Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dr n. med. Jarosław Krzywański jest kierownikiem warszawskiej filii Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej, przygotowywał procedury działania w czasie pandemii koronawirusa i nadzorował „odmrożenie” wszystkich ośrodków treningowych Centralnego Ośrodka Sportu. Aktualnie wraz z dr. hab. med. Ernestem Kucharem przygotowują plan ochrony przed koronawirusem dla Polskiej Ligi Siatkówki.

- Najgorsze są wypowiedzi kontestujące problem, mówiące, że koronawirusa nie ma, że nie ma zagrożenia - powiedział dr Krzywański. - Owszem, populacja sportowców, nawet jeżeli będzie zakażona, to przejdzie tego koronawirusa albo bezobjawowo albo skąpoobjawowo. Mogą się jednak zdarzyć zachorowania o ciężkim przebiegu. A przecież dochodzą trenerzy, obsługa meczów, sędziowie. Część z nich jest w starszym wieku, więc mogą mogą poważnie zachorować. Są także rodziny sportowców, na które też muszą uważać. O tym wszystkim warto pamiętać, że bierzemy odpowiedzialność nie tylko za siebie.

Lekarz uważa, że izolacja sportowa to... - Jedyna droga, jeżeli chcemy uratować nasz zawodowy sport - stwierdził Krzywański. - Ograniczenie kontaktów do minimum, poruszanie się tylko w grupie najbliższych sportowców, z którymi będziemy grali i trenowali. Tak naprawdę na czas trwania rozgrywek to powinna być jedyna aktywność tego sportowca poza domem. Aż do czasu, gdy sytuacja w kraju się nie ustabilizuje. Także ich rodziny, najbliżsi powinni rozumieć wyjątkowość tej sytuacji i zachowywać się bardzo odpowiedzialnie. Jeżeli ktoś ma małżonka, rodziców, którzy np. pracują w służbie zdrowia czy w handlu lub innej dziedzinie gospodarki, w której mają duży kontakt z ludźmi, to te kontakty ze sportowcem powinni ograniczyć. Albo na ten czas sportowiec, niestety, powinien sobie szukać innego miejsca zamieszkania, gdzie nie będzie narażony.

Rygorystyczne obostrzenia. Krzywański uważa jednak, że dla sportowców to nie powinien być wielki problem:

Sport to jest ich zawód. Musimy pamiętać o jednej rzeczy, że nie jesteśmy pępkiem świata, w kraju są inne dziedziny życia ważniejsze dla wielu niż sport. Dlatego właśnie to my sami musimy się zmobilizować jak nigdy wcześniej, udowodnić na zewnątrz, że potrafimy być odpowiedzialni. Mamy pokazać, że można nam pozwolić kontynuować rywalizację sportową.

- Jeżeli słyszę, że ktoś ze sportowców był na dyskotece, a prezes klubu żali się, iż nie dostał zaleceń na wakacje dla graczy, to o czym my w ogóle mówimy. To pokazuje, jak niska jest świadomość naszych sportowców. Stąd także ta rozmowa, aby otrzeć do szerokiej grupy, by zrozumieli, że wszystko jest teraz na ich barkach. Jeżeli ktoś idzie na dyskotekę, wesele, imprezy, to musi zrozumieć, że podejmuje duże ryzyko. Nie tylko dla siebie samego, lecz swoich bliskich, a później kolegów z drużyny, innych drużyn, całej ligi, całego sportu. Uważam, że jeśli sportowcy będą przestrzegać zasad izolacji, to mają szanse trenować i grać. Chcę, żeby o tym wiedzieli i o tym pamiętali.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.