Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środku pandemii radni postanowili zabezpieczyć również siebie. Chodziło o diety, czyli pieniądze, które radny dostaje jako rekompensatę za utracone korzyści, w czasie kiedy pełnił obowiązki radnego. Za każdą nieobecność na sesji czy posiedzeniu komisji tracili z tej diety kilkaset złotych. Uznali (część z nich) więc, że to niesprawiedliwe, skoro mogą usprawiedliwić swoją nieobecność np. chorobą.

Z inicjatywą wyszedł przewodniczący rady Jan Kaczanowski. - Były przypadki, że radni chorowali przez długie tygodnie i nie mogli brać udziału w pracach rady. Są ludźmi, jak wszyscy. Dlaczego pozbawiać ich diety? - uzasadniał.

Uchwałę poparło 16 radnych z klubu Gorzów Plus i klubu PiS oraz Jerzy Sobolewski z Koalicji Obywatelskiej.

Przeciw byli pozostali radni KO (Halina Kunicka się wstrzymała), a także radni klubu Kocham Gorzów (Krzysztof Kochanowski wstrzymał się od głosu).

Większość radnych (w tym prawnicy Patryk Broszko czy Marcin Kurczyna) uznała widocznie, że – jak to twierdziła klasyk tematu - „te pieniądze im się po prostu należą”, albo jak tłumaczył inny: praca dla idei to nie znaczy za darmo.

Radna z "Kocham Gorzów" - Marta Bejnar-Bejnarowicz podczas kwietniowej sesji online wnioskowała w ogóle o zdjęcie tego punktu z porządku obrad, bo w czasie pandemii koronawirusa diety radnych nie są najważniejszym tematem. A poza tym uchwałę uznawała za niezgodną z prawem, przewidując, że wojewoda ją uchyli rozstrzygnięciem nadzorczym. Tak też się teraz stało.

Przypomnijmy, że radni w przyjętej uchwale określili, że wprawdzie za każdą nieobecność na sesji lub posiedzeniu komisji mają potrącane z diety (przeciętnie dieta to ok. 2 tys. zł) 10 proc., ale podali wyjątki: zwolnienie lekarskie, podróż służbowa radnego, nieobecność z powodu reprezentowania rady w innym miejscu na polecenie przewodniczącego.

O ile wyjazd służbowy związany z pełnieniem mandatu radnego czy reprezentowanie rady to logiczne wyjątki, to ten odnoszący się do zwolnienia chorobowego stoi w sprzeczności z samą istotą diety radnego.

Prawnicy wojewody uznali, że uchwała narusza ustawę o samorządzie gminnym. Podkreślają, że radny pełni swoją funkcję SPOŁECZNIE. Dieta nie jest więc wynagrodzeniem za pracę, ale ekwiwalentem za utracone zarobki lub korzyści, które radny mógłby osiągnąć w czasie, kiedy uczestniczył w pracach rady. Tak więc na zwolnieniu lekarskim, skoro nie wykonuje obowiązków radnego, nie ponosi związanych z tym kosztów. A co za tym idzie, nie należy mu się dieta za ten czas.

Wojewoda zdecydował o uchyleniu kwietniowej uchwały w całości. Dwa niebudzące zastrzeżeń wyjątki były już wymienione w poprzedniej uchwale regulującej wysokość diet, która w tej sytuacji ciągle obowiązuje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.