Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze trzy lata temu trwała batalia o zakup urządzenia PET CT dla gorzowskiego szpitala. Część pieniędzy na to drogie urządzenie - wraz z wyposażeniem kosztowało ok. 8 mln zł - przeznaczyli radni sejmiku, część dołożyło miasto, a resztę sfinansował sam szpital. Władze miasta wahały się, czy potrzebny jest drugi tak drogi sprzęt, skoro jest już w prywatnej przychodni. Podobnie jednak, jak w przypadku budowy ośrodka radioterapii, tak teraz za wsparciem opowiedzieli się aktywnie sami mieszkańcy. PET został kupiony, szpital otrzymał na niego kontrakt z NFZ. I okazuje się, że nie mogło być lepszej inwestycji. To nie tylko sprzęt, którym wykonuje się pacjentom badania zlecone przez lekarzy. Służy rozwojowi całego Klinicznego Zakładu Medycyny Nuklearnej, a co za tym idzie przede wszystkim rozwojowi całej gorzowskiej onkologii.

- W Gorzowie mi się podoba to, że tutaj jest pole do popisu. Tu wszystko zaczyna się bardzo dynamicznie rozwijać . I jest bardzo dużo przychylnej atmosfery ze strony zarządzających województwem i szpitalem. Naprawdę otwierają się duże możliwości, pod takim hasłem „doganiania”. Przez wiele lat wiele dziedzin medycyny było niedofinansowane, brakowało kadr, pacjenci stąd uciekali.

Teraz jest dynamiczny wzrost, boom, można zrobić wiele rzeczy od początku do końca dobrze. Ci, co wcześniej poszli do przodu, przetarli pewne ścieżki, po których łatwiej iść.

Otwierając naszą pracownię, z góry założyliśmy, że nie będziemy skupiać się jedynie na niektórych badaniach, ale trzeba to rozwijać, doganiać, musimy dążyć do pełnoprofilowej pracowni. A niektóre ośrodki w Polsce nawet przeganiać – tłumaczy dr n. med. Piotr Zorga, kierownik Klinicznego Zakładu Medycyny Nuklearnej w gorzowskim szpitalu.

Na początku był PET

Skaner PET CT to urządzenie, które łączy w sobie dwie formy diagnostyki obrazowej – metaboliczną i morfologiczną, czyli jednym badaniem można zbadać zarówno kształt, jak i czynność tkanek i narządów. Tego rodzaju urządzenia obecnie wykorzystywane są głównie do diagnostyki onkologicznej, w rozpoznaniu i leczeniu nowotworów złośliwych.

Szpital kupił wówczas najlepsze i najnowocześniejsze urządzenie dostępne na rynku. Można nim planować np. zakres napromieniowań w ośrodku radioterapii, co jest bardzo istotne np. w leczeniu raka płuc. Można też określić stopień zaawansowania choroby przed rozpoczęciem leczenia, kontrolować jego efekty, sprawdzać czy lekarze są na dobrej ścieżce, a potem stwierdzić, czy nie ma nawrotów.

O ile na starszych i nie tak nowoczesnych skanerach badanie trwa ok. 30 minut, to na tym sprzęcie ten czas można nawet skrócić do mniej niż 10 minut. To ważne również dla bezpieczeństwa pacjentów. Czulszy detektor o szerszym polu widzenia obejmuje większy obszar ciała pacjenta. Pozwala też aplikować mniejsze dawki radioizotopów.

Sprzęt to jedno, ale równie ważny jest też zespół specjalistów. - Pracownia jest doskonale zorganizowana, wspaniale wyposażona. Przez ponad rok pracy także zespół się fantastycznie dograł i wyszkolił. W tej chwili wykonujemy od kilkudziesięciu do 100 badań miesięcznie. To jest bardzo dobry wynik jak na taki ośrodek. PET CT to jest dość ekskluzywna diagnostyka onkologiczna, która wymaga też doskonałego leczenia onkologicznego. Nie wystarczy przecież zrobić badania. Trzeba mieć komu, w określonych wskazaniach itd. - mówi dr Zorga.

O ile kiedyś pacjenci wybierali leczenie poza województwem, byli leczeni, a co za tym idzie również diagnozowani w innych ośrodkach, teraz wracają do Gorzowa - Zaczęła się rozwijać onkologia kliniczna, radioterapia, urologia onkologiczna. Leczymy pacjentów tu w Gorzowie coraz lepiej, więc wzrasta też zapotrzebowanie na badania PET CT, które są do tego dobrego leczenia niezbędne – dodaje.

Krok po kroku

- Na początku robiliśmy rutynowe badanie PET CT ze znakowaną glukozą, bardzo dużo wysiłku włożyliśmy, aby środowisku medycznemu przekazać gdzie, w jakich wskazaniach, co jest refundowane: te części formalnoprawne trochę nam sprawiały komplikacji. Zespół się już dograł, mamy już przetarte ścieżki, podpisane umowy na dostawę radiofarmaceutyków, które przyjeżdżają z ośrodków na konkretne zamówienia. Na tyle wszyscy się zgrali, że robimy te badania bardzo dobrze, a nawet bardzo dobrze z plusem. Logiczną konsekwencją było więc zdobywanie kolejnych obszarów . Skoro mamy skaner, to dlaczego mamy wykonywać tylko jeden rodzaj badań? Poszliśmy dalej – mówi dr Piotr Zorga.

