Archeolodzy odkryli w lutym dobrze zachowane fragmenty tzw. szyi Bramy Młyńskiej. Nie ma jednak już dziś prawie śladu po głównej wieży bramnej ani też po wejściu do szyi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy na początku 2018 r. rozpoczynała się przebudowa ul. Sikorskiego i wraz z nią pierwsze prace archeologiczne, Stanisław Sinkowski, szef archeologów z Muzeum Lubuskiego, liczył, że natrafią na obie bramy miejskie. – Weszliśmy na razie do miasta trochę ukradkiem, omijając bramy. Ale to jeszcze przed nami. Sądzę, że dane nam jeszcze będzie wejść Bramą Santocką i wyjść Bramą Młyńską - mówił. I tak też się stało. Latem 2018 r. archeolodzy odkryli pozostałości bramy na Przedmieściu Santockim, koło dzisiejszego urzędu miasta. Teraz odkopali mury po tzw. szyi Bramy Młyńskiej.

Archeolodzy mogli się spodziewać pozostałości w tym miejscu, na placu Młyńskim, na przedłużeniu nieistniejących murów obronnych, których relikt zachował się przy ul. Młyńskiej.

I faktycznie, na ul. Sikorskiego, dawnej Richtstrasse, która była od zawsze traktem przecinającym miasto, odkryto w lutym pozostałości murów.

- Baszta bramna była wzmocniona przedbramiami w średniowieczu. Odkryliśmy obydwa tzw. barki szyi - mówi Henryk Kustosz, specjalista architektury historycznej.

Ta "szyja" bramna łączyła główną basztę z bramą przednią i była dodatkowym zabezpieczeniem przed wejściem do miasta. Jak ważnym, okazało się przy Bramie Santockiej, kiedy w pewien grudniowy poranek 1435 r. przez tę bramę do Landsberga wjeżdżały wozy wypełnione połciami słoniny. Przejechały bramę zewnętrzną, ale w tzw. szyi wiodącej do głównej bramy krzyżaccy strażnicy odkryli pod słoniną uzbrojonych ludzi. Nie udał się więc podstęp Polaków z Santoka, bo strażnicy zdążyli zamknąć główną bramę. Transport ze „słoniną” utknął w szyi, gardzieli bramnej, która była częścią bramy i murów miejskich.

Taka szyja była więc i w umocnieniach na zachodniej stronie. Oba jej tzw. barki wykopali właśnie archeolodzy, są dużo bardziej imponujące i lepiej zachowane niż te z Bramy Santockiej. - Skala wieży bramnej jest jednak rozczarowująca, bo wychodzi, że była dwa razy mniejsza niż ta Bramy Santockiej. Nie wiemy też nic o o budynku przednim, na wejściu do szyi. Nie wiemy, jak był duży, jak szeroki, bo pozostało zaledwie kilka dużych kamieni - mówi Henryk Kustosz.

Po samej głównej baszcie też nic nie zostało, podobnie jak na wschodnim wylocie z miasta. Pozostały w obu wypadkach mury szyi, bo były one rozebrane wcześniej. Same wieże były rozbierane już przez kupca landsberskiego, który w 1827 r. otrzymał zlecenie na rozbiórkę, i te budynki znikły aż z fundamentami.

Natomiast przednie zabudowania wejścia do szyi Bramy Młyńskiej musiały zniknąć już wcześniej. Szwedzi, którzy opanowali miasto na 11 lat i budowali w tej okolicy bastion, nie uwzględniają takiego obiektu w swoich inwentaryzacjach.

Nie wiemy więc, jak kończyła się szyja bramna, archeolodzy nie znaleźli też przebiegu murów obronnych bezpośrednio przy baszcie. Dobrze jednak, że zachował się w ogóle aż taki fragment murów szyi. Cały plac Młyński to jedna wielka gmatwanina różnych podziemnych instalacji.

Po remoncie ulicy relikty zostaną zasypane, jeden z murów znajdzie się prawie pod torami tramwajowymi. Dziś jest wyjątkowa okazja zobaczyć na własne oczy te pozostałości po średniowiecznych początkach Gorzowa. - To kolejny krok w poszerzaniu naszej wiedzy o historii miasta. To wszystko dzieje człowieka, krajobraz kulturowy, pokazuje nam, jak miasto się broniło. A warto wiedzieć, że od średniowiecza po wojny szwedzkie miasto nie było zdobyte, choć próbowali i Polacy, i husyci. Dopiero Szwedzi armatami zdołali zdobyć te mury - mówi Henryk Kustosz.

BRAMY, WIEŻYCZKI, MUR...

Tekst był opublikowany w „Gazecie Wieku” 4 grudnia 1999 r. 

