Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tak jak w innych dyscyplinach, również u wioślarzy, kalendarz przygotowań i startów został kompletnie zaburzony. Olga Michałkiewicz z gorzowskiego klubu, która w ubiegłym roku, wraz z koleżankami z czwórki bez sterniczki wywalczyła dla Polski przepustkę do Tokio, też nie ma szansy, aby przygotowywać się do najważniejszej sportowej imprezy czterolecia normalnym trybem. Po powrocie z ostatniego zgrupowania w Lago Azul w Portugalii, unikając kontaktów z innymi, odbywa kwarantannę w domu.

- Nie ma możliwości, aby stawić się w klubie czy na przystani, warunki do pracy nad podtrzymaniem formy każda z nas musiała sobie urządzić indywidualnie - opowiadała Olga Michałkiewicz. - Bardzo mi pomógł gorzowski trener Piotr Basta, skompletował sprzęt. Takie są przepisy, wymóg chwili, bo przecież sytuacja jest poważna i trzeba się do niej dostosować.

W ostatnich dniach także wioślarzom po kolei kasowano wszystkie ważne imprezy. W kalendarzu nie ma już żadnego z trzech Pucharów Świata, które miały się odbyć w tym roku. To sytuacja zupełnie bez precedensu, która wcześniej nie miała miejsca. Zostały również odwołane regaty kwalifikacyjne do igrzysk ostatniej szansy, zaplanowane na 17-20 maja w Lucernie. Tu bardzo istotna jest również adnotacja w komunikacie międzynarodowych władz wioślarskich, że to wydarzenie jest anulowane, a nie przeniesione i tak samo będzie z kwalifikacjami do IO w innych regionach.

Zagrożone są mistrzostwa Europy seniorów w Poznaniu (5-7 czerwca).

- To normalne, że nikomu nie jest łatwo dostosować się do tych ciągłych zmian - przyznała Michałkiewicz. - Każdy jednak zdaje sobie sprawę, że sytuacja jest wyjątkowa i musimy być silni, a jednocześnie bardzo ostrożni. Zostajemy w domach, bo najważniejsze jest nasze zdrowie i naszych bliskich. Nie ma co ryzykować, a w ten sposób wzajemnie sobie pomagamy zatrzymać epidemię. Jeśli igrzyska będą naszym jedynym, poważnym i od razu tym najważniejszym startem w sezonie, to musimy sobie z tym poradzić, zaakceptować. Jeśli to tylko będzie możliwe, wrócimy na wodę i zaczniemy korzystać z wewnętrznych sprawdzianów formy.

Ważne pytanie: kiedy ruszą igrzyska w Tokio? O czasie, czyli 24 lipca? Przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego upierają się, że nic się nie zmieni. Rozsądek i wielu sportowców mówi jednak coś innego. Przecież plan przygotowań i niektórych kwalifikacji został całkowicie zawieszony. Optymalne rozwiązanie to opóźnienie startu sportowej imprezy czterolecia o kilka miesięcy.

- Nie dziwię się Japończykom, że nie chcą słyszeć o przesunięciu igrzysk w ich kraju. Są w dramatycznej sytuacji, koszty z tym związane będą liczone w miliardach. Jednak są kraje, w których wciąż się trenuje. Jeśli igrzyska odbędą się w lipcu, to czeka nas nierówny wyścig. Duża część Europy będzie w nim jechała pod górkę i z przebitą oponą. Nie będzie można mówić o szansach medalowych, ale jedynie o tym, komu się udało, a komu nie. Czeka nas totolotek - powiedział „Wyborczej” Krzysztof Kęcki, szef wyszkolenia w Polskim Związku Lekkiej Atletyki. W PZLA liczą na to, że międzynarodowa presja skłoni MKOl do przełożenia igrzysk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.