Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Nie podejrzewał podstępu, zrobił to, o co go poprosili. Gdy przyniósł butelkę, oblali go denaturatem. Skierowali odpaloną zapalniczkę w jego kierunku. Ogień objął całego mężczyznę – mówi Marcin Maludy, rzecznik lubuskiej policji. I dodaje, że powód był błahy, mężczyzna miał zalegać z drobną sumą.

– Nie ma wątpliwości, że nie był to także wypadek, a celowe działanie. Są na to dowody, które uwzględnił sąd, zgadzając się na areszt – dodaje rzecznik.

Mężczyzna ma poparzone niemal 30 proc. powierzchni ciała. Leży w specjalistycznym szpitalu w Gorzowie, lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej.

Policjanci nie mieli łatwej sprawy, by ustalić, kto podpalił mężczyznę. Bo choć owszem, gdy mężczyzna płonął, ktoś wezwał pomoc, gdy przyjechała policja, większość imprezowiczów uciekła. A przez dom przewinęło się sporo osób, które za nic mają zakazy o tym, by nie gromadzić się podczas pandemii koronawirusa.

– Ci, co zostali, byli pijani, był z nimi słaby kontakt, więc zeznania nie były spójne. Operacyjną pracą policjantom kryminalnym udało się ustalić, kto mężczyznę podpalił. To gorzowianie w wieku 31 i 46 lat – mówi Maludy. Mężczyznom przedstawiono zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Sąd w Gorzowie przychylił się do wniosku prokuratury rejonowej i zastosował wobec oprawców trzymiesięczny areszt. Grozi im dożywocie.

– To nie koniec tej sprawy, imprezowicze, którzy nie udzielili mężczyźnie pomocy, także staną przed sądem – dodaje Maludy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.