Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czego jeszcze nauczy nas epidemia? Starych prawd, że życie jest ulotne. Że warto doceniać najprostsze wartości – rodzinę, bliskość, zdrowie, opiekuńczość, odpowiedzialność, swobodę.

Rozmowa z Marzanną Farnicką

Artur Łukasiewicz: Socjologowie i psychologowie twierdzą, że zamknięci w domach podczas epidemii koronawirusa, odkryliśmy na nowo rodzinę. Tak się dzieje?

Dr Marzanna Farnicka, psycholog, wykłada na Wydziale Pedagogiki, Psychologii i Socjologii Uniwersytetu Zielonogórskiego: Brzmi pięknie. Według mnie sytuacja z koronawirusem stworzyła warunki i nadzieję na odkrycie rodziny, niesie taką szansę. Jednak ta nasza niecodzienna sytuacja, na którą przecież nie byliśmy przygotowani, przez pewien czas wyostrzy rodzinne relacje. Konflikty staną się ostrzejsze, stare nieporozumienia odżyją mocniej. Każdemu z domowników jest trudniej. Sytuacja społecznej kwarantanny w większości rodzin wymusiła zmianę rytmu dnia, sposobu życia, nawyków czy przyzwyczajeń. Inaczej funkcjonujemy: chodziliśmy do pracy, a przestaliśmy (choć pracujemy); biegliśmy do szkoły, a mamy wolne, nauczyciele zadają nam coś przez internet. Nagle skurczyła nam się przestrzeń – ta fizyczna i ta psychiczna. Jedna rodzina sobie z tym poradzi i poczuje, że nareszcie może być dobrze. A inna będzie tęsknić do „starego” trybu życia.

Spoważnieliśmy?

– Wyjątkowość czasu narzuca wręcz, by wydorośleć. To takie naturalne wyzwanie. Stawiamy sobie poważne pytania, które jeszcze miesiąc temu nie przychodziły nam za często do głowy: jak sensownie i odpowiedzialnie się zachowywać, co jest dobre, a co złe. Jak zadbać o najbliższych i o siebie samego. Jak zachować mimo wszystko aktywność, nie popaść w bierność. Dużym problemem zwłaszcza dla najmłodszych stał się brak aktywności fizycznej. Nuda i zmęczenie nicnierobieniem mogą wywoływać okropne samopoczucie, odebrać radość, energię i być źródłem kolejnego stresu czy napięć. Ale mogą też zmusić dorosłych do wspólnego spędzania czasu w atrakcyjniejszy niż do tej pory sposób. Można wskazać, że to taki czas powrotu do pierwotnych funkcji rodziny, czas „rodzinnej reaktywacji – resocjalizacji”.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Nauczyciele narzekali na uczniów, że wybierają smartfona zamiast sportu. Więc tu się niewiele zmieni.

– Zmieni, i to bardzo. Młodzi czerpią energię w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, we wspólnych imprezach. Teraz to znika. Radzenie sobie z tak dużymi ograniczeniami jest bardzo trudne. Chociaż komunikacja wirtualna może zastąpić kontakty face to face, to po pewnym czasie mogą tęsknić do starych form spędzania czasu.

Kiedy w województwie lubuskim wykryto pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem, ruszyła lawina memów. Dziś są rzadkością. Przestaliśmy się śmiać z epidemii?

– Memy, żarty i czarny humor były typową pierwszą reakcją odreagowania. Spotkało nas coś nieznanego, niecodziennego. W Zielonej Górze poczuliśmy się z tego powodu jakoś wyjątkowi. Bo byliśmy pierwsi, tu się to zaczęło. Od żartów przeszliśmy do kolejnego etapu. Poważniejszego. Tego, który mierzy naszą ludzką odporność na codzienne problemy i strachy. Ktoś udźwignie ciężar kłopotów, a ktoś inny sobie nie poradzi, zaczyna mieć stany depresyjne. Dlatego część ludzi szuka pomocy psychologa. W sieci zaczynają działać platformy pomocowe. W akcję włączają się terapeuci, psychologowie. Akcję rozkręca Polskie Towarzystwo Psychologiczne, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, poradnie zdrowia psychicznego. Dzisiaj jest wiele miejsc, do których można zadzwonić czy napisać e-mail.

Pani też prowadzi poradnię. Z czym dzwonią ludzie?

– Skarżą się na zaburzenia lękowe. A każdy ma prawo się bać. Lęki są różne, od globalnych – czy koronawirus wykończy nasz świat jak wielka wojna – po bardzo osobiste i ekonomiczne. Czy stracę pracę, jak się wtedy utrzymam? Co ja wtedy zrobię, gdzie się podzieję?

W tych lękach słychać krzyk bezradności. To bardzo smutne. Lęk ma to do siebie, że narasta, zwłaszcza gdy zewsząd płyną nie tylko różne, ale też czasem sprzeczne informacje, które nie uspokajają. Zaczynamy używać już terminu koronafobia, który zostanie z nami, wejdzie do podręczników.

Czego jeszcze nauczy nas epidemia?

– Starych prawd, że życie jest ulotne. Że warto doceniać najprostsze wartości – rodzinę, bliskość, zdrowie, opiekuńczość, odpowiedzialność, swobodę.

Przeczytałem też, że na nowo prawdy przypominają stare porzekadła. Na przykład że pieniądze szczęścia nie dają, bo koronawirus nie patrzy, kto bogaty, a kto biedny.

– Fakt, aktualna sytuacja uczy równości, a także solidarności. Na co dzień jesteśmy różni, dzieli nas mnóstwo rzeczy: polityka, religia, zainteresowania, zamożność, wrażliwość. A tu mamy coś, co jest wspólnym przeżyciem.

Mamy te same wytyczne, mamy się podobnie zachowywać, obowiązują nas te same i zrozumiałe kody. Koronawirus doświadcza wszystkich, bez względu na to, kim jesteś, gdzie mieszkasz.

To może być przeżycie pokoleniowe?

– Jak najbardziej. Tak jak dla jednej generacji był to stan wojenny czy żałoba po śmierci papieża Jana Pawła II. Kiedy epidemia minie, wiele razy usłyszymy: „Pamiętam, jak w czasie zarazy/pandemii byliśmy tacy pomocni…”. Powrócimy do swojej różnorodności, swoich zajęć i spraw, ale nikt tego czasu życia z epidemią nam nie zabierze. Będzie częścią naszej tożsamości.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.