Polska kadra saneczkarzy lodowych ruszyła do walki w Pucharach Świata, ale tym razem bez Ewy Kuls-Kusyk i Natalii Wojtuściszyn z podgorzowskich Nowin Wielkich. Olimpijki z Soczi i Pjongczangu być może zobaczymy jeszcze w mistrzostwach kraju, rozgrywanych... na Łotwie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zielone światło oznacza, że piekielnie szybka, lodowa rynna, która nie wybaczy najmniejszego błędu, jest właśnie wyłącznie dla jednej z nich. W ciągu 30 sekund trzeba jak najlepiej ruszyć, a potem jazda, grubo ponad 100 km na godzinę...

Natalia Wojtuściszyn i Ewa Kuls z UKS Nowiny Wielkie. To one zaraziły nas tą dyscypliną, a właściwie ich wielką pasją, bo uprawiać saneczkarstwo w Polsce to droga pełna wyrzeczeń i przeciwności. Brak własnego obiektu - stąd mistrzostwa naszego kraju rozgrywane regularnie w Siguldzie na Łotwie - to ogromna przeszkoda, zawodnikom potrzeba znacznie większego wsparcia technologicznego, dostępu do nowoczesnego sprzętu, a na to brakuje pieniędzy.

Gdy powstawał UKS, Natalia miała trzy lata, a Ewa – pięć. – Bawiłyśmy się z Ewą już w przedszkolu, nie mogło być inaczej, skoro nasze domy dzieli 50 metrów – opowiadała Natalia. – Wyrosła z tego fajna przyjaźń, jesteśmy blisko siebie również w czasie sportowej przygody.

Ewa Kuls-Kusyk podczas treningu na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu
Ewa Kuls-Kusyk podczas treningu na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu  WONG MAYE-E/AP

Nie było zbyt wielu okazałych miejsc, ale obie nasze saneczkarki skrupulatnie zdobywały punkty Pucharu Świata, podróżując po świecie. Dzięki temu obie spełniły marzenie z dzieciństwa, które pojawiło się zaraz po tym, gdy dały się namówić na pierwszy zjazd na sankach. Zakwalifikowały się najpierw na zimowe igrzyska w Rosji, a w 2018 r. ruszyły do Pjongczangu. Tam nie przebiły się do decydującego, czwartego ślizgu. Kuls-Kusyk została sklasyfikowana na 20. miejscu, a Wojtuściszyn na 25.

– Zjazdy o niebo lepsze niż cztery lata temu na igrzyskach w Soczi, gdzie właściwie za każdym razem były błędy, a tutaj ich się wystrzegałam, wyglądało to dużo lepiej niż się spodziewałam – opowiadała Kuls-Kusyk. – Od pierwszych przejazdów treningowych widziałam jednak, że nie przekłada to się na czasy. Stare metale, sprzęt używany od lat mocno całą naszą ekipę ogranicza, pewnych rzeczy od dłuższego czasu nie da się przeskoczyć. W Pjongczangu mieliśmy mróz, a z moich sanek jestem w stanie wycisnąć więcej wtedy, gdy panuje wyższa temperatura, idzie odwilż. Smutne to, ale takie są realia. Świat idzie do przodu, my możemy wyłącznie kombinować z tym, co mamy.

Po sztafecie była wielka radość z ósmej pozycji. Plan na tę konkurencję został zrealizowany. Polacy na torze znów pokazali się naprawdę z dobrej strony. – Pokonanie gospodarzy, ekipy Korei, wzmocnionej dobrą Niemką to było naprawdę coś – przyznała Kuls-Kusyk. – Oni przecież w sezonie oddali tam po sto ślizgów. Własny tor to ogromny atut. Niestety my nie możemy na taki liczyć, tak samo na większe wsparcie technologiczne.

Wtedy podwójne olimpijki z podgorzowskich Nowin Wielkie chciały walczyć dalej: – Nie rezygnujemy, widzimy, jakie postępy zrobiłyśmy po Soczi, coraz częściej wystrzegamy się błędów. Żyjemy nadzieją, że i dla naszej dyscypliny przyjdą lepsze czasy.

Natalia Wojtuściszyn
Natalia Wojtuściszyn  JENS MEYER/AP

Kuls-Kusyk i Wojtuściszyn wytrzymały jeszcze rok. W ostatnim w ich karierach sezonie na najwyższym poziomie dystans do świata wcale się nie zmniejszył. Do tego doszły kłopoty zdrowotne. Obie jednocześnie powiedziały pas. – Bardzo możliwe, że Ewę i Natalię zobaczymy jeszcze w czasie mistrzostw Polski seniorów, na początku 2020 r. – mówił Jacek Zagozda, trener klubowy z Nowin.

Jednocześnie szkoleniowiec pochwalił się młodzieżą, która chce pójść w ślady olimpijek. Nikola Domowicz, Dominika Piwkowska, Kacper Imiołek i Łukasz Maćkała na początku stycznia wezmą udział w Młodzieżowych Zimowych Igrzyskach Olimpijskich – Lozanna 2020. Dopingujemy im, aby jak najszybciej dojechali na najważniejsze, seniorskie imprezy. Sport nie znosi próżni, także u saneczkarek, ktoś inny ściga się, aby dosięgnąć marzeń. Smutno jednak, gdy widzimy te puste sanki po Ewie i Natalii.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej