Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Koniec roku to tradycyjnie u sportowców czas podsumowań. Także w gorzowskiej sekcji wioślarskiej AZS AWF. To klub trzykrotnych mistrzów olimpijskich. Tomasz Kucharski wygrywał z bydgoszczaninem Robertem Syczem w Sydney i w Atenach (2000 i 2004 r.), a Michał Jeliński z kolegami z czwórki podwójnej w 2008 r. w Pekinie. Kucharski na tegorocznym podsumowaniu przekazał jak najwięcej mocy Oldze Michałkiewicz, bo dziś gorzowskie wiosła są kobietą. To właśnie Olga przygotowuje się do startu w przyszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.

W „Wyborczej” przypomnieliśmy już drogę Tomasza Kucharskiego do dwóch złotych medali na igrzyskach, teraz jeszcze słowo od mistrzów, którzy przez Polski Związek Towarzystw Wioślarskich na 100-lecie istnienia, zostali uznani osadą stulecia.

Robert Sycz przypomniał, że ich osada powstała przypadkiem: - W 1997 roku pływaliśmy w czwórce podwójnej wagi lekkiej. Ja byłem szlakowym, a Tomek siedział drugi. Byli z nami Robert Laskowski z Torunia i Tomasz Fiłka ze Szczecina. Kiedy jednak doszło do Pucharów Świata i trzeba było startować w dwójce, stworzyłem duet z Fiłką. Zajęliśmy szóste miejsce w Paryżu, mając niewielką stratę do podium. I w takim zestawieniu mieliśmy występować przez resztę sezonu. Jednak Tomek Fiłka musiał jechać na wesele, na którym był świadkiem, a trenować było trzeba. I w ten sposób wsiedliśmy do łodzi z Tomkiem Kucharskim. Pamiętam, że Jerzy Broniec nie widział tego zestawienia ze względu na wagę, ponieważ dla nas obu waga startowa była nienaturalna. Trener unikał tego, jak tylko mógł. Tymczasem, jak tylko wsiedliśmy do łódki, od pierwszych chwytów było czuć, że to jest to. Technicznie byliśmy dopasowani idealnie. Na 1000 metrów osiągaliśmy czas lepszy o dziesięć sekund niż z Fiłką, mimo że z nim również wiosłowało mi się bardzo fajnie. Pewnie byśmy zostali razem w osadzie, gdyby nie ten jego wyjazd na weekend.

Kilka miesięcy przed igrzyskami w Sydney Kucharski z Syczem w ogóle nie mieli kwalifikacji olimpijskiej. Przepustkę zdobyli dopiero w 2000 r. w Lucernie, na regatach ostatniej szansy.

- Tu była duża zasługa naszego trenera Jerzego Brońca, bo po 1999 roku nikt w nas nie wierzył, a ja na jakiś czas zawiesiłem nawet wiosła na kołku i wydawało mi się, że to koniec mojej przygody ze sportem - opowiadał gorzowianin. - Jednak szkoleniowiec, żona i działacze namówili mnie do powrotu, a kluby dogadały się, żebyśmy mogli wspólnie trenować. Trener Broniec wykonał olbrzymią pracę, żebyśmy zdobyli tę kwalifikację, a potem pojechać do Sydney nie na wycieczkę, tylko żeby walczyć o medale. Była to niesamowita rzecz. Z czasu samych igrzysk w Australii, gdzie sięgnęliśmy po pierwsze złoto, muszę wspomnieć o wspaniałej postawie trenera przed biegiem finałowym. Kiedy działacze, z ówczesnym prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego świętej pamięci Stanisławem Paszczykiem na czele, chcieli nas wesprzeć przed startem, Jerzy Broniec tak ich pokierował, że nie zdążyli do pomostu. Tym samym dał nam trochę spokoju i nie czuliśmy takiej presji. Myślę, że miało to wpływ na naszą postawę.

Cztery lata później w Atenach oglądaliśmy w finale walkę Kucharskiego ze swoimi słabościami. Na szczęście Francuzi na mecie nie zdołali dopaść biało-czerwonej osady, która jeszcze raz w historii światowego wioślarstwa zapisała się złotymi zgłoskami.

- Nie chciałbym Tomkowi niczego ujmować, ale na ostatnich 150 metrach już mi nie pomagał - wspominał Robert Sycz. - Taki był przebieg tego finału, że wyczerpał swoje możliwości przepływając 1850 metrów, a resztę dystansu wiosłował zupełnie bez siły. Na szczęście nie zemdlał, nie przestał zupełnie wiosłować i udało mi się rozpędem łodzi doprowadzić ją do mety. Czym to było spowodowane? W tym sezonie Tomek często łapał kontuzje lub choroby. I na igrzyskach w Atenach nie był w najwyższej dyspozycji, bo stracił sporą część przygotowań przez uraz.

Czy ktoś kiedyś przebije dwukrotnie złotą dwójkę podwójną wagi lekkiej? - Mam nadzieje, że tak, bo to będzie znaczyło, że polskie wiosła dalej będą się rozwijały. Nasi zawodnicy pokazują, że mogą być w ścisłej czołówce i byłbym zadowolony, gdyby ktoś także zdobył dwa lub więcej złotych medali olimpijskich - zakończył Kucharski.

Cały wywiad z dwukrotnymi mistrzami olimpijskimi Tomaszem Kucharskim i Robertem Syczem można przeczytać na oficjalnej stronie Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.