Kiedyś Landsberg wyglądał tak, jak w wierszu Gottfrieda Kellera: „w lip cieniu ratusz, zamek, mur, bramy, wieżyczki, kościelny chór” („...mit Türmen, Linden, Burg und Thor, Mit Rathaus, Markt und Kirchenchor”). Dziś oprócz katedry tylko niewielki fragment murów obronnych świadczy o średniowiecznych korzeniach miasta. Resztkę ocalałych przez stulecia najazdów i wojen murów wyburzono w lutym 1919 roku. Znikły więc duże fragmenty muru po wschodniej i zachodniej stronie Hindenburgstraße (Chrobrego). Wyburzanie było sposobem miasta na bezrobocie i dokonało się w ramach prac interwencyjnych. Jakkolwiekby mury nie przeszkadzały w rozbudowie tej części miasta i komunikacji, ich rozebranie oznaczało dewastację jednego z ostatnich nielicznych prawdziwych zabytków Landsberga. Pisząc w 1925 roku o zmianach wnętrza katedry, rządowy radca budowlany Georg Königk żalił się: „Cóż mamy się oburzać na pokolenie, które zniszczyło dwustuletnie organy czy ambonę, skoro sto lat później ich oświeceni następcy położyli swe ręce na murze miejskim, choć ich obowiązkiem było raczej świętować 600-lecie jego istnienia”.

Smolne nosy i wieżyczki

W pierwszych latach od założenia miasto było niewielkie: z kościołem, ratuszem, drewnianymi domami krytymi strzechą. Do jego ochrony mieszkańcy kopali jedynie rowy i wznosili palisady. Dopiero gdy Landsberg się rozrastał, rozpoczęto budowę muru obronnego. Był gotowy prawdopodobnie w 1325 roku. Postawiony z polnych kamieni zwieńczony był ceglaną koroną. U podstawy miał ponad 1,5 metra grubości i był wysoki średnio na sześć metrów. Wzdłuż muru, w równych odstępach wbudowane były wieżyczki obronne, po kamiennych schodkach wchodziło się na dwie kondygnacje z wykutymi okienkami strzelniczymi. Między wieżyczkami, zwłaszcza nad bramami i furtkami, wyrastały z zewnętrznej strony muru tzw. smolne nosy, dobudówki służące do wylewania gorącej smoły na napastników.

Bramy były trzy: Mostowa, Santocka i Młyńska. Brama Mostowa stała w ciągu ulicy Mostowej i powstała dopiero wtedy, gdy około 1350 roku przerzucono most przez Wartę. Obok bramy stał dom celny, w którym pisarz bramny pobierał cło miejskie. Na początku XVIII wieku po drugiej stronie rzeki stanął dom celny, gdzie pobierano cło państwowe. Od tego czasu towary spływające do Landsberga były oclone podwójnie. Podmokłe tereny nad Wartą i sama rzeka stanowiły dobrą ochronę przed wrogiem i z tej strony budowano słabszy mur. Miasto było bardziej zagrożone od wschodu i dlatego większą wagę przywiązywano do Bramy Santockiej, którą zbudowano jak bramę podwójną. Główna brama, z wysoką wieżą, stała niegdyś mniej więcej na wysokości dzisiejszego urzędu miejskiego. Przy Bramie Młyńskiej mur był wyższy i mocniejszy z kwadratowymi wieżyczkami. Obok głównej bramy miała znajdować się jeszcze inna, zamurowana. Jak głosiła legenda, miał przez nią przejeżdżać cesarz Karol IV. Aby więc nie bezcześcić tego miejsca codziennym ruchem, wybudowano drugą. Z tego, co jednak wiadomo, cesarz nigdy w Landsbergu nie bawił.

Oprócz bram w murze były również cztery furty używane tylko w razie braku wody w mieście lub pożaru. Jedna z nich znajdowała się na wschód od dawnego arsenału, inną wybudowali Krzyżacy na końcu ul. Obotryckiej, którzy tam właśnie mieli swój zamek.

Z biegiem czasu mury obronne zaczęły popadać w ruinę. Ponieważ traktowano je jako przeszkodę w komunikacji, kawałek po kawałku były rozbierane. Po 1834 roku stały już tylko pojedyncze fragmenty, m.in. przy dzisiejszych ulicach Obotryckiej (mur musiał ustąpić miejsca nowemu ratuszowi), przy ul. Strzeleckiej i Zabytkowej. Ten ostatni fragment widzimy do dziś. Jego przedłużenie rozebrano w 1929 roku, aby połączyć ul. Hawelańską z Nowym Miastem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
tu byla tez kiedys ulica Sikorskiego : moze wroci ?
już oceniałe(a)ś
0
0