Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorzowscy radni uchwalili, że w mieście nie będzie można kupić alkoholu po godz. 23. Chodzi o sprzedaż napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży, czyli np. w sklepach lub na stacjach benzynowych. Temat podzielił mieszkańców. A reprezentantami dwóch zupełnie różnych stanowisk są dwaj radni. Tomasz Manikowski stwierdził, że ten dzień to dla niego wielkie święto, a decyzja rady jest mądra i odważna. Robert Surowiec natomiast ceni sobie przede wszystkim wolność jako wartość nadrzędną. A wolność to również prawo wyboru, którego „tą uchwałą jako mieszkańcy miasta zostaliśmy pozbawieni”.

I dla mnie wolność jest wielką wartością. Ta przez duże „W”, z obrazu Delacroix, i ta codzienna, w drobnych sprawach, wolność wyboru i decydowania, co jest dla mnie dobre, a co złe. Jednak gdybym musiał stanąć po stronie jednej z racji, wybrałbym rację Tomasza Manikowskiego – streetworkera, pracownika socjalnego pracującego z ludźmi, dla których problem alkoholowy nie jest jakąś teorią, hasłem miejskiego programu czy jakiejś strategii. On ich widzi, dotyka na co dzień ludzkiej nędzy, którą niesie alkoholizm dla chorych, ale i dla ich rodzin. Jeśli więc specjalista woła o ograniczenie dostępu do alkoholu – choćby tylko w nocy i tylko w sklepach – to wierzę, że to jest konieczne.

Radny Surowiec nazywa to pójściem na łatwiznę, bo wystarczy egzekwować przepisy, które już są. Ale to nie tak. Ograniczenie sprzedaży to jeden z elementów walki z alkoholizmem, którą i tak należałoby wprowadzić. Inne działania należy poprawiać i usprawniać. Ale… ja bym się raczej nie łudził, że sama edukacja z kapslowego - niewątpliwie potrzebna - da wymierny efekt, jeśli alkohol będzie dostępny w każdym miejscu, o każdej porze, na wysokości wzroku małego i dużego.

Rdzenni Amerykanie kiedyś nie znali alkoholu, aż przyszedł biały człowiek i dał tym nieszczęśnikom wolność wyboru. Dlatego w tym wypadku nie przekonują mnie pięknoduchowskie hasła w obronie wolności. Niestety żyjemy w społeczności. Są prawa, ale też są zakazy i nakazy. Nie tak dawno radny złościł się, że ktoś zaparkował przy szpitalu na miejscu dla niepełnosprawnych. A może ten ktoś uznał, że taki nakaz ogranicza jego wolność? Przepraszam, ale w obliczu tragedii, jaką niesie ze sobą problem alkoholizmu, prawo do ochoty na piwko po nocnej zmianie wydaje się niestosownym żartem. Tak samo jak interes handlujących wodą ognistą. „Przez takie idiotyczne decyzje ktoś straci dorobek całego życia, a ileś tam osób straci pracę. Ręce opadają” - był taki głos w dyskusji. A mnie jakoś nie żal. I też mi ręce opadają. Pani Pawlakowa w kultowym filmie zauważyła trzeźwo: „Jakaż to przyszłość, jak od zwykłej świni zależy”. Parafrazując: jakiż to dorobek, jak on zdobyty na ludzkim nieszczęściu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.