Mistrz Europy do 16 lat jest dziś koordynatorem Akademii Młodych Orłów i powtarza swoim zawodnikom, że najważniejsze są zaangażowanie i pewność siebie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pod koniec pierwszej połowy koledzy z drużyny ustawiają szpaler, a jednemu z najlepszych wychowanków w historii gorzowskiej piłki szklą się oczy.

To był czerwiec 2013 r. Stilon z łatwością wygrywał lubuską czwartą ligę. 36-letni wtedy Artur Andruszczak, jesienią jeszcze pomagał drużynie na boisku, ale wiosną już nie zagrał, bo zdrowie nie pozwalało. Spiął się tylko na tę jedną, pożegnalną połowę. Jako kapitan drużyny. Ruszył na swoje ulubione prawe skrzydło, gdzie rozgrywał najlepsze mecze w Gorzowie i ekstraklasie, także w reprezentacji Polski U-16, z którą wywalczył w 1993 roku mistrzostwo Europy.

- Spełniłem jednak swoje marzenia, bo jako dzieciak chciałem grać i zagrałem wiele fajnych meczów - mówił Andruszczak. - Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną na tej długiej, wspaniałej, sportowej drodze. Szczególnie Jerzemu Polaczyńskiemu. To od pana, trenerze, wszystko się zaczęło. I bardzo dziękuję rodzicom. Bez was nie ma nic. Gdy chłopacy ustawili szpaler i trzeba było oddać opaskę, zejść z boiska, zapaliły się w oczach świeczki.

Od tego momentu minęło prawie siedem lat, a „Andrut” dalej jest bardzo mocno związany z piłką nożną i to się pewnie nigdy nie zmieni. Wciąż gra, w klasie B, dlatego został jednym z bohaterów piłkarskiego cyklu „Jeszcze im się chce”.

- Zawsze byłem ciekawy klimatu panującego podczas meczów klasy B i wokół nich - opowiadał Andruszczak. - Piwka na trybunach i lecących z nich wiązanek słowno-muzycznych. Tego całego kolorytu, niezobowiązującej atmosfery. Połknąłem bakcyla, sprawia mi ogromną przyjemność w tym uczestniczyć. W sezonie 2016/17 też graliśmy z rezerwami Stilonu w klasie B. Można powiedzieć, że założyłem ten zespół. Później weszliśmy do klasy A, ale po roku na tym poziomie zespół się rozwiązał. I teraz od września ubiegłego roku znów walczymy w klasie B. Właśnie zaczynamy przygotowania do rundy wiosennej. Jesteśmy wiceliderem, mamy dwa punkty straty do Warty Wawrów, która zebrała fajnych chłopaków i ma mocny skład. Żeby awansować z Serie B do Serie A, bo tak nazywamy te rozgrywki, nie możemy sobie pozwolić na jakąkolwiek stratę punktów. Nie ukrywam, że wspomagamy się chłopakami z juniorów czy nawet z pierwszego zespołu, co powinno nam ułatwić zadanie. Nasza drużyna to grupa mieszana. Jest trochę starszych piłkarzy, którzy wcześniej w ligach nie grali, kilku sponsorów.

Od kilku lat gorzowianin mocno angażuje się w pracę w Akademii Młodych Orłów, której w Gorzowie jestem koordynatorem.

- Super się tutaj realizuję, to jest zupełnie inna praca niż w klubie. Mam wyselekcjonowaną grupę młodych zawodników o podobnych umiejętnościach. W AMO wszyscy trenują tak samo, w fajnym środowisku, bardzo szybko robią postępy. Projekt AMO szczególnie sprawdza się w mniejszych miejscowościach, gdzie nie ma wiodącej akademii, na przykład klubu z ekstraklasy, gdzie dzieci dążą, żeby tam być. Wyrównuje szanse. Dzieci mają trzy treningi w klubie, do nas przychodzą na dwa. Pięć jednostek w tygodniu plus mecz, to już fajne liczby. Najbardziej się cieszę, że się wzajemnie napędzają. Jest rywalizacja, a dzięki niej poziom idzie w górę - zakończył Andruszczak.

Całą rozmowę z gorzowianinem Arturem Andruszczakiem, koordynatorem futbolowej Akademii Młodych Orłów, przeczytacie na stronie „Łączy nas piłka”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat