Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkańcy, ale też włodarze Słubic i Frankfurtu, nie kryli radości - na otwarcie granicy naciskali od dłuższego czasu, tłumacząc, że oba miasta są ze sobą ściśle powiązane, podobnie jak ich mieszkańcy, z których wielu pracuje w kraju sąsiadów. Z powodu pandemii koronawirusa ruch na przejściach był w większym lub mniejszym stopniu ograniczony przez prawie trzy miesiące.

W trakcie fety na granicy spotkali się burmistrzowie obu miast. Najpierw przybili zaciśnięte pięści, tzw. żółwika, a chwilę później wpadli sobie w ramiona. Gest przyjaźni zainicjował Mariusz Olejniczak, burmistrz Słubic.

„Zdjęcie obiegło świat jako symbol zjednoczenia, przyjaźni i solidarności między ludźmi oraz narodami”- podaje oficjalna strona urzędu miasta we Frankfurcie.

Kiedy jednak emocje opadły, Wilke zdał sobie sprawę, że ściskając się z Olejniczakiem, złamał zasady rygoru sanitarnego, przede wszystkim zachowania społecznego dystansu. Pokajał się do tego stopnia, że sam na siebie złożył doniesienie do miejskiego urzędu zdrowia. We wniosku prosi o rozpatrzenie sprawy bez względu na jego stanowisko.

„Decyzja dotycząca prawnej oceny doniesienia na samego siebie oczekiwana jest w tym tygodniu” - czytamy w komunikacie na oficjalnej stronie Frankfurtu nad Odrą.

„Sytuacja, w której Mariusz i ja przytuliliśmy się na krótko, miała w sobie coś wyzwalającego. Poczułem ciężar, który spadł na wielu mieszkańców naszych miast. Nasze działanie, jako przedstawicieli tych ludzi, nigdy nie było dla mnie bardziej autentyczne niż w ciągu tych trzech sekund. Gest nie był planowany, ale był ważny. Było to jednak naruszenie zasad, za które muszę odpowiedzieć tak, jak każdy obywatel” - skomentował sprawę na miejskim portalu Wilke.

Dla „Wyborczej” zachowanie Wilkego skomentował burmistrz Słubic. Przyznaje, że o doniesieniu dowiedział się wczoraj późnym popołudniem.

- Nie mam jeszcze na ten temat konkretnych informacji. Dzisiaj moi pracownicy są we Frankfurcie, po ich powrocie pewnie dowiem się więcej - mówi Mariusz Olejniczak. Nie ukrywa, że obaj z Wilkem ulegli emocjom. - Nie widzieliśmy się przez trzy miesiące, a jesteśmy miastami i samorządami, które od lat ściśle ze sobą współpracują. Mamy bardzo dobry kontakt i dobrze się rozumiemy. Owszem, wiedzieliśmy, że mamy podejść i przywitać się jedynie łokciem czy tzw. żółwikiem, ale emocje zrobiły swoje - tłumaczy.

- Trudno mi powiedzieć, czy burmistrz Wilke zrobił dobrze, składając doniesienie. Nie mnie to oceniać. Osobiście stoję na stanowisku, że gdybyśmy mieli zrobić to drugi raz, to żaden z nas by się nie zawahał. Świetnie współpracujemy, dobrze się rozumiemy i myślę, że ten przyjacielski gest tylko zacieśni nasze stosunki - dodaje Olejniczak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.