Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dariusz Barański: Od ponad roku działa w kompleksie szpitalnym przy ul. Walczaka Centrum Zdrowia Psychicznego. Jaka była droga do jego powstania?

Robert Surowiec: Decyzję podjął prezes Jerzy Ostrouch po rozmowie z dr Anną Moskwą. Kompleks przy ul. Walczaka to ta trudna część szpitala, zaniedbana. Prezes pytał panią doktor, co zrobić, aby poprawić warunki techniczne i te dla pacjentów. Dr Moskwa stwierdziła, że jest taki program pilotażowy w Ministerstwie Zdrowia. Przygotowała projekt i doprowadziła do ujęcia nas w tym pilotażu.

Co wiemy po roku?

 - Okazało się, że to był bardzo dobry krok. Ten program zmienia podejście do pacjenta psychiatrycznego. W Europie Zachodniej leczenie psychiatryczne polega na tym, że pacjent jak najmniej jest w szpitalu, a jak najwięcej przebywa w swoim środowisku, aby w ten sposób wspomagać jego leczenie. U nas leczenie polegało – upraszczając oczywiście - na tym, że gdy pacjent trafiał do szpitala, to mógł spędzić w nim całe lata. Teraz zupełnie to odwracamy i idziemy w kierunku pożądanego modelu leczenia.

Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta

Stworzenie centrum to również zmiana organizacji pomocy dla pacjentów

 - Zajmujemy się populacją pacjentów w Gorzowie i całokształtem pomocy dla nich: zapobieganiem, poradą, samym leczeniem. Oprócz istniejących oddziałów szpitalnych, które ograniczyliśmy otworzyliśmy też oddział dzienny. Tam pacjenci codziennie przychodzą, prowadzimy ich leczenie, jest psychiatra, psycholog, są różne zajęcia. Zależy nam na tym, żeby pacjenci nie traktowali tego jak tylko szpitala, dlatego otwieramy się na miasto. Pracownicy teatru prowadzą warsztaty teatralne, sami pacjenci wychodzą do teatru. Współpracujemy z innymi instytucjami, aby pacjentów nie tylko leczyć, trzymać w tym jednym miejscu, ale pomóc im funkcjonować w normalnym życiu. Widzimy przez ten ponad rok, że zaczyna przynosić dobre efekty.

Centrum ma też zapewnić kompleksową pomoc dla osób z problemami psychicznymi. Aby otrzymywał tę adekwatną pomoc w ciągu 72 godzin.

 - Dlatego też oprócz oddziałów przy ul. Walczaka są też poradnie. Obejmujemy pomocą wszystkich pacjentów z terenu Gorzowa, którym w różny sposób staramy się pomóc. Coraz bardziej stawiamy też na profilaktykę. Na taką otwartość, żeby wychodzić naprzeciw osobom, które może jeszcze nie mają tych problemów, ale potencjalnie mogą je mieć.

Program pilotażowy trwa określony czas. Psychiatria to zapewne w całym bilansie placówki ta niedochodowa część działalności. W całej Polsce jest mocno niedoinwestowana. Nie baliście się zaryzykować?

 - Nie mamy u nas psychiatrii dziecięcej, bo w kraju w tej dziedzinie sytuacja jest dramatyczna. W ogóle zresztą brakuje lekarzy psychiatrów. My zainwestowaliśmy w tę dziedzinę, bo uznaliśmy, że pilotaż jest pewną szansą dla szpitala, a przede wszystkim dla pacjentów. Rozmawiamy z innymi szpitalami, które prowadzą centra psychiatryczne i te placówki również są zadowolone z efektów. Pozytywne sygnały są też z Ministerstwa Zdrowia, że to jest dokładnie to, o co chodziło. Czyli, kolokwialnie ujmując, wyciągamy pacjentów ze szpitala, przywracamy ich bardziej normalnemu funkcjonowaniu w ich środowisku.

Co dalej?

 - Program trwa trzy lata. W jego trakcie jesteśmy oceniani i w zeszłym roku już była u nas komisja. To jest też czas, kiedy również ministerstwo się uczy, obserwuje, jak te pilotaże funkcjonują. Wiele wskazuje na to, że na podstawie tych najlepszych przykładów ministerstwo wprowadzi taki właśnie standard opieki psychiatrycznej. I to jest dobry kierunek. A z punktu widzenia zarządzania placówką, ten program wprowadza też zmianę podejścia do finansowania tej dziedziny, czyli stawkę za populację pacjentów, pewien ryczałt za prowadzenie tego centrum. Inaczej niż w szpitalu psychiatrycznym, bo tam jest stawka za dobę, dramatycznie niedoszacowana.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.