Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dariusz Barański: W rankingu „Perspektyw” jesteście w pierwszej pięćdziesiątce. Najlepsi w województwie. Wysokie miejsce w prestiżowym rankingu... Jak to się robi?

Tomasz Pluta, dyrektor II LO w Gorzowie: To tak jak z przepisem kuchennym. Muszą być dobre substraty, dobry przepis, no i dobry kucharz, A na serio... Oczywista sprawa, że warunków jest kilka. Pierwszy jest taki, żebyśmy mieli z kim pracować. Uczniowie, którzy muszą mieć taki potencjał i takie możliwości, które umożliwią im start w olimpiadach. A to jest jedno z uwzględnianych kryteriów. Do tego potrzebni są nauczyciele, którzy potrafią z tymi uczniami pracować, wydobyć z nich to, co najlepsze, rozbudzić pasje, zainteresowania. Część uczniów przychodzi już z pasjami, ale część zdecydowanie jest pogubiona i szuka pomysłów na siebie. Jeśli trafią do dobrego nauczyciela, to on jest w stanie ich wesprzeć i ich poprowadzić. I trzecim, bez wątpienia bardzo ważnym elementem są rodzice, którzy w tym procesie wspierają szkołę, nauczycieli, swoje dziecko. Przymykając oko w różnych sytuacjach, np. na obowiązki domowe, bo trzeba się wziąć do pisania pracy albo trzeba dziecku pomóc dojechać do Poznania na dodatkowy wykład czy konferencję.

Te trzy elementy muszą się zgrać, a poza tym jeszcze dobry klimat w otoczeniu szkoły, u władz oświatowych, które wspierają, a nie rzucają kłody pod nogi.

W pewnym sensie ten sukces sam się napędza. Gdy szkoła ma dobre rankingi, to przychodzi tu też ambitna i uzdolniona młodzież?

– Dlatego te sukcesy nie wynikają z pracy w ostatnich paru latach, ale to tak naprawdę... 70 lat pracy na markę szkoły, do której świetnie rokujący uczniowie chcą przychodzić. Nie jest jednak tak, że nic się nie zmienia. Wszystko się zmienia. Uczniowie co roku są inni, mają inną osobowość i inny charakter. Chodzi o to, aby nie wpaść w sztampę w pracy z uczniem, na zasadzie wyuczonych mechanizmów, ale ciągle szukać indywidualnych pomysłów na konkretnego ucznia. Mamy szczęście do tzw. oryginałów, uczniów, którzy są wybitnymi osobowościami, mają swój potencjał, swoje pomysły na życie. Łatwo by było ich stłamsić, ograniczyć pole rozwoju, przyjmując jakieś ramy. Dając im pole do rozwoju, „przymuszając” do pewnego wysiłku i pokonywania ograniczeń, tworzymy komfortową sytuację. Ale to wymaga ciągłej czujności ze strony nauczycieli, to nie jest samograj działający automatycznie.

Na ile w tym gra rolę tzw. system?

– Gra rolę o tyle, że jeśli uczniowie dobrze czują się z nauczycielem, to mogą go sobie wybierać na kursach tego przedmiotu, z którego przygotowują się na olimpiadę. Wtedy praca jest jeszcze intensywniejsza, jest wynikiem woli dwóch stron. W tradycyjnej szkole, jeśli uczeń trafi do nauczyciela, który ma np. polonistyczne zacięcie, to on będzie się tym uczniem zajmował. Jeśli trafi do klasy, gdzie nauczyciel nie za bardzo jest tym zainteresowany, nie czuje tego, co się dzieje na olimpiadzie, to talent może zostać zmarnowany.

U nas poloniści – mówię o tym, bo sam jestem polonistą – maja taki system, że każdy przygotowuje do jakiejś olimpiady, jak nie z języka polskiego, to z historii sztuki albo filozofii czy z wiedzy o mediach. Uczeń może więc w każdej chwili się zgłosić, pracować na kółku, ale też wybrać kurs u tego nauczyciela.

To jedyna szkoła pracująca w takim systemie kursów?

