Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Władysław Dajczak, wojewoda lubuski, był przed świętami porannym gościem Radia Zachód. Skrytykował w audycji Elżbietę Polak, lubuską marszałek, bo jego zdaniem to on powinien konsultować zakupy sprzętu medycznego i materiałów ochronnych, które są niezbędne w walce z koronawirusem. Bo to wojewoda odpowiada za sytuację kryzysową w województwie.

– Mam prawo wnosić uwagi, konsultować – tłumaczył Władysław Dajczak, który napisał nawet na marszałek skargę do ministerstwa.

Marszałek tłumaczyła, że Dajczak utrudnia całą procedurę. – Próbowaliśmy konsultować zakupy z wojewodą, ale niestety zamiast współpracy napotkaliśmy mur problemów. Listę stworzyliśmy po rozmowach ze szpitalami, które najlepiej wiedzą, czego im brakuje. Wojewoda to kwestionował, odsyłał do ponownej akceptacji, po prostu utrudniał nam pracę i działał na zwłokę. A zakupy trzeba było zamówić szybko, żebyśmy mogli cokolwiek jeszcze dostać. Na rynku są gigantyczne problemy z zakupem środków i sprzętu medycznego – wyjaśniała marszałek Elżbieta Polak.

Teraz marszałek dopowiada: – 9 kwietnia dostałam od Małgorzaty Jarosińskiej-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej, pozytywną opinię na temat zmian w naszym Regionalnym Programie Operacyjnym w zakresie wydatkowania właśnie na środki ochrony osobistej i sprzęt ratujący życie. Minister w swoim piśmie podkreśla potrzebę podejmowania natychmiastowych działań z uwagi na wyjątkową sytuację. I tak też czynię. Samorząd województwa działa tu i teraz. Czy to się wojewodzie podoba, czy nie – odpowiada marszałek Polak.

Dajczak wyśmiewa polsko-chiński most pomocy

Elżbieta Polak jako pierwsza z marszałków w Polsce sprowadziła do Polski z Chin duży transport środków ochronnych: masek, skafandrów, rękawiczek i gogli. Zamówienie pomogła skompletować firma LUG, która od lat współpracuje z Chińczykami. Dzięki jej dojściom udało się sprowadzić blisko 13 ton materiałów ochronnych, marszałek zapłaciła za nie 5,5 mln zł. To profesjonalny sprzęt, atestowany, na który czekały lubuskie szpitale. Lekarze do tej pory używali amatorskich przyłbic drukowanych na drukarkach 3D czy masek, które szyły w domach krawcowe. Mimo to wojewoda Dajczak wyśmiał pomoc marszałek, twierdząc, że to rząd sprowadza do Polski gigantyczne ilości, a się nie chwali.

– Most polsko-chiński? Rząd działa, są transporty z Chin. Pozostaje mi tylko się uśmiechnąć. Rząd sprowadza ogromne ilości materiałów, ale jeśli samorządy swoimi drogami próbują coś załatwić, to też dobrze. Natomiast marszałek absolutnie nie załatwiła mostu polsko-chińskiego, bo napływają stamtąd płynne dostawy. Mamy zabezpieczonych 15 tys. kombinezonów, bo to są moje obowiązki – mówił z kpiną Dajczak, dwukrotnie powtarzając zwrot „mogę się tylko uśmiechnąć”.

Tyle w teorii. A w praktyce? Gdy niedawno wojewoda zdecydował, że szpital w Sulechowie ma przyjmować ciężarne pacjentki zakażone koronawirusem, lecznicy dodatkowo nie doposażył. Zdeterminowany personel zwrócił się o pomoc do marszałek.

– Tłumaczono, że w biurze wojewody powiedziano im, że to marszałek ma im pomóc, choć to oczywiście zadanie wojewody i rządu. Oczywiście bez zastanowienia pomogliśmy szpitalowi – opowiada „Wyborczej” jeden z pracowników urzędu marszałkowskiego. Przyznaje, że lista potrzeb sulechowskiego oddziału ginekologii i położnictwa miała kilkanaście stron. Marszałek przesunęła pilnie 400 tys. zł, żeby wspomóc szpital i zadbać o bezpieczeństwo rodzących kobiet.

Gdy tworzono jednoimienny szpital zakaźny w Gorzowie na 200 łóżek, z obiecywanych 17 mln zł wojewoda przekazał zaledwie 700 tys. zł. Pomagać musiała więc marszałek.

Polak: Niech wojewoda nazwie to cudem

– Wojewoda próbuje nieustannie sugerować, że samorząd nieracjonalnie wydał 50 mln zł na testy i sprzęt ratujący życie dla szpitali. Brzmi to tak, jakbyśmy zamiast potrzebnych respiratorów i karetek kupowali zabawki i łodzie podwodne. Tymczasem zakupy sprzętu medycznego były i nadal są uzgadniane ze szpitalami i wynikają z ich realnych potrzeb. Były konieczne, bo nie dostały one pomocy od wojewody, który nałożył na nie obowiązek stanu podwyższonej gotowości – przyznaje marszałek Polak. Dodaje, że stawką jest zdrowie i bezpieczeństwo obywateli. „Nie zależy mi na licytowaniu się z wojewodą, kto dał więcej, rząd czy marszałek. Wiem jednak, że najpierw żołnierze, a potem moi pracownicy przeładowali własnoręcznie kilka ton środków ochrony osobistej, które dziś już są fizycznie w szpitalach, a jeszcze kilka dni temu były w Chinach. Skoro wojewoda nie chce tego nazywać mostem, to niech z okazji Świąt Wielkanocnych nazwie to po prostu cudem” – napisała w odpowiedzi Dajczakowi marszałek.

Do tej pory lubuski wojewoda przekazał lecznicom na walkę z epidemią 5,5 mln zł, marszałek – 70 mln zł. Choć to na wojewodzie spoczywa obowiązek zorganizowania pomocy od rządu w sytuacji kryzysowej.

Dla porównania, zamówienie, które pilotowała marszałek, zawierało: 1 mln rękawiczek, 150 tys. maseczek, 35 tys. gogli, 25 tys. kompletnych kombinezonów i 4 tys. przyłbic.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.