Niezrównoważony mężczyzna chciał zdobyć broń, a potem niewykluczone, że zabijać dalej. Zamordować zdążył tylko instruktorkę na strzelnicy - dzięki przypadkowi chwilę później obezwładnił go mąż zastrzelonej kobiety. 24-letni Maksymilian S. usłyszał wyrok dożywocia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maksymilian S. ma 24 lata, był leczony psychiatrycznie. Przed rokiem zadzwonił na strzelnicę w Nietoperku pod Międzyrzeczem (woj. lubuskie) i umówił się na kolejną lekcję strzelania z pistoletu. Na obiekcie pojawiał się już wcześniej, nigdy nie sprawiał problemów.

Feralnego dnia przyjęła go 42-letnia instruktorka, a jednocześnie współwłaścicielka strzelnicy. Niedługo później, w trakcie strzelania do tarcz, obrócił się i wymierzył pistolet w klatkę piersiową kobiety. Łącznie oddał co najmniej trzy strzały, ostatni z najbliższej odległości w głowę ciężko rannej ofiary.

Mąż zabitej kobiety był w tym czasie na strzelnicy. Kosił trawę nieświadomy tragedii. Wkrótce stanął jednak oko w oko z napastnikiem. S. podbiegł do niego z bronią w ręku. Chciał zabić i - najprawdopodobniej - ulotnić się z pistoletem. Tym razem broń jednak nie wypaliła.

– Nagle widzę, że ktoś do mnie podbiega, mierzy z broni i mówi „ciebie też!”. Dwukrotnie nacisnął na spust. Do końca życia nie zapomnę jego zdziwienia, że pistolet nie wypalił – relacjonował mąż zamordowanej kobiety w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Współwłaściciel strzelnicy zapewniał później, że pistolet nigdy wcześniej się nie zaciął (mowa o CZ 85 Combat - kaliber 9 mm). Ten zbieg okoliczności pozwolił mu jednak przeżyć, a chwilę później obezwładnić zabójcę. Jest byłym policjantem, zareagował odruchowo.

Maksymilian S. został zatrzymany, trafił do aresztu, usłyszał zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa kolejnej osoby. W międzyczasie okazało się, że przed dokonaniem zbrodni leczył się w szpitalu psychiatrycznym w Międzyrzeczu.

Sąd nie miał wątpliwości

Proces Maksymiliana S. był bardzo szybki. Wyrok zapadł w minionym tygodniu, nieco ponad rok od morderstwa. Sąd Okręgowy w Gorzowie skazał go na dożywocie. Mężczyzna nigdy nie przyznał się do winy.

- Skazany utrzymywał, że strzały w kierunku kobiety padły przypadkowo, natomiast do mężczyzny pobiegł po pomoc. Takie samo stanowisko zaprezentował w sądzie, dodatkowo wskazując, że gdy padły przypadkowe strzały wobec kobiety, był w szoku, chciał uciec i nie miał zamiaru strzelać do mężczyzny - mówi sędzia Lidia Wieliczuk, rzeczniczka prasowa gorzowskiego sądu.

Zeznania mężczyzny nie znalazły jednak pokrycia w opinii biegłych z zakresu balistyki i patomorfologii. Ci stwierdzili, że strzały z uwagi na ich kierunek padły nieprzypadkowo, a Maksymilian S. działał z bezpośrednim zamiarem zabicia kobiety. - Gdyby nie nadzwyczajny splot okoliczności w postaci zacięcia się zamka pistoletu, mąż ofiary również byłby martwy - mówili biegli.

- Pod uwagę wzięto także badania biegłych psychiatrów i psychologa, którzy orzekli, że oskarżony jest osobą w pełni poczytalną, choć rozpoznali u niego osobowość z cechami nieprawidłowymi. W szczególności reprezentuje lekceważący stosunek do norm etycznych i prawnych, skłonność do impulsywnych zachowań - tłumaczy Wieliczuk.

Sąd skazał Maksymiliana S. na dożywocie za zabójstwo kobiety oraz na 15 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa jej męża, wymierzając mu łączną karę dożywotniego pozbawienia wolności.

- Zdaniem sądu tylko kara dożywocia będzie karą sprawiedliwą. Oskarżony z uwagi na jego cechy osobowościowe, mimo pełnej poczytalności, nie daje gwarancji na przyszłość poszanowania norm prawnych i etycznych. Tylko kara izolacyjna w najwyższym jej wymiarze spełni swoje zadanie - wyjaśnia Wieliczuk.

Wyrok nie jest prawomocny.

Przypadek powstrzymał kolejne zabójstwa?

Z uwagi na niechęć oskarżonego do współpracy i jego wypieranie się celowego zabójstwa, śledczym nie udało się ustalić motywu jego działań. Przypuszczali jednak, że mężczyzna chciał zdobyć broń, a później być może dokonać także kolejnych zabójstw.

„Super Express” sugerował, że Maksymilian S. chciał zostać „polskim Breivikiem”. Potwierdzać to miały historię zasłyszane przez dziennikarzy od ludzi, którzy go znali. Bulwarówka donosiła też o sporządzonej przez niego liście 48 osób, które planował zabić, a także zeznaniu z przesłuchania, gdzie mężczyzna miał powiedzieć, iż żałuje, że nie zdążył zastrzelić więcej osób.

Kluczowe doniesienia zdementowała jednak prokuratura. Listy domniemanych ofiar nigdy nie udało się odnaleźć, choć mieszkanie S. skrupulatnie przeszukano, zabezpieczono też jego komputer i telefony. Mężczyzna nigdy nie wspomniał też o planach zabicia kolejnych osób.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej