Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Myślimy o rzeczułkach wąskich, którymi sunąć będziemy – tak wąskich, że pióro wiosła o oba brzegi uderza; o tym, jak wzmaga się prąd, jak wyprawa rozwija się niby hejnał, jak pod burtę biegną nam dopływy, jak wpadamy ze strugi w rzeczułkę, z rzeczułki w rzeczkę, a wreszcie, jak nas jedna rzeka drugiej podaje – że płyniemy pełną nalaną wodą, po brzegi nalaną między ściany lasów” – pisał w książce „Na tropach Smętka” Melchior Wańkowicz.

Jedną z kajakowych wypraw opisał w zbiorze reportaży. Tę na Mazury, wtedy należące do Niemiec.

Ciekawe, czy dziś palec pana Melchiora zatrzymałby się na pokrytej plamami jezior i wstęgami rzek ziemi lubuskiej? Tu również wyprawa może „rozwijać się niby hejnał”. A kiedy gdzie indziej szlaki zadeptane i tłumne, i hałaśliwe, tutaj, „żaby grają piękniej, słowiki śpiewają dźwięczniej, a już derkacze tak biją, że zdaje się niebo całe trzeszczy nad czarnym lasem”.

No i są tu też Mazury, „Lubuskie Mazury”, bo tak zwykło się już nazywać okolice Strzelec Krajeńskich i Dobiegniewa, gdzie rozciąga się Pojezierze Dobiegniewskie z przeszło setką jezior. Niektóre z nich łącznie z końcowym spływem Drawą do Noteci w okolicy Dobiegniewa i Strzelec Krajeńskich tworzą dziś najdłuższy, po jeziorach mazurskich, szlak żeglugowy w Polsce. Całość to prawie 70 km jeziorami, przesmykami, strumieniami i rzekami.

Fuzja jezior

Pojezierze Dobiegniewskie, jezioro LipiePojezierze Dobiegniewskie, jezioro Lipie Fot. ZTF/archUMWL

Początek szlaku to trzy połączone ze sobą jeziora między Strzelcami a Dobiegniewem. Płynąć między nimi można dopiero od kilkunastu lat. Wszystko przez żeglarskie sentymenty. Na początku wieku harcerski Klub Żeglarski Panta Rhei zaczął się urządzać w nowej bazie nad jeziorem Osiek. Wcześniej jednak przez 20 lat żeglarze byli w Długiem, nad jeziorem Lipie. Zaczęli kombinować, jak odwiedzić żaglówką stare kąty. Wymyślili szlak, sięgając po pomysł z lat 60. i 70. Melioranci planowali wtedy podwyższenie poziomu wody w jeziorze.

Po wybudowaniu jazu w Osieku woda podniosła się o ponad pół metra, a połączenia między jeziorami zostały pogłębione i poszerzone. Zbudowano również przepust pod drogą, w tzw. rurze Arota. I żaglówki, te bez kila o mniejszym zanurzeniu, mogą swobodnie płynąć. O kajakach już nie wspominając.

Podwodne akwarium

Jeśli chcemy przepłynąć tylko przez trzy jeziora, to dobrze zacząć od jeziora Osiek (Chomętowskiego), np. od wspomnianej bazy Panta Rhei. To spokojna, przyjemna jednodniowa wycieczka przez malowniczą okolicę.

– Momentami są takie widoki, że jak ktoś czuje przyrodę, to gębę szeroko otwiera – opowiadał mi Sylwester Kuczyński, nieżyjący już komandor Panta Rhei.

– Zwłaszcza jak się wypłynie z Osieka na te bagniska i uroczyska. Tam jest rozlewisko, które zmienia się praktycznie po każdej bardziej sztormowej pogodzie, odrywają się kępy traw, zmienia się tor wodny. I cała ta roślinność: nenufary, grążele. Tę strugę, która prowadzi potem na jezioro Lipie, my nazywamy podwodnym akwarium – wspominał.

Zanim jednak wpłyniemy na te cudowności, trzeba przemierzyć Osiek. To położone w pięknej scenerii wśród lasów jezioro rynnowe, raj dla żeglarzy, czasem potrafi być wietrzne i wzburzone. Największe na szlaku, ma 635 ha powierzchni, podczas gdy bardziej znane Lipie tylko 182 ha. Nad Osiekiem leży miejscowość Ługi, gdzie po niesławnej akcji „Wisła” po wojnie osiedlili się przesiedleńcy z Łemkowszczyzny. Tu co roku (normalnie, kiedy nie ma pandemii) odbywa się Łemkowska Watra.

