Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Plebiscyt Supermiasta. Co nam się udało w Gorzowie

Jaki był Gorzów w latach 90., na samym początku budowania silnego samorządu? Miasto w czasie transformacji było może trochę szare, zaniedbane, z dużymi problemami komunikacyjnymi. A to dlatego, że nie było przygotowane na to, że nagle przybędzie samochodów, że przez samo centrum koło katedry będzie szedł wielki ruch tranzytowy, przez środek miasta z jednym wąskim mostem przez Wartę. Czy pamiętamy czasy, kiedy skromna i wąska ul. Mickiewicza była jedną z głównych arterii łączących Górczyn z os. Staszica, bo nie było dzisiejszej trasy średnicowej? Kiedyś przez kanał Ulgi jeździliśmy długi czas... brodem, a na ul. Grobla staliśmy w wielkich korkach.

Z drugiej strony w tej miejskiej codzienności pełno było jakiejś energii i ludzi, którzy brali sprawy w swoje ręce. A że największa aktywność panowała w handlu, to handlowano wszędzie i wszystkim. Jakimś symbolem lat 90. (i nie tylko) będzie więc targowisko. W 1991 r. trwała nawet mała wojna między magistratem a kupcami z Hawelańskiej. Dziś w tym miejscu mamy Studnię Czarownic, kamienicę PZU i niedawno wybudowany biurowiec. Ale wtedy handlowano tam wszystkim, jak to na bazarze, choć głównie zieleniną. Władze miasta miały jednak inny pomysł na zagospodarowanie tego miejsca i zlikwidowały targowisko. Początkowo trwały przepychanki, kupcy nie odpuszczali, policja wystawiała mandaty, aż wreszcie szczęki wywieziono, a targowisko przeniesiono nad Wartę. Sytuacja powtórzy się, kilkanaście lat później, gdy miasto będzie chciało budować bulwar. Ale to już była inna epoka, w której reprezentacyjny bulwar okrzyknięto jednym z polskich "cudów funduszy europejskich".

Zielonym do góry

W latach 90. raczkujący samorząd nie zapominał o utrwalaniu własnej tożsamości. Nic więc dziwnego, że pod koniec 1994 r. radni zdecydowali, jak ma wyglądać flaga Gorzowa. A że był to czas ideowych sporów, więc nie było tak łatwo. Zgodnie z zasadami heraldyki flaga powinna składać się z patrząc od góry - czerwono-biało-zielonych pasów. Ale radni ZCHn-u zaproponowali, żeby flaga była "zielonym do góry" , a biało-czerwone pasy podkreślałyby polskość Gorzowa. Rada zagłosowała za podkreśleniem polskości, a tymczasem uchwaliła właśnie barwy starej landsberskiej flagi z czasów Wilhelma II.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ

Tymczasem rok wcześniej przypieczętowany został los Zakładów Mechanicznych (Ursusa), choć upadek zakładów nastąpił dopiero w 2000 r. A ostatni relikt, biurowiec na Baczynie zburzono tym roku. Rada pracownicza gorzowskich Zakładów Mechanicznych zorganizowała referendum, czy przedsiębiorstwo ma stać się częścią warszawskich ZPC Ursus, czy ma zostać sprzedane firmie Mercedes-Benz Sobiesław Zasada. Wygrała opcja z Ursusem. A ówczesny dyrektor Eugeniusz Tyszkiewicz stwierdził: "Załoga miała do wyboru ciężką pracę lub powolne konanie. Wybrała to drugie".

Czasy transformacji, zwolnienia, upadek zakładów i wzrost bezrobocia nie oznaczały, że nie było ochoty do rozrywki, bo na koncert największych gwiazd "piosenki chodnikowej" (chodnikowej, bo kasety sprzedawano wtedy głównie przy chodnikach z rozstawionych łóżek polowych na bazarach) do amfiteatru przyszło 15 tys. ludzi, którzy szturmowali bramy i przeskakiwali mur, by posłuchać prekursorów disco polo, a królowali wtedy w amfiteatrze Jacek Skubikowski z piosenką "Weź to do buzi", Marlena Drozdowska czy Top One.

