Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Organizatorzy rozgrywek życzyliby sobie, aby w sezonie 2020/21 w Energa Basket Lidze Kobiet znów wystartowało 12 drużyn. Pamiętamy jednak, jaki był kłopot, aby zebrać tyle ekip kilkanaście miesięcy temu. Ostatecznie się udało, ale niektórzy zaczynali z opóźnieniem, a los innych do końca wisiał na włosku. Trudno uwierzyć, aby po koronawirusie, a właściwie, próbując wracać z nim do normalności, w nowej rzeczywistości, którą wokół siebie zastajemy, kobieca elita koszykówki działała bez szwanku. Z każdej strony słychać, że to nie będzie problem tylko tej ligi, ale większości, które nie posiadają znacznych wpływów od sponsora tytularnego czy telewizji. Trzeba też poczekać na weryfikację budżetów miast, również demolowanych przez koronawirusa.

- Niestety sport w tej rzeczywistości zostanie na liście zmartwień na szarym końcu - przyznał Krzysztof Cegielski, wychowanek gorzowskiego żużla, który dziś wspiera polskich zawodników, mąż Justyny Żurowskiej-Cegielskiej. Ikona gorzowskiej koszykówki (dziewięć lat w naszym zespole i cztery medale) ostatnio w barwach Wisły Kraków zagrała tylko cztery mecze, bo spodziewa się drugiego dziecka.

Z rozgrywkami EBLK rozstaliśmy się 8 marca, rywalizacja została zakończona po sezonie zasadniczym. Koszykarki nie zdążyły rozegrać ostatniej kolejki oraz fazy play-off. Złote medale trafiły do Arki Gdynia, srebrne do Artego Bydgoszcz, a brązowe do gorzowianek.

Pamiętamy, że z racji przedwczesnego końca wszystkie zespoły zachowały miejsce w ekstraklasie. Inna sprawa, ile z nich będzie w stanie wrócić do gry. Polski Związek Koszykówki oferuje nieodpłatnie tzw. dzikie karty klubom, które zostały sklasyfikowane na dwóch czołowych miejscach w pierwszej lidze - MKS-owi Pruszków i Zagłębiu Sosnowiec. 40 tys. zł musiałyby zapłacić Arka II Gdynia, SKK Polonia Warszawa (trzecia i czwarta pozycja w pierwszej lidze), a pozostałe ekipy, jeśli zamarzyłyby się im występy w ekstraklasie - 60 tys zł. Wnioski będą zbierane do 1 lipca. Oczywiście opłata to jedno, a dalej trzeba spełnić wymogi licencyjne.

Pierwsza o poważnych kłopotach poinformowała Ślęza Wrocław (mistrz Polski 2017). Prezes klubu Katarzyna Ziobro przyznała, że będzie olbrzymi kłopot z zebraniem budżetu na seniorki. - W tak trudnym czasie dla wszystkich, gdzie ludzie martwią się o miejsca pracy, być może trzeba zrobić krok w tył, aby potem skuteczniej ruszyć naprzód i wrócić do elity - powiedziała.

Kto następny? Znaki zapytania można postawić przy co najmniej kilku ekipach EBLK.

W rządowych planach znoszenia ograniczeń związanych z koronawirusem, które nie posiadają dokładnych dat, w trzecim etapie mamy wydarzenia sportowe do 50 osób, ale wyłącznie w otwartej przestrzeni i bez udziału publiczności. Pesymiści twierdzą, że nawet do końca roku, a może i dłużej, nikt nie odważy się wpuścić kibiców na trybuny w halach.

Jak zatem miałyby funkcjonować koszykarskie rozgrywki kobiet, czy ich start powinien zostać wstrzymany? Z jaką jakością wróci EBLK i czy jest sens występów przy pustych trybunach? Tu też słychać przeróżne prognozy. Wielu jest zgodnych, że trzeba zapomnieć o gwiazdach z WNBA. Próg finansowy może być nie do przeskoczenia, ale i czołowe zawodniczki z USA w najbliższych miesiącach zwyczajnie nie będą się kwapiły, aby wrócić do Europy. - Sport kobiet wróci do akademickich ram - to jedna z opinii.

Jeśli morze staje się wzburzone, a ty jesteś na jachcie, to możesz zejść pod pokład i przeżyć. Tam możesz jeść i pić. Ale jeśli siedzisz w kajaku, to jesteś w poważnych tarapatach. Tak Cheri Kempf, komisarz międzynarodowej ligi softbalowej, porównała sytuację sportu mężczyzn i kobiet w czasie koronawirusa.

Więcej można przeczytać w tekście: Czy koronawirus zatopi sport kobiet

Na koniec opinia doświadczonego trenera koszykarskiego Tomasza Herkta, który z reprezentacją Polski kobiet w 1999 r. wywalczył jedyny w dziejach złoty medal mistrzostw Europy: - Do sportu wrócimy na pewno. Hasło „chleba i igrzysk” jest odwieczne. Ale jedno musimy sobie powiedzieć. Będzie biedniej. Mniej pieniędzy dla nas wszystkich, bo gospodarka i sponsorzy sportu odczują skutki pandemii koronawirusa. Trzeba to zrozumieć. Z drugiej strony patrząc, Michael Jordan w swoich czasach miał kontrakty w Chicago Bulls znacznie niższe niż współczesne gwiazdy NBA. One znacznie poszybowały w górę od jego czasów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.