 – W Zielonej Górze V LO zapożyczyło ten system, modyfikuje go oczywiście do swoich potrzeb. Sami też zawoziliśmy ten pomysł do Strzelec Opolskich, gdzie miejscowa szkoła też go przyjęła. Wkrótce spodziewamy się wizyty liceum z Gdańska, które chce o tym porozmawiać. Jesteśmy umówieni na wizytę z liceum w Przemyślu, które też zainteresowało się systemem, w liceum w Białymstoku też są zainteresowani. Można powiedzieć: produkt eksportowy.

Przez 70 lat szkoła się zmieniała. Na początku była pewnie normalną szkołą, wszystko wtedy było przecież zunifikowane...

– Nie do końca. Zaczynaliśmy jako szkoła prywatna. Sam byłem zaskoczony. Po 1945 r. wydawało się, że nacjonalizacja objęła wszystko. Ale okazało się, że dyrektor Herma, zakładając szkołę TPD, zakładał ją jako szkołę prywatną, która po pewnym czasie dopiero stała się publiczna.

Od lat 50. taką szkołą jesteśmy. Ale patrząc na historię szkoły, widać, że pomysły na innowacyjność, na niestandardową działalność były. Okazuje się np., że kiedyś uczniowie zdawali maturę już w... styczniu. A potem chodzili jeszcze na zajęcia aż do końca roku. Były nietypowe pomysły, jeśli chodzi o przedmioty, bo np. w latach 90. były zajęcia np. z historii muzyki rockowej. Taka innowacyjność, czy odmienność, była w tej szkole od zawsze. W różnym natężeniu, ale nie było tak, że w latach 90. nagle się obudziliśmy: zrywamy z tradycją i robimy coś zupełnie nowego. To wyrosło z tego, co poprzednie 50 lat się działo w II LO.

Połowa uczniów jest spoza Gorzowa. To ta odmienność jest magnesem, że wybierają właśnie wasze liceum?

– I to uczniowie nie tylko z subregionu gorzowskiego, ale była np. fala uczniów z Żar, byli uczniowie spod Łodzi, z Wałcza. Ten nietypowy system powoduje, że ściągają tu uczniowie z dalszych regionów. A my się cieszymy, bo to są uczniowie, którym zależy, aby osiągać wyniki, są ambitni, zorganizowani. Oczywiście wśród naszych olimpijczyków są uczniowie z Gorzowa, ale ci przyjezdni to pewna wartość dodana. Dlatego dbamy o internaty, aby jak najwięcej osób mogło przyjść do szkoły.

70 lat historii to jedno. Ale przy takich jubileuszach trzeba też zapytać o przyszłość. Czego taka szkołą mogłaby sobie życzyć?

– Oczywiście jeszcze wyższego miejsca w rankingach! Bardzo nam też zależy na tym, żeby przeprowadzić kilka podstawowych remontów w szkole. Chodzi o obiekty sportowe, które od lat 50. właściwie są w niezmienionym stanie. Dlatego w tym roku przewidziany jest w budżecie miasta remont dachu w nowej części. Ona jest z nazwy nowa, ale wymaga więcej remontów niż ta zabytkowa. Będzie więc remont dachu i termomodernizacja hali sportowej. W 2021 r. planujemy powalczyć o budżet obywatelski z części oświatowej i zdobyć boisko wielofunkcyjne. Nadrabiamy więc sportowe zaległości. To przekracza możliwości budżetowe szkoły, więc liczymy na przychylność radnych i prezydenta.

Otworzyliśmy SZEPT, czyli Szkolny Zespół Wsparcia Pedagogicznego, i w sali zwolnionej przez panią pedagog chcemy otworzyć studio kulinarne umożliwiające prowadzenie zajęć. Marzy się nam też, aby wejść we współpracę z MON i stworzyć gabinet informatyczny do nauki z zakresu cyberbezpieczeństwa. To projekt ministerstwa, który przewiduje, że w każdym województwie powstanie jedna szkoła, która będzie zapleczem dla Wojskowej Akademii Technicznej. U nas najwięcej spośród liceów zdaje maturę z informatyki. Spełniamy kryteria, więc mam nadzieję, że jest szansa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.