Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Oddział chirurgii dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze został zamknięty we wtorek po południu, tuż po tym, gdy przyszły wyniki testów czteroletniego chłopca. Maluch, co prawda, nie był już pacjentem oddziału, wyszedł do domu w poniedziałek, ale przeleżał na oddziale łącznie cztery dni. We wtorek testy potwierdziły, że dziecko jest zakażone koronawirusem.

Maluch nie gorączkował, nie miał duszności, ale miał kaszel, który się pogłębiał. Gdy wychodził do domu, czujni lekarze zalecili, by przeszedł przez śluzę. Zebrano od niego wymaz. Dzień później przyszły wyniki.

– Chłopiec leżał na oddziale od piątku. I jak to z czterolatkiem bywa, wszędzie go było pełno, nie potrafił wysiedzieć w łóżku. Kontakt z nim miał właściwie cały personel, poza mną. I wszyscy muszą przejść teraz kwarantannę – mówi dr n. med. Jan Nowak, kierownik klinicznego oddziału chirurgii dziecięcej, specjalista chirurgii i urologii dziecięcej.

Dzieci leżące na oddziale dokończą leczenie w szpitalu, ale lekarze nie przyjmą już nowych, nagłych przypadków. Jeśli dziecku wydarzy się wypadek, karetka przewiezie je do szpitala w Gorzowie lub w Poznaniu.

Służby medyczne cały czas apelują: #NieKłamMedyka. Tylko te prawdziwe informacje pozwalają wdrożyć prawidłowo procedury, ruszyć do walki o zdrowie pacjenta oraz pozwalają nam medykom jak najdłużej stać na pierwszej linii walki z koronawirusem. Warto pamiętać, że wypierając u siebie objawy wskazujące na koronawirusa, narażamy załogę szpitala na objęcie kwarantanną. To z kolei znacznie utrudniłoby pomoc innym.

Ministerstwo Zdrowia zaktualizowało statystyki w środę o godz. 8.55. Na ten moment oficjalna liczba zakażonych koronawirusem to 927 przypadków, niestety 12 osób zmarło. W województwie lubuskim mamy 21 przypadków.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.