Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdyby w Polsce obowiązywał amerykański system wyboru prezydenta, to byłby nim Rafał Trzaskowski. Ale nie obowiązuje, więc nie wystarczy wygrać w 10 z 16 województw jak kandydat KO. Dudzie wystarczyło zwycięstwo w sześciu – tłumaczy prof. Lech Szczegóła, politolog i socjolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

W Lubuskiem Trzaskowski miał 59,8 proc. poparcia. Zagłosowało na niego blisko 297 tys. Lubuszan. Duda dostał 40,2 proc., czyli niemal 200 tys. głosów.

Lubuskie znalazło się na drugim miejscu wśród zwycięskich regionów Trzaskowskiego. Minimalnie lepszy wynik odnotował tylko w woj. pomorskim.

Wielkie czy zwykłe zwycięstwo

Zdecydowane zwycięstwo Trzaskowskiego nie jest jednak miażdżącym, gdy się weźmie pod uwagę procenty. Są niemal identyczne jak w wyborach prezydenckich pięć lat temu. Bronisław Komorowski w drugiej turze dostał w Lubuskiem większe poparcie, bo 60,2 proc. Duda nie zdołał wtedy przebić bariery 40 proc. Co innego liczby, pokazują rzeczywisty rozmiar wygranej kandydata KO. Różnica aż stu tysięcy głosów robi wrażenie.

Pięć lat temu Komorowski dostał o ponad 60 tysięcy mniej. Spora w tym zasługa rekordowej frekwencji, jednak to pokazuje, jak duży na zachodzie kraju ma potencjał opozycja – Platforma Obywatelska, lewica i PSL.

Trzaskowski wygrał w 69 gminach (na 81), w tym zdecydowanie w stolicach – Zielonej Górze i Gorzowie. PiS wygrał w 11 gminach. W jednej padł remis. W Zwierzyniu w powiecie strzelecko-drezdeneckim Trzaskowski i Duda dostali po 973 głosy.

PiS na ugorze. Czyżby?

Przegrana Dudy w drugiej turze, jak mówią w lubuskim PiS, wliczona była w statut. Cele były jasne – Duda ma wziąć 40 proc., a straty z nawiązką nadrobi na wschodzie i centralnej Polsce. W powyborczy poniedziałek Marek Ast mógł zameldować prezesowi Kaczyńskiemu, że zadanie wykonał.

Politycy PiS mają zwyczaj powtarzać, że Lubuskie to dla nich jak dla rolnika ziemia klasy szóstej, na której urośnie co najwyżej łubin. – Pracujemy w trudnym województwie, pracujemy na ugorze – tłumaczył Ast działaczom na wieczorze wyborczym.

Więcej w tym kokieterii i chytrego utyskiwania niż realnej oceny. PiS w Lubuskiem się umacnia i nie tylko dlatego, że wygrywał dwa razy z rzędu wybory do Sejmu. W ostatnią niedzielę Duda dostał o 45 tys. głosów więcej niż pięć lat temu. Wyborców nie musiał siłą wyrywać, łatwo ich znalazł – na lubuskiej wsi i najmniejszych gminach.

– Spin doktorzy PiS dobrze rozpoznają elektoraty, dobrze je definiują. Skoro o wyborach prezydenckich przesądza wieś i małe miasteczka, to rząd je bardziej zauważa i wie, jak je zmobilizować w kampanii. Więc od lat wie, że „dobrej zmianie” sprzyja najbardziej część Polaków najmniej zainteresowanych modernizacją, częściej korzystających z kasy państwa. To się przekłada na stabilne wyniki wyborcze – ocenia prof. Szczegóła.

Po wygranej Dudy lubuscy samorządowcy z większą uwagą powinni potraktować zapowiedzi wojewody Władysława Dajczaka, na wspomnianym wieczorze wyborczym. Brzmiały jak pogróżki. – Wszyscy wiemy, jakie to województwo, ale to nas nie załamuje. Aczkolwiek myślę, panie prezesie (tu zwrócił się do Asta), że pewne przesunięcia w prowadzeniu polityki zrobimy, bo dostrzegamy pewne rzeczy, których nie dostrzegają ci, którzy dostali od rządu ogromne pieniądze, ogromne wsparcie. Myślę, że będziemy musieli się pewnym rzeczom przyjrzeć i przeorientować niektóre rzeczy – mówił Dajczak. Nietrudno zrozumieć przesłanie. Jak samorząd będzie pokorny, to coś dostanie np. na inwestycje. Niepokorni mogą zapomnieć.

Dlaczego Dajczak pozwala sobie na gry wobec gmin i miast. Bo PiS wie, że jest mocny w Lubuskiem, a „ugorami” usypia opozycję.

Co z wygraną zrobi opozycja

– Duda wygrał, bo PiS zdołał przeprowadzić 100-procentową mobilizację. Wycisnęli wszystko z Polski powiatowej, więcej się nie dało – ocenia Bogusław Wontor, poseł i szef lubuskiego SLD.

Wontor: – Pytanie, czy można było więcej wycisnąć z naszego anty-PiS-u dla Trzaskowskiego? W małej, ale jednak w istotnej części tej mobilizacji zabrakło. Możemy mieć pretensje tylko do naszego obozu. Czy współpraca między partiami mogła być lepsza? Mogła, ale niestety nie była. I dostaliśmy nauczkę od PiS. Oni lepiej odrobili tę lekcję. I mieli duże wsparcie Kościoła. Nikt się z tym nie krył.

Młodzi zmiotą PiS?

– W najmłodszych rocznikach Duda przegrał z kretesem. A idą nowe pokolenia wyborców. Czy to ostatnie zwycięstwo PiS? – pytam prof. Szczegółę.

– Faktycznie taką różnicę w głosowaniu najmłodszej generacji widać. Można by więc prognozować zmianę władzy, bo i wynik dał opozycji dużo nadziei. Tyle że efekt Trzaskowskiego może szybko minąć. On przysłania brutalną rzeczywistość. A polityczna jest taka, że PiS jest jednością, nauczył się uzyskiwać 51 procent i zdobywać 100 procent władzy. Naprzeciwko są twarde samorządy i silna opozycja z 10 milionami głosów, ale jednak opozycja, gdzie każdy pilnuje swojego interesu. A wybory za trzy lata, co w polskim kalendarzu politycznym oznacza bardzo długo. Scenariusz, wydaje mi się, jest już napisany.

Jaki?

– PiS pójdzie w stronę Orbana i Węgier, może trochę Turcji. Ta rewolucja społeczno-kulturowo-ekonomiczna wciąż trwa. Nie spodziewajmy się, że PiS ją zawiesi. Możliwe, że mamy za sobą ostatnie w miarę równe wybory. Kto wie, na jakich zasadach będą następne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.