Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Nie chcemy jałmużny. Dajcie nam pracować” - napisała na transparencie Paulina Jarosz. Z koleżanką rozwinęły płachtę przed mostem granicznym w Gubinie w woj. lubuskim. Z nimi zaprotestować przyszło ponad pół tysiąca osób. Dla nich „twarde” zamknięcie granicy z powodu epidemii koronawirusa oznacza jedno: rozłąkę z rodziną, utratę pracy i środków do życia.

Po drugiej stronie Nysy, w Guben, zebrało się też kilkaset osób. Niemcy, Polacy. Machają do siebie, pozdrawiają, krzyczą „Trzymajcie się”. - Widzę moją siostrę - wzrusza się jedna z kobiet. Stoi obok dziewczyny z transparentem „Wpuście nas do domu”.

W piątek późnym popołudniem pokojowe demonstracje odbyły się także na innych przejściach m.in w Słubicach/Frankfurcie i Łęknicy/Bad Muskau.

Petycja do Morawieckiego

Paulina męża od ponad trzech tygodni widziała jedynie w telefonie. Pracuje w niemieckim tartaku za Nysą Łużycką. Gdyby chciał wrócić do domu, czeka go przymusowa kwarantanna i pewnie utrata pracy. A na to pięcioosobowa rodzina nie może sobie pozwolić. - Bo nasze państwo nam przecież nie pomoże - mówi.

Wrzuciła do sieci petycję do premiera Mateusza Morawieckiego, by przywrócił ruch transgraniczny. - Bo nie chodzi nam o pełne otwarcie granicy. My tam chodzimy do pracy, nie na zakupy, nie bawimy się w turystów. Pracujemy na godne życie, sami chcemy o siebie zadbać. My nie dostajemy tych wszystkich „plusów”, nikt do nas nie dokłada.

Petycję podpisało blisko 3,5 tys. osób. Większość internautów popiera przywrócenie pracowniczego ruchu granicznego, ale są i drwiny, i zwykły hejt. - Jak chcą euro u Niemca, to niech się nie pchają tu z koronawirusem.

- Odpisałam pewnej pani, że jak chce, to z chęcią sprzedam dom, samochód i się przeprowadzę do Niemiec. Tylko niech mi córkę weźmie w opiekę, bo uczy się w szkole mundurowej.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

A ja mieszkam w Niemczech

Iga mówi, że jest przypadkiem odwrotnym. Wypisała na małym transparencie: „Mieszkam w Niemczech, firmę mam w Polsce”. Mieszkanie ma 300 metrów „za mostkiem”, w kamienicy na wprost granicznego szlabanu. - Wynajęłam na jakiś czas, jak to wszystko tąpnęło, wzięłam jedną walizkę. Wszystkie ciuchy tam zostały, dokumenty. Prawie w jednych ciuchach chodzę - opowiada. W Gubinie prowadzi kwiaciarnię. - Wróciłam, bo nie chciałam zostawić z niczym trzech moich pracowników - tłumaczy. - Najbardziej boli, że rządzący nie rozumieją tego, co się tu dzieje. Nie jeździmy w jedną lub drugą stronę dla przyjemności, tylko żeby zarabiać na życie.

Pociągiem do Berlina

Anka z trzema koleżankami sprzątały w berlińskich hotelach. Przechodziły do Guben na stację kolejową, dwie godziny jazdy i były w pracy. Powrotny pociąg późnym popołudniem. - Niby drogo i 12 godzin poza domem, ale naprawdę wystarczało na przyzwoite życie - opowiadają. Mówią, że praca na nich czeka, wrócą od razu, ale to nie takie proste. Bo nie ma powrotu do domu, kwarantanna cię załatwia.

- Czekamy. I nie możemy odebrać pieniędzy, bo są na niemieckich kontach. Nie wypłacimy kasy w polskim bankomacie. Biuro rachunkowe mamy tam - tłumaczą.

- A koronawirus? Nie boicie się?

- Gdybyśmy się miały zarazić, to już dawno by się to stało. Prawda jest taka, że w tych hotelach, gdzie pół świata przyjeżdża, trudniej o wirusa niż w szpitalu, tak wszystkiego pilnują.

Maciej, tęgi mężczyzna z siwą brodą, mówi, że jeszcze miesiąc przeżyje bez pracy, a potem oszczędności się skończą. starczyłoby na więcej, ale nie może sobie pójść do Guben i wypłacić z bankomatu.

Pod Guben bierze różne zlecenia. Montuje ogrodzenia, automaty elektryczne przy bramach. - Trzech facetów z mojej rodziny zostało w Niemczech. Muszą pracować, bo kto wyżywi rodzinę. I siedzą tam odcięci od świata. Nie zaryzykują powrotu, bo stracą robotę.

Wkurzają go, jak i innych demonstrantów, kierowcy dostawczaków. Widzą, jak swobodnie przejeżdżają przez granicę. - A co oni to z innej gliny? To nie kierowcy tirów. Co oni nie zagrażają, a my tak? - denerwują się.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Jak za NRD

Czesław Fiedorowicz, rodowity gubinianin i szef euroregionu Sprewa-Nysa-Bóbr, macha znajomym po drugiej stronie rzeki. - Czuć tu wspólnotę. Naszła mnie taka refleksja. Pamiętam, jak tak machaliśmy w latach 60. Ale Nysa była jak żelazna kurtyna, a niemieckie miasto było w NRD i nazywało się Wilhelm Pieck Stadt Guben. Potem było otwarcie granicy na początku lat 70. i znowu „zasuwa” za „Solidarności”, bo NRD bało się kontrrewolucji. Teraz to tak naprawdę jest jedno euromiasto. Gubin nie poradzi sobie bez pracy w Niemczech, a sklepy i firmy w Guben będą bez nas plajtować - komentuje Fiedorowicz.

Popiera postulaty protestujących. - Utrzymywanie obecnego stanu nie ma większego sensu. Przywrócenie ruchu transgranicznego jest konieczne. Można wprowadzić konkretne rygory. Powiedzieć, kto może przekraczać granicę, gdzie może jechać, a gdzie nie. Ludzie na pewno się podporządkują, zrozumieją.

Burmistrz: Cierpimy razem

Na proteście w Gubin nie było wielu polityków. Przyjechała Anita Kucharska-Dziedzic, posłanka Lewicy. - Rząd powinien się otrząsnąć. Bo czy w czasach pandemii potrzeba Polsce jeszcze 200 tys. bezrobotnych, bo na tyle szacuje się pracowników transgranicznych? Na pewno nie.

Bartłomiej Bartczak, burmistrz 17-tysięcznego Gubina, ocenia, że z pracy w niemieckich fabrykach, magazynach, sklepach żyje do tysiąca rodzin, a to już kilka tysięcy mieszkańców.

- Cierpimy po obu stronach rzeki. Handel leży u nas, ale i leży w Guben. Coraz trudniej się żyje.

Bartczak z Fredem Mahro, burmistrzem Guben, napisali wspólny list do ministra Mariusza Błaszczaka. Po polsku i niemiecku proszą o zniesienie obowiązkowej kwarantanny dla mieszkańców pogranicza.

- Tu, na pograniczu, wszyscy jesteśmy przekonani, że restrykcje są dotkliwe i niepotrzebne. Mam jednak wrażenie, że inaczej to wygląda z perspektywy stolicy i nie tylko władz. Mój znajomy z Warszawy ostatnio mi powiedział, o co wam chodzi. Nie chcecie, by granica broniła przed koronawirusem, to przesuńcie ją za rogatki Guben i będzie po sprawie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.