FIFA. Stażował m.in. w Chelsea Londyn i belgijskim Westerloo. Reprezentował interesy znanych zawodników m.in. Rafała Gikiewicza, bramkarza, który świetnie radzi sobie w Bundeslidze.

- Jest jeszcze gorzej, niż było. Prezes jeździ po klubach i rozdaje piłki, a to trudno nazwać programem naprawczym - krytykował Hakman.

Działaczy jednak nie przekonał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.