"Pogańskie" lata 90.

Lata 90. w mieście były - jak w całym kraju - czasem gorących politycznych i ideowych sporów, które niekiedy osiągały karykaturalny wymiar. Jak choćby wszystkie awantury wokół Śfinstera. Niewinna w gruncie rzeczy rzeźba Zbigniewa Frączkiewicza, ufundowana dla miasta przez radnego Józefa Finstera stała się ofiarą ataków, rękoczynów a nawet zamachów, kiedy prawicowy zarząd miasta zdecydował o usunięciu Śfinstera z Wełnianego Rynku pod pretekstem konserwacji. Dziś stoi w innym miejscu, nieco zapomniany. 

A kto pamięta, że jeszcze w latach 90. podobne emocje wzbudzała Studnia Czarownic? Kiedy prezydent Henryk Maciej Woźniak zdecydował się wyeksponować studnię stojącą dotąd na zapleczu urzędu miasta i przywrócić figurkę czarownicy, którą wykonała Zofia Bilińska, jedno z katolickich stowarzyszeń protestowało, gdyż "trąci symboliką wyraźnie obcą, nawiązującą chyba tylko do pogaństwa". A radny Arkadiusz Marcinkiewicz wówczas z ZChN tłumaczył radzie miasta, że Zarząd Miasta "funduje kolejny niemiecki landszafcik... Nie ma już miesiąca czy tygodnia bez nachalnego już podlizywania się Niemcom".

Na pewno nie podlizywano się Rosjanom, bo konsul generalny Federacji Rosyjskiej opuścił z hukiem obchody 50-lecia polskiego Gorzowa w 1995 r., kiedy referat historyczny przedstawił działacz ZChn-u Władysław Czyżewski.

Stary Rynek i nowy most 

A co do Niemców. W latach 90. można było już kontynuować rozpoczęte jeszcze przez biskupa Wilhelma Plutę kontakty z dawnymi mieszkańcami Landsberga. I gorzowskie władze samorządowe przez kolejne lata dobre wykorzystały tę szansę. Gorzów stał się wręcz wzorem współpracy z dawnymi mieszkańcami. To wtedy, przed 25 laty w mieście zapoczątkowano obchody Dnia Pamięci i Pojednania. A pierwszym spektakularnym znakiem pojednania była obecność landsberczan na świętowaniu 740-lecia miasta i ufundowanie przez nich figury na fontannie Pauckscha, która dziś jest symbolem Gorzowa.

W tym samym roku, dokładnie miesiąc wcześniej w Gorzowie był z wizytą Jan Paweł II. Krótką, wizytą. Na obie te okazje centrum miasta zmieniło swój "image". Na tyle, na ile było nas wtedy stać. Stary Rynek został zamknięty dla samochodów, przebudowany i wyłożony kamienną kostką, a współczesne bloki przy rynku zyskały stylizowane elewacje.

To był już czas, kiedy miasto wychodziło z zapaści pierwszych lat transformacji, wskaźnik bezrobocia zmalał z 18 do 7 proc. Udawało się już przeprowadzać inwestycje, jak wspomniany remont Starego Rynku czy dzięki wypuszczonym przez miasto obligacjom dokończyć remonty ul. Szarych Szeregów, Olimpijskiej i Warszawskiej, budowę kompostowni czy nowoczesnej oczyszczalni.

Pewnym symbolem zakończenia trudnych lat 90. i początku nowej ery w rozwoju miasta było otwarcie we wrześniu 1999 r. nowego mostu. Do tego momentu cały ruch tranzytowy, nawet 50 tys. pojazdów dziennie prowadził koło katedry. Budowa mostu zaczęła się jeszcze w PRL-u i jej zakończenie było ambicją kolejnych prezydentów. Kiedy się udało, nadano mu nazwę most Lubuski, a był to właśnie czas, kiedy Gorzów stał się był jedną z dwóch stolic nowego województwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.