- Jako ma造 ch這pak kopa貫m pi趾 i tak sobie wyobra瘸貫m, 瞠 w gorzowskiej dru篡nie zagram kiedy mecze z najlepszymi ekipami w Polsce. W豉郾ie si璕n掖em marze. To wspania貫 - m闚i nasz wychowanek, 鈍ie穎 upieczony pierwszoligowiec.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wywiad ukazał się w „Gazecie Wyborczej” 17 czerwca 2008 r. Przypominamy go w dniu, w którym dowiedzieliśmy się, że Dawida Dłoniaka niestety nie ma już z nami.

Właśnie dla takich chwil niespełna 28-letni bramkarz po odrodzeniu się piłki nożnej w Gorzowie natychmiast wrócił do domu, odmówił m.in. ekstraklasowej Polonii Bytom. Na każdym kroku powtarzał, że tutaj rodzi się coś wielkiego. Powstaje drużyna, która nawiąże do najlepszych lat Stilonu. Nie mylił się. Dawid Dłoniak może teraz zasłużenie świętować, bo GKP Gorzów ma I ligę. Po 11 latach wróciliśmy na zaplecze Ekstraklasy.

Kamil Siałkowski: To najpiękniejszy dzień w twojej piłkarskiej karierze?

Dawid Dłoniak: Tak, to wspaniały, fantastyczny moment. Dziękuję mamie, tacie, bratu, siostrze w niebie, która czuwa nade mną, oraz przyjaciołom Edkowi i Suchemu. Kocham was. Wy zawsze mnie wspieraliście. Osobne, wielkie pochwały należą się gorzowskim kibicom, którzy byli z nami wszędzie, na dobre i na złe. Bez was na pewno nie byłoby tego sukcesu. Tak samo ważne było to, co my robiliśmy na boisku, jak i wy na trybunach.

Ostatni mecz z Rozwojem był pełen wzlotów i upadków. W pewnym momencie przegrywaliśmy 0:1, a Częstochowa wygrywała. Na szczęście to my cieszymy się z awansu.

– Przeżyliśmy szalone dwie godziny w Katowicach, ale uważam, że w przekroju całego sezonu to właśnie my zasłużyliśmy na ten awans. Zupełnie nie przerażała mnie i moich kolegów minimalna strata do Rakowa. Rewanż w Częstochowie przegraliśmy, różnica trochę się powiększyła, ale to spotkanie absolutnie nas nie załamało. Wręcz przeciwnie, choć po wyniku tego nie było widać, bo mecz ułożył się dla nas trochę nieszczęśliwie, czuliśmy, że mamy lepszą drużynę. Raków musiał jeszcze się pogubić i tak się stało.

Dramaturgia w Katowicach sięgnęła zenitu, gdy w ostatnich minutach musiałeś bronić rzut karny.

– Miałem w głowie tylko jedno: muszę ten strzał obronić. Wybrałem dobry róg, ale przeciwnik trafił w słupek. Za chwilę dowiedziałem się, że nasz remis w zupełności wystarcza, bo Arka Nowa Sól wygrywa z Rakowem. To były wspaniałe wieści.

Arce trzeba jakoś specjalnie podziękować.

– Na pewno chłopakom z Nowej Soli dziękujemy i będziemy im to długo pamiętali. Wiem jednak również, że przez cały sezon uzbieraliśmy aż 61 punktów, częstochowianie o dwa mniej. W 30 kolejkach straciliśmy zaledwie 14 goli, tylko trzy razy schodziliśmy z boiska jako pokonani. Raków przegrywał dziewięć razy. Dlatego I liga jest nasza.

Mamy I ligę, radość jest ogromna, ale już trzeba myśleć, co dalej. Przecież przerwa letnia to tylko kilka tygodni. Zostaniemy na zapleczu Ekstraklasy na dłużej?

– Dla tego, co dzisiaj przeżywam, zrezygnowałem z Ekstraklasy w innym klubie. Marzyłem o tym, walczyłem, aby właśnie w domu, w Gorzowie, piłka osiągnęła coś wielkiego i było to również moim udziałem. Zdajemy sobie sprawę z trudności, które nas czekają. Z drugiej strony nikt nie ma teraz zamiaru seryjnie przegrywać i wlec się w ogonie tabeli. Trafiłem na bardzo ambitną grupę ludzi, którzy na pewno znów wysoko zawieszą sobie poprzeczkę. Chciałbym zasłużyć sobie z tym zespołem na miano wielkiego Stilonu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Wi璚ej