Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie ma dziś w Polsce żużlowego klubu na najwyższym poziomie rozgrywek, który funkcjonowałby bez regularnego wsparcia finansowego ze swojego miasta. Każdy z nich otrzymuje średnio 2–3 mln zł rocznie. Mniej więcej tyle wysyłają lubuskie miasta – Zielona Góra i Gorzów – na wydatki Falubazu i Stali.

Pieniądze z miast idą nie tylko na prowadzenie klubów czy wypłaty dla żużlowców. Regularnie są wydawane także na infrastrukturę, i to wcale nie są małe sumy. Wszystko po to, by stadiony żużlowe podciągnąć do wymagań licencyjnych stawianych przez organizatora ligi.

Szkopuł w tym, że wymagania z każdym rokiem rosną, a samorządowcy mają dość wiecznego dokładania, bo w praktyce ciężar inwestycji za każdym razem spada na nich.

– Żeby było śmieszniej, zagraniczne obiekty, na których są rozgrywane turnieje Grand Prix, często nawet w połowie nie dorównują stanem technicznym polskim stadionom. Tylko że tam nikomu to nie przeszkadza, a u nas wciąż wymaga się kolejnych wielomilionowych nakładów - skarżą się samorządowcy.

Włodarze miast chcą, by ich głos był lepiej słyszalny, a liga wysuwała wymagania licencyjne z odpowiednim wyprzedzeniem, nie stawiając nikogo pod ścianą. Dlatego postanowili zawiązać stowarzyszenie pod nazwą „Samorządy dla żużla”.

Inicjatorem jest Janusz Kubicki, prezydent Zielonej Góry. Miejscowemu Falubazowi pomaga od lat, ale ciężar na barkach miasta wzrósł, gdy Kubicki przed rokiem doprowadził do objęcia przez miasto udziałów w ZKŻ SSA, czyli spółce zarządzającej żużlowym klubem.

– Oczekujemy partnerstwa w relacjach z Polskim Związkiem Motorowym oraz spółką Ekstraliga Żużlowa. Chcemy włączyć się w dyskusję i opiniować proponowane zmiany – oznajmił Kubicki po spotkaniu roboczym, które parę tygodni temu odbyło się w Zielonej Górze. Oprócz samorządowców wzięli w nim udział przedstawiciele PZMot i spółki Ekstraliga Żużlowa.

– Wciąż szukamy dobrych rozwiązań i pieniędzy na dofinansowanie klubów żużlowych. Jako samorządowcy prosimy o wyrozumiałość, ponieważ na wiele inwestycji nas po prostu nie stać. Wymagania dotyczące realizacji zadań infrastrukturalnych są często nie do udźwignięcia – tłumaczy Kubicki.

– Nie uchylamy się od inwestycji na stadionach, ale chcemy, by plan ich realizacji był realny, długofalowy i nie ulegał zmianom bez naszej wiedzy i akceptacji jako strony finansującej te zadania – zastrzega.

Projekt statutu stowarzyszenia już powstał. Do 15 marca br. mamy poznać jego ostateczną wersję. Do tego czasu samorządy mogą zgłosić swoich kandydatów do zarządu.

Samorządowcy liczą, że stowarzyszenie ułatwi im także sięganie po pieniądze z ministerstwa. PZMot zadeklarował, że powoła u siebie specjalny zespół ds. infrastruktury.

W Zielonej Górze zgodę na wejście do stowarzyszenia wyrazili już miejscy radni. Ani jeden nie zgłaszał obiekcji. Pytali jedynie, czy stowarzyszenie będzie miało realny wpływ na organizatora ligi.

– Sądzę, że każdy związek sportowy weźmie pod uwagę zdanie największej grupy sponsorskiej. W przypadku żużla stanowią ją samorządy – przekonywał radnych Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.