Tym kolejnym wprowadzonym elementem była znakowana fluorem-18 cholina, czyli badania w raku prostaty. - Nie wszystkie ośrodki to robią. Pomyśleliśmy, dlaczego nie? Spróbujemy. Powtórzyliśmy więc to, co poprzednio: dogranie zespołu, wyszkolenie, rozwój. Fajnie nam to szło, bo zespół jest dość młody i zmotywowany do pracy. Ludzie są ciekawi, a jak jest coś nowego, to dla nich wyzwanie, a nie problem. W tej chwili już rutynowo wykonujemy również badania z choliną, które są istotne w leczeniu nawrotów raka prostaty – mówi dr Zorga.

Kliniczny Zakład Medycyny Nuklearnej wprowadził też badania fluorkiem sodu. To badania układu kostnego, bardzo dokładne, precyzyjne, stosowane w wątpliwych przypadkach, kiedy dostępna dotąd diagnostyka nie wystarczyła.

- Kolejnym krokiem powinno być teraz wejście do pierwszej ligi zespołów zajmujących się medycyną nuklearną - mówi dr Piotr Zorga.

Udało mi się zaszczepić ten pomysł, aby zainwestować w generator galowy. Ten generator to jeden z elementów całej technologii, której finalnym efektem jest prowadzenie dwóch badań niezwykle ważnych z punktu widzenia onkologii. Pierwsze to jest znakowanie galem-68 PSMA. To jest takie bardzo specyficzne badanie dotyczące nawrotu raka prostaty, a także wznowy w guzach mózgu. Dzisiaj w tych dwóch obszarach to badanie jest bardzo pomocne i z korzyścią dla pacjentów. Posiadanie generatora umożliwia nam jeszcze wykonywanie badań ze znakowanymi analogami somatostatyny. To diagnostyka prowadzona u pacjentów w rzadszych nowotworach, które nazywamy guzami neuroendokrynnymi. Dla tej grupy pacjentów to metoda niezwykle ważna, bo na podstawie tych badań można przewidzieć, jak będziemy chorych leczyli. Już nie tylko więc pytanie, czy są chorzy, jak bardzo są chorzy, ale dzięki tym badaniom wybiera się dla nich odpowiednią terapię. I tu wchodzimy w obszar, w którym operuje tylko kilka ośrodków w Polsce – tłumaczy. 

Własny izotop

Zakład był dotąd skazany na dostawy wszelkich izotopów z zewnątrz. Są podpisane umowy z firmami, ale logistycznie jest to bardzo skomplikowane. Izotopy są uzyskiwane w cyklotronach. Najbliższy jest w Berlinie, jeśli tam nie działa, to przywożony jest z Kielc lub Warszawy.

Setki kilometrów, a przecież w ciągu 2 godzin materiał rozpada się o połowę. Ktoś stoi w korku, a tam się w zasobniku rozpada izotop krótkożyciowy. Był więc problem. Musieliśmy zebrać pacjentów na jeden dzień, np. w środę. Wszyscy musieli przyjechać naraz, bo wtedy przyjeżdża ten wyprodukowany dla nas specjalnie izotop. Natomiast teraz będziemy mieli u nas źródło izotopu w „pracowni gorącej”, również doskonale wyposażonej – zapowiada kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej.

Już wiadomo, że generator będzie dostarczony we wrześniu. Przez 9-10 miesięcy w szpitalu będzie więc źródło, z którego będzie można korzystać i produkować izotopy do głównie tych dwóch wskazań. - To poważny skok do przodu. Nie chodzi zresztą tylko o nasz zakład, o rozwój medycyny nuklearnej, ale o całą klinikę. My tak naprawdę jesteśmy usługodawcą służymy innym. Jesteśmy jakby oczami dla lekarzy. Jeśli mamy w Gorzowie bardzo dobrze rozwijający się ośrodek urologii onkologicznej, to on automatycznie dostaje doskonałe narzędzie do swojego rozwoju. To to jest taki system zazębiających się kółek – wyjaśnia dr Zorga.

Dlaczego mówi o 9 miesiącach dostępu do własnych izotopów? Generator co jakiś czas się zużywa, trzeba będzie go wymienić. Ma określoną trwałość na rok, powoli się rozpada, podobnie jak ten znacznik. Jeśli z początku można nim wygenerować izotop dla ośmiu pacjentów dziennie, to potem coraz mniej. - Podpatrywaliśmy już jak to działa w Instytucie Onkologii w Warszawie. Efektywne wykorzystanie to 9 miesięcy, potem warto dokupić drugi na zakładkę i korzystać z dwóch. Sam generator to jednak nie problem. Liczy się know-how, technologia, którą trzeba opanować: kontrola jakości, sposób znakowania izotopów. Sztuką jest raczej to, jak z tego pozyskanego izotopu zrobić odpowiedni preparat, który będzie podawany pacjentom i jak go wykorzystać w diagnostyce dla ich korzyści – mówi dr Zorga.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.