Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na trasie kandydata w drugiej turze wyborów prezydenckich 2020 znalazł się Gorzów, gdzie Rafał Trzaskowski wygrał w pierwszej turze, podobnie jak w całym Lubuskiem. Nic więc dziwnego, że na spotkanie na Starym Rynku stawiły się tłumy zwolenników, może ok. 2 tys. osób.

Zwolenników Andrzeja Dudy nie było widać, nie było transparentów przeciwnej strony, a samo spotkanie przebiegło spokojnie.

Nie było też samego prezydenta Andrzeja Dudy, choć Trzaskowski na spotkaniach ma przygotowaną drugą mównicę. - Cały czas czekam, aż prezydent Andrzej Duda podejmie wyzwanie i stanie do debaty. Jest potrzebna dlatego, że zamiast zajmować się tematami, które są dawno rozstrzygnięte, i odpowiadać na z góry ustawione pytania jednej telewizji; warto porozmawiać o tym, co naprawdę istotne. Udało się zorganizować debatę, na której były cztery różne telewizje, 16 różnych redakcji. Niestety pan prezydent wybrał rozmowę w jednej telewizji i pytania zadawane często przez oficjeli z PiS-u – mówił Rafał Trzaskowski. - Apeluję, niech się pan nie boi. Zostały trzy dni, może warto już porozmawiać o tym, co nas naprawdę interesuje: o służbie zdrowia, ratowaniu miejsc pracy, edukacji. Porozmawiać, a nie krzyczeć przez cały czas i cały czas nas pouczać. My wszyscy nie potrzebujemy pouczania – dodał.

Zebranym na Starym Rynku przedstawił dwie wizje tego, co może nas czekać w następny poniedziałek.

Są dwie opcje, jedna nieprzyjemna. Niestety będzie tak jak dziś. Będziemy mieli prezydenta, który w ciemno, w nocy będzie podpisywał wszystko, co podsunie mu Jarosław Kaczyński. Będziemy mieli czasy, w których będzie atak na samorząd, na wolne media, na polskich nauczycieli i nauczycielki, lekarzy. Na wszystkich, którzy myślą inaczej, wyglądają inaczej. Mamy takich czasów dość. Ale wyobraźcie sobie czasy, kiedy nie ma na polskiej scenie politycznej Jarosława Kaczyńskiego, kiedy nie dzwoni w kancelarii prezydenta telefon w nocy, kiedy mamy niezależnego prezydenta słuchającego obywateli, a nie swojej partii. Słyszymy, że zbliżają się trudne czasy, że może rząd coś ukrywa, będą nowe podatki. Potrzebny jest silny prezydent, który będzie patrzeć władzy na ręce – przekonywał Trzaskowski.

Z tłumu ktoś głośno krzyknął:  Gwarancje. Jakie gwarancje!

- Ja jasno mówię dziś: każdy pracujący w kancelarii prezydenta musi złożyć legitymację partyjną. A nocy będę spał, z żoną, a nie podpisywał ustawy, których nie przeczytałem. To pytanie o gwarancje jest ważne. Proszę więc posłuchać tego, co ja mówię, a co mówi Andrzej Duda. Ja mam odwagę powiedzieć, że Donalda Tuska nie ma w polskiej polityce. Proszę zapytać Andrzeja Dudę, czy ma odwagę powiedzieć, że skończył się już czas Jarosława Kaczyńskiego. Ja mam odwagę otwarcie powiedzieć, co zrobiliśmy dobrego, ale że też popełnialiśmy błędy. Jestem w stanie przyznać, że PiS dokonało trafnej diagnozy, gdy chodzi o 500 plus. Czy słyszał pan od mojego konkurenta, żeby choć raz powiedział ciepłe słowo o swoich poprzednikach? Wyciągnął rękę do innych? - odpowiadał Rafał Trzaskowski. Pon raz kolejny zapewnił też, że będzie miał tylko jednego szefa. - Wy będziecie tym szefem – mówił do zgromadzonych.

Podobnie jak w czasie całej kampanii, Trzaskowski zapewniał, że on będzie czytał ustawy, które będzie miał podpisać, a także je konsultował. - Będę współpracował z rządzącymi tam, gdzie będą oni proponowali rzeczy racjonalne. Takie ustawy podpiszę. Ale nie wtedy, gdy będą próbowali ograniczyć naszą wolność, ograniczyć niezależność instytucji, atakować samorządy – zapowiedział.

Zapewnił też, że jako prezydent nie zamierza nikogo pouczać, lecz rozmawiać. - To dziś chcą nas uczyć, czym jest rodzina, czym jest patriotyzm, jak mamy żyć. Oni wszystko wiedzą i chcą leczyć swoje kompleksy. A my wiemy, jak mamy żyć, jakich wyborów dokonywać. I jeśli to wiemy, to stawimy się w niedzielę przy urnach i zwyciężymy - stwierdził.

 

Rafał Trzaskowski wspominał, że bywał w Gorzowie w ostatnich latach, ale atmosfera była inna. Dziś mówił o „nieprzebranych tłumach”. - Kiedyś była nas garstka, protestowaliśmy przeciw czemuś. Przeciw łamaniu praw kobiet, przeciw łamaniu konstytucji, upolitycznianiu sądów, decyzjom rządu., osłabianiu naszej pozycji w Unii Europejskiej. Dziś są tłumy, w Gorzowie, ale też w całej Polsce. A różni te spotkania, to, że nie musimy protestować, ale możemy opowiedzieć się za czymś. Za prawdziwą zmianą i za patrzeniem władzy na ręce. Prezydent jest od tego, aby strzec konstytucji, strzec niezależności konstytucji, wspierać samorząd, stawać przy atakowanych. Prezydent Andrzej Duda jednak milczał, kiedy atakowano nauczycieli, rodziców z niepełnosprawnymi dziećmi, kiedy atakowano lekarzy rezydentów – mówił.

Rafał Trzaskowski zwrócił też uwagę, że nadeszły trudne czasy, a rządzący sobie nie radzą. Jego zdaniem łatwo było rządzić „w czasie pogody, kiedy wydawało się pieniądze zaoszczędzone przez poprzedników”. Dlatego prezydentem powinien być ktoś, kto będzie mógł oceniać decyzje rządu i w pałacu prezydenckim konieczna jest zmiana. Dlatego Trzaskowski apelował, aby tłumnie stawić się w niedzielę w lokalach wyborczych, namawiać kogo się da do udziału w wyborach prezydenckich. - Jesteśmy naprawdę blisko. Być może właśnie wy, te kilka tysięcy osób, zadecydujecie o tej zmianie – apelował.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.