Pojezierze Dobiegniewskie, jezioro OsiekPojezierze Dobiegniewskie, jezioro Osiek Fot. ZTF/archUMWL

Płynąc, lepiej trzymać się prawego brzegu. Po drodze można zatrzymać się w Chomętowie, miejscowości znanej już od XIV w., gdzie znajduje się krzyżacki spichlerz.

Za Chomętowem dalej wiosłujemy przed siebie, aż przed Ogardzką Odnogą znajdziemy na lewym brzegu między trzcinami dalszą drogę do kolejnego jeziora. Zanim jednak przepłyniemy na przeciwległy brzeg, warto popłynąć nieco dalej w kierunku Ogardzkiej Odnogi, do diabelskich półwyspów i spalonego mostu.

Dusza za most

Ponoć było tak. Dawno temu, jak głosi legenda, miejscowy pasterz postanowił skrócić drogę na pastwiska na drugim brzegu. Całkiem rozsądnie, bo Osiek ma długą linię brzegową, ponad 26 km. Tyle że zmyślny pasterz podpisał cyrograf z diabłem: jeśli w jedną noc uda się czartowi usypać groblę, odda mu swoją duszę. Gdy wyglądało na to, że diabeł się jednak uwinie z zadaniem, sprytny chłop udał pianie koguta. Diabeł myślał, że nastał już świt i porzucił robotę. Dwa „usypane” przez diabła półwyspy połączył drewniany most. Spłonął w latach 70. i od tej pory sterczące z wody pale nazywano Spalonym Mostem.

Pojezierze Dobiegniewskie, jezioro OsiekPojezierze Dobiegniewskie, jezioro Osiek Fot. ZTF/archUMWL

Dziś to odbudowany most Pojednania, a obok stanęła 12-metrowa wieża, z której można zobaczyć okolicę. Kładka skraca drogę pieszym wędrowcom np. do jeziora Lipie. My jednak płyniemy wodnym szlakiem i po odwiedzinach na moście wracamy kawałek przy przeciwległym brzegu, szukając w szuwarach wejścia na strugę łączącą jeziora. A tam czeka nas wytchnienie od upału, płyniemy w cieniu drzew. Po drodze mijamy uroczyska, podwodne łąki, nenufary i obserwujące nas łabędzie rodziny.

Piasek diabli wzięli

Faktycznie, to podwodne akwarium „gęby rozdziawia”. Zanim jednak człowiek zdąży się znudzić leniwym wiosłowaniem, dopływamy do przepustu pod leśną drogą. Rura ma kilka metrów średnicy i przepłyną nią nie tylko kajaki. Jeszcze kilkaset metrów i coś dziwnego dzieje się z wodą, jej barwa w strudze się zmienia, staje się niebieskawomleczna, aż nagle wśród leśnych wzgórz objawia nam się jezioro Słowa, które urzeka przezroczystą wodą o niebieskawym odcieniu. To dlatego, że jest jeziorem wapiennym.

Pojezierze Dobiegniewskie, jezioro SłowaPojezierze Dobiegniewskie, jezioro Słowa Fot. ZTF/arch.UMWL

Pamiętacie tę legendę o diable? To stąd czart brał piasek na budowę grobli i mamy dzięki temu diabelsko piękne jezioro. Możemy je opłynąć, zatrzymać się na dłużej, podziwiając podwodne łąki ramienic albo po krótkim wiosłowaniu lewym brzegiem wpłynąć na strugę prowadzącą między drzewami do jeziora Lipie.

Wpływamy na jezioro dokładnie w przeciwległym krańcu do znanej i popularnej plaży w Długiem. Przed sobą mamy malowniczo położony akwen wśród sosnowych lasów.

A może do Drawy?

Trasa między jeziorami to przyjemna wycieczka nawet dla mniej zaprawionych kajakarzy. Na bardziej wytrwałych czeka pozostała trasa. Niedaleko harcerskiej przystani w Osieku, za jazem można przedostać się do jeziora Wielgie w Dobiegniewie i dalej Mierzęcką Strugą (Mierzęcinką) aż do Drawy. Na tym szlaku czekają i przenoski, i wodna elektrownia, i przedzieranie się niekiedy przez trzciny.

Jak to pisał pan Melchior? Jest tak wąsko, że „pióro wiosła o oba brzegi uderza”. Przepłyniemy przez Mierzęcin, gdzie znajduje się pieczołowicie odrestaurowany pałac rodu von Waldow, dziś hotel i ośrodek SPA z pięknym parkiem, ogrodami i winnicami. Za Mierzęcinem rzeczka meandruje, wcina się w głębokie wąwozy, płynie wśród wiekowych buków i dzikiej przyrody aż do ujścia. Wpada do Drawy, ta zaś do Noteci, którą spłynąć można do Warty w Santoku, a potem do Odry i dalej w świat.

Ahoj, przygodo!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.