Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z pierwszych doniesień mieszkańców Strzelec Krajeńskich wynikało, że małżeństwo w obawie przed pandemią koronawirusa przestało wychodzić z mieszkania, także by robić zakupy. A gdy skończyły się zapasy, staruszkowie byli zbyt słabi, by dojść do sklepu i uzupełnić żywność. W mieście pojawiła się plotka, że oboje umarli z głodu, bo zawiódł ośrodek pomocy społecznej. Ale przed takim postawieniem sprawy wzbraniają się na razie śledczy.

– Dziś nie mamy żadnych dowodów na to, by małżeństwo umarło śmiercią głodową. Bezpośrednią przyczyną zgonu obu osób była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa – mówi prokurator Łukasz Gospodarek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie i przyznaje, że to wstępna analiza sekcji zwłok. Na tę szczegółową przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

– Zazwyczaj otrzymujemy ją w ciągu miesiąca, czasami dwóch. Dziś, z uwagi na sytuację epidemiczną, wszystkie terminy są spóźnione. Trudno nawet oszacować, kiedy możemy te wyniki otrzymać – mówi prokurator.

Mąż umarł pierwszy, potem żona

84-latek i 82-latka mieszkali w bloku na osiedlu w Strzelcach Krajeńskich. We wtorek, 19 maja, zaniepokojeni sąsiedzi, wezwali policję. Wyważono drzwi. W pokoju znaleziono ciała małżonków. Nie miały na sobie śladów obrażeń. Lekarz orzekł, że mężczyzna musiał umrzeć kilka dni przed żoną.

Sąsiedzi małżeństwa w materiale TVN wskazywali, że kobieta pół roku wcześniej była hospitalizowana, od tego czasu wymagała pomocy. Sąsiedzi zwrócili się do opieki społecznej o pomoc, ale ośrodek nie objął ich wsparciem. Pracownik nie zastał małżeństwa w domu, a gdy skontaktował się z rodziną, ta miała odmówić pomocy, mówiąc, że staruszkowie jej sobie nie życzą. Ponowny monit ośrodek otrzymał tuż przed śmiercią mężczyzny. Wówczas sąsiadka małżeństwa alarmowała, że starszy pan źle wygląda, prosi o pomoc w zrobieniu zakupów. Ale i tym razem pracownikom pomocy społecznej nie udało się dotrzeć do małżeństwa. Nikt nie otworzył im drzwi. Urzędnik miał poprosić sąsiadów, by w razie wątpliwości wezwali policję. Ale gdy to zrobiono, małżeństwo już nie żyło.

– To mała społeczność, sprawa bulwersuje, wokół jej namnożyło się wiele historii. Ludzie poza protokołem mówią jedne rzeczy, które niekoniecznie chcą powtórzyć pod rygorem odpowiedzialności karnej – mówi prokurator Gospodarek. Choć z drugiej strony przyznaje, że śledztwo wszczęto z art. 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci.

– Sprawdzamy, czy istniała możliwość udzielenia im pomocy, czy ktoś nie dopełniając swoich obowiązków, się do niej przyczynił. Śledztwo prowadzimy pod kątem zaniedbań służb do tego powołanych – mówi prokurator Łukasz Gospodarek.

Niewydolność krążeniowo-oddechowa jest najczęstszą przyczyną zgonów przy zakażeniu koronawirusem. Czy małżeństwo mogło umrzeć, bo było chore na COVID-19? Śledczy nie potwierdzają ani tego, by małżeństwo było nosicielem SARS-CoV-2, ani tego, czy zlecono badania w tym kierunku.

– Czekamy na wyniki sekcji – ucina prokurator Gospodarek.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.