Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Od dziesięciu lat choruję na nerki. Z początku mnie podleczyli, miałem gwarancję na dwa i pół roku bez dializ. Wytrzymałem cztery i pół, musiałem rozpocząć dializy. Na przeszczep się nie nadaję, bo trzeba być w miarę zdrowym. A ja jestem po dwóch udarach, nadciśnienie, miażdżyca... – wylicza pan Jerzy (62 lata).

Pan Jerzy przyjechał spod Międzychodu z powodu braku dostępu do dializy w miejscu zamieszkania. W gorzowskiej lecznicy od pół roku ponownie działa oddział nefrologii, w którym pomaga się takim pacjentom. W 2019 roku z powodu braku kadry zarząd szpitala na kilka miesięcy zawiesił funkcjonowanie oddziału. Ponownie zaczął on działać w październiku. Kierowania oddziałem podjął się dr Krzysztof Pabisiak, specjalista z ponad 20-letnim stażem, który wcześniej pracował w Klinice Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. – Zdecydowałem się na to, bo pracując w Szczecinie miałem wielu pacjentów z Gorzowa. Po rozmowie z zarządem szpitala uznałem, że są warunki do reaktywacji oddziału, który jednocześnie może stwarzać możliwość opieki pacjentom po transplantacji nerki z województwa lubuskiego. Z przyjemnością mi się tu pracuje od sześciu miesięcy. Jest oczywiście dużo pracy, pomagamy jak możemy. Trochę poszerzyliśmy paletę możliwości diagnostycznych i leczniczych. Myślę, że pacjenci, którzy mierzą się z chorobami nerek niebawem to odczują – mówi kierownik gorzowskiego oddziału.

Stacja Dializ w gorzowskim szpitaluStacja Dializ w gorzowskim szpitalu DARIUSZ BARAŃSKI

Odbudowanie oddziału nefrologii to przede wszystkim zebranie zespołu specjalistów. – Aby leczyć nerki trzeba mieć zespół, który działa wielodyscyplinarnie. Potrzeba specjalistów od cukrzycy, chorób naczyń, bo one są bardzo powszechne, kiedy jest zaawansowana miażdżyca. Leczymy nerki, ale tak naprawdę często musimy leczyć też wiele innych chorób. Potrzeba pulmonologa, reumatologa, czasami też ginekologa. W tej chwili kompletujemy taki wielodyscyplinarny zespół. Na oddziale pracuje czworo nefrologów, mamy również konsultującego chirurga. No i wsparcie zespołu, z którego pochodzę, czyli z Kliniki ze Szczecina. Kiedy mamy trudniejsze przypadki, staramy się współpracować – mówi dr Pabisiak. Podkreśla też rolę pozostałych pracowników oddziału. – Lekarze oczywiście muszą być, ale głównym motorem są tu pielęgniarki. Pod kierunkiem pani mgr Renaty Szczepankiewicz, pracuje tu ponad 20 osób, 24h/7 dni w tygodniu. Pani Hanna Komarnicka, jedna z pielęgniarek na oddziale nefrologii, pracowicie nadzoruje ruch pacjentów, przygotowuje ich do zabiegów, dba o to, by wracali do sił. To dzięki pracy pielęgniarek jako lekarze jesteśmy w stanie sprawnie obsłużyć wielu pacjentów dziennie – dodaje szef gorzowskiej nefrologii. Tak jak teraz, kiedy pan Jerzy już przygotowany czeka na konieczny zabieg.

– Pacjent wymaga wytworzenia dojścia dializacyjnego, aby podłączyć go do sztucznej nerki. Będę musiał wykonać tunel pod skórą, gdzie umieszczę cewnik, przez który będzie można zaciągać krew do oczyszczenia w „sztucznej nerce”- tłumaczy dr Pabisiak. Wszystko po to, aby pacjent mógł – podobnie jak 50 pacjentów dziennie – korzystać z dializy w szpitalu.

Pomoc dla nerki

O dializach opowiada Iwona Faberska, pielęgniarka z 25-letnim stażem, która zaczynała pracę jeszcze w dawnym szpitalu przy ul. Warszawskiej. Dla pacjentów na stacji dializ są trzy sale, 13- 4- i 2-osobowa. – Codziennie przychodzi tu 50 pacjentów według ustalonego planu. Tylko w niedzielę jest wolne, kiedy to przeprowadzana jest sterylizacja sprzętu. Pacjenci 3 razy w tygodniu muszą się poddawać dializie, za każdym razem 4 godziny. I tak do końca życia, chyba, że pacjent będzie miał przeszczep nerki – mówi pani Iwona.

Oddział przygotowuje również do przeszczepienia nerki i zajmuje się pacjentami po przeszczepie. W szpitalu działa też poradnia transplantologiczna.

Nie wszyscy pacjenci wymagający dializy muszą ją mieć w szpitalu. I tu pani Iwona jest dobrym duchem, bo przygotowuje ich do dializy otrzewnowej, którą mogą sami wykonywać w domu.

Na oddziale nefrologii pacjenci uczą się, jak wykonywać samodzielnie dializęNa oddziale nefrologii pacjenci uczą się, jak wykonywać samodzielnie dializę DARIUSZ BARAŃSKI

– Uczę pacjentów, jak mają to robić, a przychodzą do mnie raz na sześć tygodni. W razie problemów mogą zadzwonić, zapytać, jeśli będzie to konieczne, przyjść na badania do lekarza – mówi Iwona Faberska.

