Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Minęła dekada, od czasu kiedy oficjalnie powołano nową instytucję kultury w Gorzowie.

Relację z tego pamiętnego dla miasta dnia publikujemy w WYBORCZA CLASSIC GORZÓW.

Przez następny rok ukończono budowę pięknego i kosztownego obiektu, skompletowano zespół utalentowanych muzyków. I choć na początku gorzowska orkiestra liczyła niespełna 30 artystów plus wybitny dyrygent Piotr Borkowski, to na koncercie inauguracyjnym było duże wsparcie, bo program był wymagający.

KLIKNIJ NA ZDJĘCIE i ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ Z BUDOWY FILHARMONII I INAUGURACJI

Budowa Filharmonii Gorzowskiej (2009)Budowa Filharmonii Gorzowskiej (2009) Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

Na scenie: wystąpiło 160 artystów. Das Brandenburgische Staatsorchester z Frankfurtu wraz z Orkiestrą Kameralną Filharmonii Gorzowskiej, Chór Akademii Sztuki w Szczecinie, chór Singakademie oraz soliści: Anna Molina (sopran), Agnieszka Rehlis (mezzosopran), Aleksander Kunach (tenor) i Rainer Scheerer (bas). Wszyscy pod batutą Piotra Borkowskiego. Na widowni: grubo ponad 600 słuchaczy. Wśród nich znane osobistości, jak Elżbieta Penderecka, Krystyna Prońko, krytycy muzyczni i szefowie filharmonii z kraju, przedstawiciele firm fonograficznych, muzycy i dyrygenci. Ze sceny: monumentalne dzieło Ludwiga van Beethovena: IX Symfonia d-moll. Już przed koncertem prezydent Tadeusz Jędrzejczak był pewien, że się uda. Nie tylko inauguracja. - Uda nam się na pewno, bo zaczynamy na wysokim poziomie. Nie od walców Straussa, ale od razu od "Dziewiątej" Beethovena - powiedział "Gazecie".

W ramach WYBORCZEJ CLASSIC GORZÓW przypomnijmy rozmowę z ówczesnym prezydentem miasta w dniu otwarcia filharmonii.

Dariusz Barański: W finale IX Symfonii chór śpiewa do słów Schillera: "O radości, iskro bogów...". Czuje pan radość? Może ulgę, że pewien etap tworzenia filharmonii ma pan już za sobą?

Tadeusz Jędrzejczak, prezydent Gorzowa (1998-2014): Pewnie, że się cieszę. To jest dla nas wszystkich spełnienie marzeń. O konieczności budowy sali koncertowej i powołaniu orkiestry mówiło się od wielu lat. Dziś mamy piękny, nowoczesny obiekt i powinniśmy być z niego dumni. Czuję ulgę, że skończyliśmy pewne zadanie. Ale też jest to wyzwanie, bo taką filharmonię otwiera się raz. Teraz przekonamy się, czy obiekt podoba się gorzowianom, czy są z niego zadowoleni.

A pan jest zadowolony z tego, co przygotowali menedżerowie filharmonii?

- To program na początek, do końca czerwca. Ma pokazać wszystkie możliwości tej sali. Ale bardzo ciekawe są również plany na jesień. Najważniejsze było, aby rozpocząć, a teraz na bieżąco przyglądać się, jak to funkcjonuje.

Kultura w Gorzowie, zwłaszcza muzyczna, przeżywa duży skok.

- Wchodzimy na wysoki, zawodowy poziom artystyczny, ale też organizacyjny. Tu mogą być prezentowane różne formy muzyczne, łącznie z baletem, dla którego jest kupiona specjalna płyta. To będzie drugie po teatrze miejsce, w którym będzie można prezentować sztukę na najwyższym poziomie. A za kilka miesięcy będziemy mieli też amfiteatr na kilka tysięcy widzów. On będzie związany z Centrum Edukacji Artystycznej o tyle, że na tej scenie będzie można latem organizować duże imprezy.

Będziemy budować dalej?

- Musimy przede wszystkim wybudować szkoły artystyczne. Mamy wspaniałych absolwentów, zarówno w dziedzinie muzyki, jak i sztuk plastycznych. Trzeba im tylko stworzyć odpowiednie warunki. A potem tędy przerzucimy kładkę nad ul. Walczaka łączącą amfiteatr, szkoły i filharmonię. Powstanie duży kompleks kulturalny w kilkudziesięciohektarowym parku. Szkoły należy zbudować, aby obiekty się uzupełniały. Planujemy organizowanie międzynarodowych kursów mistrzowskich. Już w tym roku do Piotra Borkowskiego przyjeżdżają jego studenci z Korei. O to właśnie chodzi, żeby przyjeżdżali muzycy z całego świata i uczyli się u naszych mistrzów. Wtedy CEA będzie żyć przez cały rok.

Nasza orkiestra stanie się ambasadorem Gorzowa na zewnątrz?

- Oczywiście. Nie po to tylko powstała, aby grać w piątek o 19. Chcemy wyjść szeroko na Polskę, na Niemcy i na Europę. Zaprosiliśmy burmistrzów, merów naszych miast partnerskich. U nich przecież są również orkiestry, chóry. Chcemy nawiązać stałą współpracę z orkiestrą z Frankfurtu, która jest w czołówce niemieckich zespołów. Nasz koncertmistrz jest z Opery Berlińskiej, która z pewnością będzie naszym partnerem w wymianie artystycznej. Liczymy na taką współpracę również z Filharmonią Zielonogórską i instytucjami z całej Polski. Piotr Borkowski dyryguje też innymi orkiestrami w Europie, jest członkiem jury konkursów i festiwali. Chcemy z tego skorzystać.

Będziemy rozwijać orkiestrę?

- W kolejnych latach będziemy zwiększać zatrudnienie, aby dojść do pełnego składu symfonicznego. Wtedy będzie można grać pełny repertuar. Ci muzycy, którzy już są u nas, to w większości młodzi ludzie. I bardzo ambitni. Bardzo dobrze się czują w tym obiekcie. Oni po porannej próbie całego zespołu mają popołudniami zajęcia w sekcjach, a wieczorem ćwiczą na następny dzień do 10-12 w nocy.

Ludzie są ciekawi nowego, frekwencja pewnie dopisze. Ale co potem?

- Trudno oczekiwać, że wszystkie koncerty będą przy pełnej sali. Po tych pierwszych tygodniach siądziemy na spokojnie i zastanowimy się, co poprawić, co się udało. Trzeba też pamiętać, że CEA ma funkcję edukacyjną, będą więc też zajęcia dla dzieci popularyzujące muzykę. Nie chcemy bylejakości. Dobry poziom na pewno spowoduje, że ludzie będą chcieli tu bywać. Ja zawsze mówię: musi być "event". Jak jest "event", to jest i publiczność. Ta filharmonia jest jednym z takich moich marzeń, żeby ludzie w moim rodzinnym mieście mogli żyć i spełniać wszystkie swoje potrzeby. I większość mieszkańców ma potrzeby kulturalne, trzeba im było tylko stworzyć odpowiednie warunki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.