Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magdalena Budzyniak regularnie publikuje na Facebooku obrazy lub wizerunki postaci z popkultury, a obok nich swoje przeróbki – zabawne i luźne interpretacje. Tak oswaja kwarantannę z powodu epidemii koronawirusa. Pomysł chwycił, jej znajomi czekają na kolejne części cyklu „Sztuka w czasach zarazy”.

Budzyniak od 10 lat jest w załodze teatru Terminus A Quo. Zagrała w ponad 500 spektaklach. Pochodzi z Wrociszowa, od siedmiu lat pracuje i mieszka w Zielonej Górze.

Rozmowa z Magdaleną Budzyniak

Mateusz Pojnar: Bardzo ci się nudziło i to był sposób na zabicie tej nudy?

Magdalena Budzyniak: Pomysł urodził się nagle. Siedziałam na kanapie i przyglądałam się synowi bawiącemu się koniem na biegunach, a kilka dni wcześniej oglądałam album z obrazami Zdzisława Beksińskiego. Z natury jestem śmieszkiem i moje powołanie to prawdopodobnie robienie sobie jaj, więc od razu zobaczyłam na tym koniu siebie z włosami zasłaniającymi twarz i z przytuloną do siebie lalką. Tak powstała pierwsza przeróbka. Wtedy jeszcze nie myślałam, że będziemy tak odizolowani, więc po prostu to było kolejne zdjęcie z serii: a macie, pośmiejcie się ze mnie, przecież wiem, że lubicie.

Zainteresowanie tymi przeróbkami było i jest duże, lajki się sypią. Od dawna interesujesz się sztuką?

- Zależy, co masz na myśli, mówiąc „sztuka”, bo sztuka jako teatr jest w moim życiu już od pierwszej klasy podstawówki, kiedy to nasza wychowawczyni założyła szkolny teatrzyk Pinezka.

Malarstwo też dość szybko u mnie zagościło, bo okazało się, że mam talent plastyczny – uwielbiałam rysować. Obrazami innych artystów zaczęłam interesować się dopiero w liceum. Najpierw moją wielką miłością był Salvador Dali. Beksińskiego poznałam niedługo potem i do tej pory to mój malarz-mistrz. A szczególnym uczuciem darzę też Fridę Kahlo, meksykańską malarkę, której większość twórczości to autoportrety. Nie wiem dlaczego, ale w jej obrazach oglądam się jak w lustrze.

Ale na Facebooku przerobiłaś też m.in. Leonarda, Vermeera, Goyę czy Chełmońskiego. Dlaczego akurat ci artyści cię zainspirowali?

- Nie ma na to pytanie konkretnej odpowiedzi. Jak studiowałam kulturoznawstwo, dużo czasu spędziłam na zapoznawaniu się z różnymi artystami i wiele z ich dzieł zapadło mi w pamięć. Mam w domu albumy, z których czerpię inspiracje, znajomi również wysyłają mi obrazy, które chcieliby, żebym odtworzyła.

Które przeróbki uważasz za najbardziej udane?

- Wydaje mi się, że najlepiej wyszła mi „Dziewczyna z perłą” Johannesa Vermeera i „Diego w moich myślach” Fridy Kahlo. Po reakcji ludzi wychodzi na to, że najlepsze jest „Babie lato” Józefa Chełmońskiego.

Jakie były reakcje znajomych, kiedy zaczęłaś wrzucać te interpretacje do sieci?

- Oni wiedzą, że można się po mnie spodziewać poprawy nastroju [uśmiech]. Pod pierwszą przeróbką dostałam komentarze i wiadomości, że proszą o więcej, więc cóż innego mi pozostało? Dla mnie to świetna zabawa.

Wiele osób pisze mi też, że moja kwarantanna artystyczna jest dla nich jedną z niewielu miłych odskoczni od tej burej codzienności. Mówią, że czekają na kolejne dzieła. I jak ja mam nie wrzucić następnego? Czuję się zobowiązana!

Trafiłaś też na popularny na Facebooku fanpage „Chu... Pani Domu”. Obserwuje go ponad 860 tys. ludzi. Byłaś zaskoczona?

- I ponad 10 tys. osób polubiło ten post! – to mnie na pewno zaskoczyło. Ale to, że tam trafiłam, niekoniecznie, bo sama się do Magdy, która prowadzi tę stronę, odezwałam. Co nie zmienia faktu, że niezwykle mnie jara to, że tylu osobom się to podoba, i to poza moimi znajomymi.

Jak długo zamierzasz ciągnąć tę akcję i wrzucać nowości? Nie boisz się, że ci się to znudzi?

- Znudzenia się nie boję, bardziej braku pomysłów. Przyznam szczerze, że mi od tej izolacji też już trochę siada na głowę: nie chodzę do pracy, całe dnie spędzam z prawie 2-letnim dzieckiem, które jest bardzo wymagające i potrzebuje dużo uwagi. Ciekawe, po kim to ma...

Nudy więc się nie obawiam, bo daje mi to dużo radochy – boję się, że pomysły już nie będą tak świeże. Albo tego, że będę patrzeć na obraz i nie będę widzieć go w wersji budzyniakowej.

Nie ukrywam, że staram się, by to odtwarzanie nie było takie jota w jotę. Przemycam akcesoria codziennego użytku, postacie z obrazów w sytuacjach domowych – np. Frida Kahlo w maseczce i z kawą.

Ile to będzie trwało? Nie wiem. Na pewno do momentu, aż koronawirus się wyniesie.

A czyje malarstwo, jaką literaturę i muzykę poleciłabyś na ten okres epidemii i izolacji?

- Z malarstwa zawsze każdemu polecam Beksińskiego i Fridę Kahlo, bo to moje numery jeden.

Jeśli chodzi o literaturę, to akurat jestem w trakcie czytania „Szklanego klosza” Sylvii Plath – bardzo wciągająca powieść. Polecam też książki reporterki Justyny Kopińskiej: „Polska odwraca oczy”, „Z nienawiści do kobiet”, „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” – trzy mocne, zmuszające czytelnika do refleksji pozycje.

Muzykę dzielę na pory roku. Na mojej playliście wiosennej jest Lao Che, albumy „Gospel” i „Dzieciom”, prawie wszystkie utwory Phila Collinsa, którego uwielbiam od lat. Wiosna to również The Prodigy, Bitamina, soundtrack z filmu „Dirty Dancing” i album Zbigniewa Wodeckiego z Mitch&Mitch – „1976: A Space Odyssey”.

Teraz znowu bardziej modne stały się książki. Ty na kwarantannie nadrobiłaś zaległości w lekturach?

- Z tym nadrabianiem wcale nie jest tak łatwo z takim brzdącem, jakiego mam na warsztacie! Staram się czytać w każdej wolnej chwili, ale poza rozwijaniem się wewnętrznie stawiam też na sport, który zajmuje ważne miejsce w moim życiu. W tym dziwnym czasie trzeba znaleźć złoty środek, żeby nie zwariować.

Marzysz już pewnie, żeby znów wyjść na scenę z Terminusem?

- Nie mogę się tego doczekać! Naprawdę. Bardziej niż długiego, spokojnego spaceru, wyjścia do pracy i innych przyjemności związanych z brakiem obostrzeń – brakuje mi teatru, kontaktu z widownią, moich przyjaciół z zespołu.

W marcu miałam obchodzić swoje 10-lecie. I to równo 10 lat po tym, jak zagrałam swój debiut – 21 marca. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Zrobimy jeszcze taki maraton spektakli, jakiego nie widział nikt!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.