Do takiej dializy pacjent musi się „nadawać”, np. nie może mieć za sobą wielu operacji brzucha, musi mieć w miarę dobre wyniki badań ogólnych. – Rozmawiam z pacjentami skierowanymi z poradni i tłumaczę jakie są metody, jaki mają wybór, jakie możliwości. I to pacjent decyduje. Dializując się otrzewnowo, bierze jakby swoje zdrowie w swoje ręce – mówi.

Dializy w domu można przeprowadzać na dwa sposoby. Ręcznie, czyli ze specjalnym zestawem do dializy, którą można zrobić wszędzie, zachowując oczywiście odpowiednią higienę. Pacjenci wyjeżdżają nawet za granicę, na wczasy, a firma dostarcza im płyny na miejsce. Taką dializę wykonuje się cztery razy dziennie po pół godziny. Druga metoda to wykorzystanie aparatu, tzw. cyklera, który podłącza się na noc. To świetne rozwiązanie np. dla chorych, którzy w dzień pracują.

– Wcześniej trzy miesiące byłem na ręcznej dializie. A dzisiaj pierwszy raz sam się podłączę do aparatu – mówi pan Czesław, lat 71, który właśnie szkoli się z użycia cyklera pod okiem pielęgniarki. – Jak młody orzeł się po tym czuję, tylko latać nie dam rady – żartuje.

Słabną z wiekiem

Można by powiedzieć, że stacja dializ to takie serce oddziału nefrologii, bo trzyma pacjentów chorych na nerki przy życiu. Ale dr Pabisiak patrzy na to trochę inaczej. – W pewnym sensie to porażka, bo jest końcowym etapem leczenia. Bylibyśmy przeszczęśliwi, gdybyśmy mogli działać oszczędzająco na nerki, kiedy ktoś jest jeszcze w początkowym stadium choroby – mówi.

A pacjenci trafiają na leczenie w różnym stadium. Nerki nie bolą, ludzie chodzą z chorymi nerkami i nie zdają sobie sprawy z problemu. Bywa, że mają wysokie ciśnienie, ale bagatelizują to. – Przede wszystkim liczy się profilaktyka, bo jeśli będziemy odpowiednio szybko działać, to spowolnimy rozwój choroby. Nerki mają to do siebie, że nie jesteśmy w stanie ich całkowicie wyleczyć. Tyle, ile dla nich zrobimy, tyle dadzą nam czasu w zdrowiu. A nerki słabną z wiekiem. Z każdą kolejną dekadą życia, zmniejszają swoją wydajność. Jest taki wskaźnik sprawności nerek i on po 40 roku życia znacząco się obniża. Spada filtracja w kłębuszkach, których średnio posiadamy około miliona. One stopniowo w ciągu naszego życia tracą swoje właściwości oczyszczania krwi. A wszystkie niepożądane zdarzenia, np. częste stosowanie leków przeciwbólowych bez recepty, skutkują tym, że ta aktywna pula życiodajnych „filterków” zmniejsza się jeszcze szybciej – opowiada dr Krzysztof Pabisiak.

Dlatego warto systematycznie kontrolować pracę swoich nerek. A nie jest to ani drogie, ani skomplikowane. Test na obecność białka w moczu to koszt zaledwie kilku złotych. Za standardowe badanie moczu oraz oznaczenie poziomu kreatyniny zapłacimy w laboratorium 10 zł.

– Czasem pacjenci robią badania z innych powodów, a nerki wychodzą przy okazji. Pacjent, który przed chwilą miał dializę leżał na innym oddziale, miał zapalenie płuc. Stwierdzono, że ma cukrzycę i w związku z tym nerki także gorzej pracują – mówi dr Pabisiak. Profilaktyka z jednej strony jest prosta, z drugiej wymaga systematyczności. Kontrole to jedno, ale też ważne są nawyki, które zbieramy przez całe życie, np. nawyki żywieniowe. – Dieta powinna być zbilansowana, a jedzenie świeże i niskoprzetworzone. Tymczasem najczęściej w sklepach są produkty, które mają termin ważności w miesiącach, a nawet w latach. To nie może być zdrowe – mówi.

Zadbaj o nerki

Nawet 4 mln Polaków może mieć przewlekłą chorobę nerek. Niewielu z nich zdaje sobie jednak z tego sprawę. Wyjście jest jedno: regularne badania. Badanie ogólne moczu to absolutne minimum, o które każdy z nas powinien zadbać raz do roku.

A jak dbać o nerki na co dzień?

Umiarkowanie to główna zasada. Pamiętaj o zdrowej diecie – jedz mniej a częściej, najlepiej do godz. 18, spożywaj mniej czerwonego mięsa, a więcej warzyw i owoców. Dbaj o właściwą wagę. Nie przesalaj potraw – sól szkodzi nerkom, a przeciętny Polak zużywa dwa razy więcej soli, niż potrzebuje jego organizm. Nie pal papierosów, ogranicz cukry, nie nadużywaj alkoholu. Pamiętaj też o codziennej aktywności fizycznej, bo ruch dobrze wpływa na nerki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.